Kajko i Kokosz na Kremlu

"Car Samozwaniec..." - reż. Jacek Głomb - Teatr im. H. Modrzejewskiej w Legnicy

Duże wątpliwości może wzbudzić sposób, w jaki próbuje się widza nakłonić do kupienia biletu na spektakl „Car Samozwaniec" w reżyserii Jacka Głomba. Ma to być dzieło o mało znanym epizodzie w polskiej historii, kiedy to obrotni Polacy próbowali na rosyjskim tronie osadzić naszego krajana. O ile się nie mylę, jest to jeden z najbardziej znaczących „epizodów" w dziejach relacji polsko-rosyjskich, który Rosjanie wypominają nam dość regularnie. Zatem na przyszłość może nie należy mierzyć widza własną miarą formułując takie nieprzemyślane opinie.

Mamy zatem Polaka na Kremlu. Dymitra Samozwańca. Lalusia nie z tej ziemi. Postać bez charakteru, bez charyzmy. Żadne wojsko nie poszłoby za takim człowiekiem. Jest jednak tak samo nijaki, jak wszyscy uczestnicy przedstawianych wydarzeń. Polacy i Rosjanie to de facto dwa stada. Nie ma postaci, nie ma problemów, nie ma relacji. Jest w tym spektaklu mnóstwo ciekawych pomysłów, ale całość (może z winy aktorów, może z winy reżysera, może z winy festiwalowej aury), nie działa. Tryby nie spajają się w sprawny mechanizm. Sytuacje pomiędzy postaciami nie mają nerwu. Wszyscy prześlizgują się po motywach, które można było docisnąć dramaturgicznie, aktorsko. Wszystko jest tu letnie. Nie zajmuje. Głównym powodem jest to, że chyba nawet aktorzy nie wiedzą, w jakiej sprawie grają. Czy mają bronić interesów Polaków, czy Rosjan, a może Dymitra? Co chcą powiedzieć przez te dwie godziny?

Niestety, spektakl, który ma w sobie potencjał wybitności (który może by rozbłysnął fajerwerkiem, gdyby reżyserował go jakiś legnicki Jan Klata?), paprzą istotne mankamenty (i w tym momencie rusza w obroty linijka recenzentki z dyplomem na zjeżdżanie spektakli):

1. aktorstwo. Nie może być tak, że zawodowy aktor ma rażące problemy z klarownym podawaniem tekstu. Szczególnie, jeżeli tekst dramatu jest stylizowany - tym bardziej trzeba dbać o jego wybrzmienie. W tej inscenizacji tekst jest niechlujny. Widać do jakiej katastrofy doprowadziło przyzwyczajenie aktorów do mikrofonów. Nie można robić konwencji z podstawowych braków warsztatowych. Taka niedbałość dyskwalifikuje teatr w Legnicy do festiwali teatrów amatorskich.

2. reżyseria. Brak przemyślanych zadań aktorskich. Przypuszczam, że najlepszą zabawę aktorzy mieli miotając siebie nawzajem na arkusze blachy falistej (w końcu wszyscy chłopcy lubią robić dużo hałasu). Znów jednak nie można: kazać aktorom biegać po scenie, rzucać się po niej, wbiegać i wybiegać w nadziei, że w czasie trwania spektaklu nabierze to jakichś znaczeń podkreślających wymowę sztuki.

3. dramaturgia. Do czego prowadzą te dialogi? (Jeżeli widz w końcu coś usłyszy i zrozumie.) Można z powodzeniem tekst Adolfa skrócić (i to o dobre pół godziny). Przedstawienie nabierze wówczas dynamiki i energii.

4. muzyka. Pomyślana jest naprawdę z dużym potencjałem, ale to nie jest tak, że widz ogłuszony nie zauważy, że spektakl na który przyszedł jest słabo pomyślany. Muzyka jest z pewnością jedynym mocnym elementem tego przedstawienia. Poparta zdecydowanym aktorstwem, mocniejszym zarysowaniem problemu, świetnie dopełniłaby całości.

Jakie zatem wrażenia ogólne? Jeżeli już przejdzie zniecierpliwienie, jego miejsce zastępuje smutek. Bo „Car Samozwaniec" ma przestrzeń, by być „obłędnie wspaniałym" spektaklem, jak chciał jeden z legnickich recenzentów, naiwnie forsujący sukces lokalnych artystów. Brakowało w tym festiwalowym pokazie intensywności. Może dla właściwej wymowy sztuki potrzebna jest mniejsza przestrzeń sceniczna? Wtedy słowa i znaczenia uległyby kumulacji? Może „Car Samozwaniec" to tak naprawdę dramat kameralny, który trzeba grać w warunkach intymnych, przyciszonych wypowiedzi, a nie wykrzykiwanych z przeciwległych krańców hali. To z pewnością spektakl, o którym chciałoby się powiedzieć wiele dobrego, ale sam fakt, że został wystawiony, to jeszcze trochę za mało...

Olga Śmiechowicz
Dziennik Teatralny Łódź
22 kwietnia 2016
Portrety
Jacek Głomb

Książka tygodnia

Słownik miejsc wyobrażonych
Państwowy Instytut Wydawniczy
Alberto Manguel, Gianni Guadalupi

Trailer tygodnia