Każdy ponad każdym

"Lekkomyślna siostra" - reż: Agnieszka Glińska - Teatr Narodowy

Najsłynniejszym utworem Perzyńskiego jest chyba ,,Aszantka", głównie dzięki starej adaptacji filmowej Kamińskiego. Mimo to ,,Lekkomyślna siostra" na scenach gości najczęściej, nie wspominając o boomie na tego pisarza, który wybuchł w momencie prapremiery tej sztuki. Dzisiaj o autorze ,,Uśmiechu losu" nieco przycichło, jest on znany raczej wąskiej grupie zainteresowanych. Przysłonięty rzeczywiście lepszą Zapolską, nie zasługuje jednak na margines. Jest bowiem na swój sposób wyjątkowy. Mimo, że tworzył w okresie Młodej Polski, nie uciekał nigdy w słowotok, w jego utworach ewentualne skreślenia zawsze będą minimalne.

Po latach ,,Lekkomyślna…” wróciła na deski Teatru Narodowego. Tym razem w inscenizacji coraz wyrazistszej Agnieszki Glińskiej. Premiera sprzed trzech lat była jednym z kamieni milowych kreowania coraz to bardziej dopracowywanego stylu, który swoją najciekawszą twarz pokazał w ,,Mewie”. W inscenizacji Perzyńskiego widać jeszcze duże braki.

Scenografia Agnieszki Zawadowskiej nie zaskakuje. Mieszczański salon z biblioteczką, stolikiem, barkiem, radiem i niewielką wersalką. Z tyłu pokój jadalny z pianinem, na którym gra Helena (Ewa Konstancja Bułhak). Glińska ciekawie prowadzi sytuację dramatyczną, pokazując paniczną wręcz reakcję rodziny na przyjazd ,,siostry marnotrawnej”. Odwrotnie niż zwykło się czytać tę sztukę, reżyserka nie przywiązała tak dużej uwagi do wątków feministycznych. Czy może raczej – wyszło inaczej, niż zapewne wyjść miało. Z jednej strony bowiem w tym przedstawieniu Maria faktycznie jest obiektem rodzinnego linczu, ale z drugiej kreacja Glińskiej jest tak bezbarwna i po prostu słaba, że w jej konfrontacji z Władysławem (Łukasz Lewandowski) kibicujemy temu drugiemu. Maria może narzekać, że Henryk (Krzysztof Stelmaszyk) nie zachowuje się jak na brata przystało, ale i ona zachowała się nie w porządku względem męża. Ciągłe odwoływanie się do rodzinnych więzów pogrąża wszystkich bohaterów zachowujących się bez wyjątku jak hipokryci. Role aktorskie są tu zbyt płytkie, a przecież to dojrzałe, psychologicznie wiarygodne kreacje występujących na scenie są jednym z najsilniejszych punktów spektakli Glińskiej.

Wyjątki są dwa, przede wszystkim zaś bardzo dobra Ewa Konstancja Bułhak. Jej Helena jest wrażliwą, choć rozerwaną przez terror rodzinnych konwenansów kobietą, spragnioną miłości. Pod tym względem nawet podniosłe, puste słowa Olszewskiego (perełka Piotra Grabowskiego) brzmią wiarygodnie, chociażby jako złudna obietnica szczerości bez masek. Z ,,Lekkomyślnej siostry” wyłania się dziś obraz rodziny, której członkowie wiążą między sobą krótkotrwałe sojusze, przeważnie jednak szkodząc sobie i dogadując jeden drugiemu. To nie Maria jest tu kozłem ofiarnym; jest nim każdy – bezczelny Janek, fałszywa Ada, do bólu pragmatyczny Henryk. I nawet postać Służącej wydaje się przemykać przez scenę jak szpieg, widzący i słyszący wszystko. Życiowe kompromisy zmuszają każdego do oszukiwania i działania wbrew sobie. Gdy zaczyna grać radio, muzyka Macieja Małeckiego dynamizuje nagle ruch sceniczny, pokazując biegających po scenie aktorów, skaczących do swoich gardeł z nienawiścią. Największe wrażenie robi to w finale. To momenty, które znacznie przerastają realizacyjnie inne elementy spektaklu.

Szymon Spichalski
Teatr dla Was
21 stycznia 2012

Książka tygodnia

Paragon
Wydawnictwo Mamiko
Justyna Nawrocka

Trailer tygodnia