Katarzyna Bujakiewicz urodzi Lwa

rozmowa z Katarzyną Bujakiewicz

Z Katarzyną Bujakiewicz o radości z czekającego aktorkę macierzyństwa, pogodzeniu go z planami zawodowymi i niespodziance, którą sprawiła realizatorom serialu "Na dobre i na złe", rozmawia Stefan Drajewski:

Marta, bohaterka serialu, w którą się Pani wciela w serialu "Na dobre i na złe" urodziła bliźnięta. Za kilka miesięcy Pani zostanie mamą. Ma to jakiś związek? 

- Nie ma to żadnego związku. Powiem więcej, producenci, scenarzyści, ekipa - wszyscy byli zdenerwowani, że nie wpasowałam się w tamtą ciążę. Niestety, matka natura chce inaczej i nie zawsze idzie to w parze z naszymi oczekiwaniami. Teraz szybko trzeba poprawić scenariusz, aby moje macierzyństwo nie wyeliminowało mnie zupełnie z serialu. To, że zostanę mamą, nie jest dla nikogo w środowisku zawodowym zaskoczeniem. Nigdy nie ukrywałam, że chcę mieć dziecko, chcę być mamą, ale zawsze był nie ten moment, nie ten czas, jakaś rola... Teraz było podobnie. W styczniu miałam zacząć próby w "Mayday", zaraz potem miałam wystąpić w Teatrze Wielkim jako George Sand... Miałam też własny pomysł na siebie i zaczęłam rozmowy ze Sceną na Piętrze. 

A tu tymczasem życie ułożyło trochę inny scenariusz. 

- I nie żałuję. Kiedy po próbie "Czekając na Chopina" wróciłam do domu i trochę się źle poczułam, nie miałam żadnej wątpliwości, aby zrezygnować z wszystkich moich planów zawodowych. Nie jestem młodą matką i dlatego nie chcę ryzykować. 

Dojrzałe macierzyństwo. 

- Boję się tylko, abym jako matka nie zwariowała, bo to ponoć się zdarza, późnym mamom. Na razie na szczęście nie dostrzegam u siebie takich objawów, nie biegam po sklepach i nie kupuję wszystkiego na zapas. Raczej zbieram po koleżankach, bo akurat w tej sytuacji moja poznańska dusza na to nie pozwala. Ale dokształcam się. Właśnie wracam ze spotkania w centrum stomatologii, gdzie pani doktor organizuje spotkania dla kobiet w ciąży lub krótko po porodzie i uczy, jakich butelek i smoczków należy używać, aby potem dzieci miały dobrze wykształcony zgryz, jak karmić piersią... Poza tym zapisałam się do szkoły rodzenia. Przez pierwsze pół godziny czułam się jak na spotkaniu AA, bo wszyscy usiedliśmy w kręgu, aby się wzajemnie poznać, ale potem było już bardzo sympatycznie. Wybrałam szkołę, która jest trochę inna, od tych, jakie znałam z opowiadań i telewizji. Zwykle kojarzyły mi się one z sektą, w której partnerzy uczą się wspólnego oddechu... Nie może być inaczej, coś o dzieciach wiem, bo na przykład pomagałam Ani Przybylskiej, kiedy jej dzieciaki były małe, ale to za mało. 

Myślę, że spokojnie podchodzi Pani do macierzyństwa, do konsekwencji, jakie ono niesie, ponieważ jest Pani aktorką, która ma dorobek i nie musi się bać o przyszłość. 

- To prawda. W zasadzie od siódmego roku życia pracuję. Wyżyłam się zawodowo. Zagrałam kilkadziesiąt ról w teatrze, w filmie, w telewizji. I skoro teraz jestem szczęśliwie w ciąży, to dlaczego nie mam sobie zrobić kilku-, a może kilkunastomiesięcznej przerwy? Chcę pielęgnować to, co we mnie rośnie... Moje przyjaciółki aktorki wielokrotnie opowiadają, że kiedy zachodziły w ciąże, zawsze otrzymywały bardzo interesujące propozycje. W moim przypadku było podobnie. 

W teatrze Pani chwilowo nie gra, ale w serialu tak. 

- W serialu wszyscy o mnie dbają, ekipa ustawia pode mnie sceny. Nigdy nie wiadomo, jak się będę czuła. Poza tym, nie oszukujmy się, nie jestem pierwszą aktorką w ciąży, która występuje w tym serialu i wszyscy wiedzą, jak w takiej sytuacji postępować. Poza tym, gram w serialu o lekarzach. Natomiast nie wyobrażam sobie intensywnej pracy w teatrze, gdzie próbuje się długo, po kilka godzin, dużymi scenami, całością. Kiedy dotarło do mnie na próbie "Chopina", że nie mogę pracować na pół gwizdka, powiedziałam sobie stop. 

Czy musiała Pani z czegoś zrezygnować jeszcze? 

- Z biegania, i bardzo mi tego brakuje. Ale jeśli dobrze się czuję, mogę się włączyć w działalność charytatywną. W tym tygodniu brałam udział w nagraniu klipu naszej drużyny szpiku kostnego. 

A kiedy ma się urodzić dzidziuś? 

- Będzie najprawdopodobniej zodiakalnym Lwem. Moja ciocia przestrzega mnie, że to podobno nie jest łatwy charakter. 

Jak wiadomość o narodzinach przyjął Pani partner? 

- To była wspólna decyzja moja i Piotra, więc nie było w tym żadnego zaskoczenia. 

A jak na tę zmianę w życiu zareagowali rodzice? 

- Babunia wie, cieszy się... Rodzice nasi są zachwyceni. Mój ojciec od dawna chodził i dopytywał się, kiedy będzie miał wnuka, bo ja jestem jedynaczką. Dziadkowie ubolewają, że są dość daleko od Poznania. 

Kiedy rozmawialiśmy w listopadzie, opowiadała Pani o mieszkaniu na Jeżycach, w którym ma Pani zamieszkać. Zdąży Pani przed rozwiązaniem? 

- Nie wiem. Chciałabym bardzo, bo przecież stamtąd blisko do parku Sołackiego. Dla mnie to bardzo ważne, bo mam psa i trzeba gdzieś z nim chodzić na spacery. A skoro mowa o psie, to chciałabym powiedzieć, że jest to dobre przygotowanie do macierzyństwa. Trzeba w życiu trochę zwolnić, nauczyć się obowiązków. Piesek musi być nakarmiony, trzeba z nim wyjść na spacer, wychować szczeniaka. Dorota Sumińska powiedziała kiedyś, że jeśli ktoś umie wychować dobrze psa, będzie potrafił wychować dobrze dziecko. Piesek jest cudowny, jest suczką. Jak tylko zorientowała się, że zaszłam w ciążę, zaczęła się do mnie przytulać, pakowała mi się na kolana, śmieję się, że mnie wysiaduje. 

Czy wyznaczyła Pani termin powrotu do teatru? 

- Umówiliśmy się z Pawłem Szkotakiem, moim dyrektorem, że w styczniu przyszłego roku wrócę do "Portugalii" i "Amatorek", a wiosną wejdę w próby do nowego spektaklu. Tyle aktorek przede mną urodziło dzieci, że - mam nadzieję - i ja sobie jakoś poradzę.

Stefan Drajewski
Polska Głos Wielkopolski
19 maja 2010
Portrety
Jan Kulczyński

Książka tygodnia

Amantka z pieprzem
Wydawnictwo Prószyński i S-ka
Grażyna Barszczewska, Grzegorz Ćwiertniewicz

Trailer tygodnia