"Kąsanie" Kompanii Doomsday na Węglowej

"Kąsanie" - reż: Marcin Bikowski - Akademia Teatralna w Białymstoku

Zakazane uczucie, dylematy egzorcysty, a do tego magiczny klimat prowincji latynoamerykańskiej. Na świetne "Kąsanie" zaprasza Kompania Doomsday

Kto tego jeszcze nie widział, niech na Węglową wybierze się w czwartek koniecznie, bo to już jeden z ostatnich momentów, by zobaczyć to widowisko. Niestety bowiem - jak napisaliśmy już w "Gazecie" - znakomita grupa ogłosiła zakończenie swojej działalności. Kompania przestaje dawać premiery i rozpada się na dwie części. Obecny skład zamierza utrzymać w repertuarze dwa spektakle: "Salome" i "Mewę". Pozostałe przejdą odpowiednio na konto dwóch grup, które wyłonią się z jej obecnego składu. Możliwe więc, że w przyszłości zobaczymy jeszcze "Kąsanie", ale na pewno już nie pod egidą Kompanii, a innej grupy o nieznanej jeszcze nazwie. Nie wiadomo też, kiedy to się stanie.

W związku z tym, że w mieście trwa właśnie przegląd spektakli Kompanii, zorganizowany w ramach jubileuszu pięciolecia zespołu, koniecznie trzeba "Kąsanie" zobaczyć (aktorzy pokażą je w magazynie wojskowym na Węglowej). Zwłaszcza że to jedno z najlepszych przedstawień grupy, nagrodzone m.in. w ub.r. w Rzymie na Roma Teatro Festival. Z pięciu osób tworzących spektakl wyróżnionych zostało aż trzy. Marcin Bikowski otrzymał nagrodę za reżyserię oraz indywidualną nagrodę za głos. Ponadto jury nominowało Agnieszkę Makowską do nagrody za najlepszą rolę żeńską, a Marcina Bartnikowskiego za najlepszą rolę męską. Spektakl nominowany był też do nagrody głównej.

Świetny autorski spektakl powstał przy minimalistycznej scenografii i prostocie środków. Chwalić trzeba zgrabny scenariusz, który w jedno scalił opowiadanie Marqueza "O miłości i innych demonach" oraz teksty m.in. brata Luisa de Leon i św. Jana od Krzyża. Twórcy spektaklu pożenili dwie rzeczywistości i kultury - mamy w nim magię latynoamerykańskich miasteczek, żyjących swoim rytmem, mamy też klimaty wschodniosłowiańskie.

"Kąsanie" to historia małej Siervy Marii de Todos, która może zaraziła się wścieklizną, a może nie. Którą odepchnęła własna matka, mówiąc, że córkę opętał demon. Której pozbyto się, oddając do zakonu klarysek. I którą z rzekomego opętania uzdrowić miał egzorcysta Cayetano de Laura (Marcin Bartnikowski). I w której ksiądz się w końcu zakochał...

Pięcioro aktorów pięknie opowiada tę historię, mieszając różne światy i nastroje, powagę z żartem, diaboliczne sceny kuszenia z finezyjnym mrugnięciem do widzów. Spektakl ma w sobie zarówno wdzięk błahostki wywodzącej się z sowizdrzalskiej tradycji, jak i mroczne, przejmujące sceny. Trzy aktorki (Magdalena Czajkowska, Agnieszka Makowska i Maria Żynel) co chwila przeistaczają się w różne postaci. A to stanowią malowniczy zastęp plotkarek dewotek, a to mniszek trwających w niezdrowej ekscytacji.

Spektakl ma interesujący rytm: wybijany piętą, tupotem przebiegających nerwowo stóp, chichotem, psim powarkiwaniem. Rytmem zarządza diaboliczny dyrygent, który siedzi z boku (Marcin Bikowski) i prowadzi tę diabelską muzykę jakby wedle niewidocznej partytury. Nie tylko on jednak ma w sobie coś diabelskiego - demonów sportretowanych w spektaklu jest wiele. Choćby tych drobnych, z pozoru niegroźnych, a w których władaniu bywamy na co dzień.

Monika Zmijewska
Gazeta Wyborcza Białystok
18 września 2009

Książka tygodnia

Trening fizyczny aktora. Od działań indywidualnych do zespołu
Wydawnictwo Biblioteki PWSFTviT
Rodowicz Tomasz, Jabłońska Małgorzata, Toneva Elina

Trailer tygodnia