Kaju, gdzie jesteś?

"Królowa Śniegu" - reż. Tomasz Konina - Teatr Polski w Warszawie

„Królowa Śniegu" jest najbardziej znaną i bodaj najczęściej wystawianą baśnią Andersena. Doczekała się już tylu realizacji, że trudno powiedzieć w jej sprawie coś nowego. O tyle trudniej, że Tomasz Konina zrealizował już ten spektakl wcześniej, w Opolu, a teraz powtórzył go i przepisał na aktorów Teatru Polskiego w Warszawie.

Wyjściowy pomysł realizacyjny jest interesujący: 75-minutowa forma spektaklu mieści w sobie całą fabułę klasycznej baśni: Kaj i Gerda (lekko, spontanicznie grani przez Pawła Krucza i Martę Kurzak) bawią się razem i kochają się. Bratersko – siostrzane uczucie ich literackich pierwowzorów Konina uczynił relacją damsko – męską, podkreślając tę zmianę wprowadzeniem do tekstu „Rozmowy lirycznej" Gałczyńskiego. Pewnego dnia okruch diabelskiego lustra wpada Kajowi do oka i sprawia, że zaczyna on widzieć świat brzydki, wadliwy, taki „jakim widzą go dorośli". Pod wpływem okrucha Kaj widzi Gerdę bez łagodnych filtrów, jakie daje miłość i zauważa, że nie jest ona doskonała. Idealna wydaje mu się za to Królowa Śniegu (piękna, zimna i wyniosła Joanna Trzepiecińska w olśniewających strojach i nakryciach głowy), która posiada straszliwą moc zamrażania serc. Scenę, w której literacki Kaj zaplątuje sznurki od swoich saneczek wokół płóz sań Królowej Śniegu, zastąpił Konina tangiem do muzyki Piazzoli. Wprowadzenie niepokojącej zmysłowości tanga do baśni rodzi pytanie, czy jest to spektakl o dorosłych i dla dorosłych (to zdaje się sugerować również Gałczyński), czy jest to spektakl o dzieciach i dla dzieci?

Mała Gerda wyrusza na poszukiwania swojego przyjaciela. To trudna, przerażająca i wymagająca poświęceń droga, ale dziewczynka idzie nią bez wahania, ponieważ prowadzi ją miłość. To miłość sprawia, że istoty, które Gerda spotyka podczas swojej wędrówki, nie czynią jej krzywdy, ale pomagają jej jak mogą. W istoty te wciela się czwórka aktorów, przymierzając różne role i w każdej wypadając dobrze. Straszliwa jest Grażyna Barszczewska jako Rozbójniczka, ale ciepła i pełna miłości jako Matka, za to najciekawsza w roli tajemniczej Finki. Znakomity jest Paweł Krucz w roli Wrony: plastycznie cielesny, przekonująco ptasi, nerwowy w ruchach. Wypracowana przez niego maniera wroniej mowy naśladującej ludzką jest zachwycająca. To zdecydowanie najlepsza kreacja tego spektaklu. Jarosław Gajewski jako Ren jest doskonale melancholijny. Ogromne wrażenie robi scena oswajania Rena przez Gerdę, w której w sposób niesłychanie oszczędny, poprzez zmianę środka ciężkości ciała, czy ledwie dostrzegalne drgnienia barków i ramion, Gajewski pokazuje, jak łamie się jego opór, nieufność i lęk. Za to w roli Księcia ujawnia cały swój talent komediowy, choć sama scena z Księciem i Księżniczką wydaje się niepotrzebnie przerysowana, slapstickowa i niepasująca do reszty opowieści.

Po pełnej przygód, niebezpieczeństw i wzruszeń wędrówce Gerda dociera wreszcie do pałacu Królowej Śniegu i odczarowuje serce Kaja. Niestety nie wiemy, w jaki sposób, ponieważ tej najważniejszej sceny po prostu nie ma. Przedstawienie kończy Królowa Śniegu, która wybiera z widowni chłopca i przyzywa go do siebie gestem, co ma oznaczać, że jesteśmy wiecznie wabieni przez zło. Czy jednak znajdzie się jakaś Gerda, która zechce nas uratować, to wątpliwe.

Największymi atutami spektaklu Koniny są baśniowa scenografia i kostiumy Joanny Jaśko-Sroki (z wyłączeniem strojów Rozbójników budzących sado-masochistyczne skojarzenia), a także padający śnieg i zachwycające wizualizacje, dzięki którym industrialne, surowe wnętrze Sceny Kameralnej zmienia się w feeryczną krainę wyobraźni. Największym minusem jest niedopracowana i niespójna adaptacja, która sprawia, że ta głęboka, przejmująca opowieść o miłości, przyjaźni, odpowiedzialności, poświęceniu, wytrwałości i dojrzewaniu, zmienia się w infantylną opowiastkę o romansowej naturze świata.

 

Maja Margasińska
Dziennik Teatralny Warszawa
10 października 2014

Książka tygodnia

Ksiuty z Melpomeną
vis-a-vis
Stefan Wiechecki

Trailer tygodnia