Kabaret dwuznaczności

„Mayday" – reż. Krystyna Janda – Och-Teatr

Mówi się, że kłamstwo ma krótkie nogi, więc tajemnica posiadania przez lata dwóch żon, które nic o sobie nie wiedzą, musi w końcu wyjść na jaw. John Smith zostaje postawiony w bardzo trudnej sytuacji. Ma jednak nadzieję, że uda mu się jeszcze uratować swój wykreowany świat. Intryga przybiera coraz więcej dramatyzmu i dąży do nieuniknionej porażki głównego bohatera. Spektakl w reżyserii Krystyny Jandy to kwintesencja sztuki dla rozrywki. Widz nie jest zmuszony do głębszych przemyśleń – ma się pośmiać i dobrze bawić. Jest to idealna opcja na spędzenie miłego, przyjemnego wieczoru dla każdego.

Gdy wyszedłem z teatru przypomniało mi się to uczucie, gdy znam zakończenie książki, ale widzę, że zostało mi jeszcze kilkaset stron do końca. Czytanie lektury zmienia wtedy dla mnie znaczenie. Zamiast oczekiwać na moment kulminacyjny, daję się pochłonąć wszystkim wydarzeniom, które do niego doprowadzają. Udaje mi się bardziej skupiać na detalach. Przeżywam wszystkie poboczne wątki i losy postaci, dzięki czemu odbieram każdą stronę z większym spokojem. Podobnie czułem się na spektaklu „Mayday". Od samego początku spodziewałem się, jakie będzie zakończenie, więc intrygujący był sam rozwój akcji i dynamicznie zmieniające się sceny.

„Mayday" to kabaret dwuznaczności, wypełniony niezliczoną ilością podtekstów i żartów sytuacyjnych. Wszystkie kłamstwa były wyrażane w sposób bardzo mało wiarygodny, a jednak bohaterowie naiwnie w nie wierzyli. W pewnym momencie byłem nawet lekko sfrustrowany absurdalnością sytuacji, brakiem jakiejkolwiek dedukcji i nieporozumieniom.

Polski jest językiem wysokiego kontekstu, co oznacza, że często wyrażanie pewnego zdania, już w treści wymaga rozumienia szerszego kontekstu. Przeciwieństwem jest na przykład angielski amerykański, w którym wszystko tłumaczy się w bardzo prosty sposób, aby nie powstały żadne nieporozumienia. Genialnie zestawione zostały ze sobą obie te kultury językowe. Z jednej strony aktorzy wypowiadali się w bardzo prosty i jasny sposób, jednak zabrakło im charakterystycznego dla naszej kultury kontekstu. Gdyby bohaterowie spektaklu tłumaczyli sobie wszystko po „amerykańsku", zapewne prawda zostałaby odkryta dużo wcześniej.

Wielkim atutem Och-Teatru jest scena, przy której po obu stronach zasiada widownia. Cała akcja działa się w dwóch mieszkaniach, które były odgrywane na niezmienianej scenografii. Dzięki kontrastującym kolorom i organizacji przestrzennej spójnie stworzono przejścia między scenami, w taki sposób, że były one w pełni jasne i zrozumiałe.

„Mayday" to rodzaj humoru nie dla każdego, natomiast na pewno wiele osób odnalazłoby w nim zwykłe życiowe sytuacje, w których niezrozumienie się obu stron, powoduje konflikt. Wszystkie wypowiedzi były przemyślane w taki sposób, żeby jak najbardziej się wymieszać i zmylić rozmówcę. Bardzo często głównego bohatera ratował zwykły przypadek, gdyż kłamstwa, mimo że były wypowiadane przez różne osoby w zupełnie różnych kontekstach, dla osoby trzeciej miały logiczny sens. Gorąco polecam tę sztukę, aby w okresie, kiedy drzewa stają się nagie, a dzień jest coraz krótszy, zrelaksować się i dać sobie trochę radości.

Paweł Guzek
Dziennik Teatralny Warszawa
19 listopada 2022
Portrety
Krystyna Janda

Książka tygodnia

Stanisława Walasiewicz. Medaliści
Wydawnictwo Bosz
Redakcja: Marzena Jaworska

Trailer tygodnia