Kabaretowy Bohomolec

"Pijacy" - reż: Barbara Wysocka - Stary Teatr w Krakowie

"Pijacy" Barbary Wysockiej to spektakl przede wszystkim śmieszny. Przeniesienie na współczesną scenę oświeceniowego tekstu Bohomolca zaowocowało iście kabaretową satyrą na polskie podwórko i stosunki sąsiedzkie mocno zakrapiane alkoholem.

Z Bohomolcowej dydaktyki zostało niewiele, wzorce pozytywne są w spektaklu ośmieszone tak samo jak negatywne. Wydaje się, że widz zostaje niejako zaproszony, by polubić i rozgrzeszyć balujące na scenie towarzystwo. Pomysł Bohomolca, by, patrząc na postaci dramatu, każdy amator alkoholowych libacji zawstydził się w duchu upada zupełnie. Pojawia się więc pytanie, jaki jest cel tego zabiegu. Czy dzięki „Pijakom” mamy oswoić i polubić tę naszą narodową przywarę? A może po prostu otwarcie się przyznać, że wcale nie chcemy jej zwalczać? Reakcje widowni zdają się wskazywać na to ostatnie.  

Jednak - moim zdaniem - w odbiorze „Pijaków” najważniejsze jest zupełnie inne pytanie: czy można jeszcze wyraźnie rozgraniczać teatr i kabaret? A jeśli tak, to co sprawia, że teatr jest teatrem? Spektakl Barbary Wysockiej od dobrze zaplanowanego programu kabaretowego różni się jedynie tym, że opiera się na tekście dramatycznym i wykonywany jest przez zawodowych aktorów na teatralnej scenie. Całość efektu opiera się na wyśmianiu, wykpieniu, wyszydzeniu i żarcie. Od czasu do czasu reżyserka puszcza perskie oko do publiczności, pozwalając jej rozpoznać znany z kina lub literatury motyw. Roman Gancarczyk w roli ojca chrzestnego jest lepszy niż Marlon Brando, a Bolesław Brzozowski zmagający się z tekstem hymnu narodowego rozkłada na łopatki - nie mówiąc już o koncertowej głównej roli Juliusza Chrząstowskiego. Dodatkowo śmieszy nostalgiczny obrazek polskiego podwórka, z garażami, trzepakiem, grillem i autentycznym Fiatem 126p.  

Efektu kabaretowego stanowczo nie przełamują recytowane przez Marcina Kalisza prasowe relacje przestępstw dokonanych pod wpływem alkoholu. Wstawki te wydają się być doszyte na siłę. Próba powrotu reżyserki do pomysłu, który już raz zadziałał w „Klątwie” okazuje się zupełnie nieskuteczna.  

Mimo to uważam „Pijaków” za jeden z nielicznych spektakli w ramach festiwalu „Re-Wizje. Sarmatyzm” prezentujący jakąś jedność epoki dzisiejszej z postawami sarmatyzmu. Problemy bohaterów Bohomolca okazują się widzom bliskie, znajome, rozpoznawalne. Śmiejemy się z nich, ale z dużą dozą zrozumienia.  

Podsumowując, „Pijacy” przysparzają przede wszystkim rozrywki, natomiast niewiele materii do refleksji. Można dyskutować, czy jest to teatralna wpadka i poślizg Starego Teatru w stronę rozrywkowości placówek pokroju Bagateli, czy też udana prowokacja ze strony młodej reżyserki. Głosy z pewnością będą podzielone. 

A czy to jest dobry spektakl? Nie mnie oceniać. Ja mogę sobie po cichu, na boku, pomarzyć o teatrze ogromnym, teatrze natchnionym, sztuce przemieniającej rzeczywistość. A publiczności w Teatrze Starym takie śmieszne, nie wymagające wysiłku w odborze przedstawienie jak „Pijacy” się ogromnie podobało.

Aleksandra Kamińska
Dziennik Teatralny Kraków
29 maja 2009

Książka tygodnia

Pomarli
Wydawnictwo Czarne
Waldemar Bawołek

Trailer tygodnia