Każdy w swoim świecie

„Daily Soup" - reż. Małgorzata Bogajewska - Teatr Narodowy w Warszawie i Teatr Telewizji

Czy to jest komedia? Przecież widownia się śmieje, występuje komizm sytuacji, języka, postaci. Tylko że jeśli się zastanowimy, to zauważymy, że Daily Soup to spektakl o braku zrozumienia wśród najbliższych, o zagubieniu i zamknięciu się we własnym świecie.

Cztery postaci, każda z własnym punktem widzenia na rzeczywistość, w którym nie ma miejsca na argumenty innych osób. Zamiast rozmowy jest krzyk, brak odpowiedzi na pytania, ucieczka, cisza, kpina, ironia. Pełen zestaw pokazujący wzajemny brak zrozumienia, a właściwie nieumiejętność porozumiewania się. Córka jest przez rodziców lekceważona, traktowana jak dziecko pomimo jej prawie 30 lat. Podobnie to wygląda z Babcią i być może dlatego obie kobiety łączy najsilniejsza więź ze wszystkich bohaterów, bo w przypadku Matki i Ojca jest to właściwie relacja oparta na przyzwyczajeniach, wspólnym, długim życiu, obowiązkach, a nie na emocjach.

Córka to postać, która wydaje się „stać z boku" życia rodzinnego, jednak w gruncie rzeczy jest ona wyparta z tej relacji, kierowana, krytykowana i niesłuchana. Stara się poznać historię swojej rodziny, zrozumieć sen, w którym widzi brata, choć w teorii była jedynaczką. W teorii, ponieważ gdy pyta o to rodzinę, to matka odpowiada, aby najpierw pomyślała, zanim coś powie. Tylko tyle. Słowa rzucone mimochodem ale z lodowatym wzrokiem. Natomiast, gdy pyta Ojca o swojego Dziadka, to ten cały czas zmienia temat i opowiada o jego relacji z żoną i teściową. Kolejne sytuacje, np. próba wmówienia jej, że nie jedząc mięsa „wykończy się", że nie powinna jeździć nocnym pociągiem, pokazują, jak Iwona jest cały czas udziecinniana przez rodziców. Można by powiedzieć, że to obraz nieumiejętności poradzenia sobie z dojrzewaniem i dorosłością jedynego dziecka, lecz pełen obraz relacji rodzinnych pokazuje skomplikowanie tego problemu.

Najważniejsze wydaje się być zamknięcie się każdej z tych osób w swoim świecie, nieprzyjmowanie argumentów drugiej osoby. Ciągłe kłótnie, ironiczne komentarze Ojca i Matki pokazują, że oni właściwie nie potrafią ze sobą rozmawiać, a brak odpowiedzi na powtarzające się pytania o historię rodziny świadczą o tym, że relacje są oparte na kłamstwach, niedopowiedzeniach i braku zrozumienia.

Nieco ponad tym jest Babcia grana przez Danutę Szaflarską. Jest to 90-letnia kobieta, żyjąca w swoim świecie opartym na przeszłości, wspomnieniach o zmarłym mężu, wyobrażeniach rzeczywistości. Jest to postać, która poprzez swoje zachowanie i sposób bycia wskazuje na wady poszczególnych bohaterów – złość i gniew Ojca, gadatliwość i nadopiekuńczość Matki, brak siły przebicia u Córki. Bohaterowie traktują ją jako kolejne dziecko, którego nie można zostawić w domu.

Każda z tych postaci to kreacja nietuzinkowa – doskonale odnajdują one swoje miejsce na scenie. W gruncie rzeczy ironiczna a zarazem momentami komiczna Babcia grana przez Danutę Szaflarską, zdystansowany ale i wybuchowy Ojciec – w tej roli Janusz Gajos, który swoją ekspresją zwłaszcza w końcowych scenach rozbija napięcie wytworzone przez bohaterów. Rozemocjonowana, chcąca i jednocześnie niepotrafiąca dominować Matka, w której roli występowała Halina Skoczyńska. Zdystansowana, stłamszona i rozgoryczona Córka (Anna Grycewicz), której wewnętrzna walka toczy się przez cały spektakl – często jest na scenie, ale dla samej akcji i pozostałych postaci jest niewidoczna, co pokazuje, jakie miejsca zajmowała wśród najbliższych.

Całość dopełnia scenografia i kostiumy, te są zwyczajne, domowe, codzienne. Nie ma nic wyszukanego. T podkreśla, że te cztery postaci stanowią przykład rodzin, których jest niemało. Scena stała się mieszkaniem, ale nie do końca – balkon ze schodami znajduje się w tle, przez co nie mamy pewności, jaka to jest przestrzeń. Nie wiemy, czy gdy Iwona tam siedzi, to znajduje się w swoim mieszkaniu, w mieszkaniu rodziców czy też poza ich zasięgiem, stając się biernym obserwatorem. Bohaterowie jej nie widzą, ta przestrzeń nie jest w zasięgu ich wzroku, tak jak nie widzieli i nie widzą swojej córki.

Końcowe sceny z urodzin Babci pokazują, że Matka i Ojciec chcieli dominować nad Babcią i Córką, zinfantylizować je poprzez wmawianie braku pamięci i samoświadomości, a także niedomagania psychicznego. Kpina z tych bohaterek jest widoczna na wielu poziomach – wizerunkowym (Babcia ma przyczepione skrzydła i czułki na głowie, ponieważ przez częste spożywanie miodu była nazywane przez Matkę „Pszczółką Mają"), słownym (narzucają jej śpiewanie wesołych piosenek, a nie wspominanie swojego męża) i fizycznym (stoją za nią, pokazując tym samym swoją wyższość i dominację). Zarazem w zakończeniu, kiedy Matka zrozumiała, że Babcia nie żyje, nie pojawia się rozpacz, płacz, krzyk, gniew ale bardzo wymowna cisza.

Tytuł spektaklu jest oczywistym nawiązaniem do oper mydlanych (te zresztą także pojawiają się w Daily Soup), jednak istotniejsze jest tutaj nacechowanie, wskazujące jednoznacznie na ironię kilkunasto-kilkudziesięcio minutowego „szczęścia" każdego dnia w postaci telewizyjnego serialu. Podkreśla to zarazem pesymistyczny obraz rzeczywistości, w której nasza uwaga jest skupiona na wyobrażeniach, a nie na bliskich nam osobach i wzajemnym zainteresowaniu.

Czy potrafimy ze sobą rozmawiać? Czy znamy podstawy wzajemnej komunikacji? Czy umiemy wyjść ze swojego świata i poznać perspektywę innych? Ten spektakl kreuje pesymistyczną wizją, w której na te wszystkie pytania odpowiedź jest przecząca. Natomiast szczypta komizmu ma na celu uwidocznienie tych wad, nieumiejętności, co miałoby być „terapią wstrząsową" dla widzów. Daily Soup pokazuje, jakie mogą być skutki pozostawania tylko we własnym świecie, będąc zamkniętym na inne osoby i ich argumenty.

Daily Soup nie jest tylko zabawnym czy też komicznym obrazem codziennego życia jednej z wielu rodzin, dla której wspólna egzystencja stanowi nie lada wyzwanie. Jest to obraz braku zrozumienia i wzajemnej akceptacji. Nie ma tutaj opieki, zaufania, czułości. Jest chłód i ironia, ale jest ona dostrzegalna tylko w momencie, w którym nie będziemy rozumieć tego spektaklu jako komedii tylko jako dramat.

Paulina Feliksik
Dziennik Teatralny Warszawa
23 marca 2021

Książka tygodnia

Białość
Wydawnictwo ArtRage
Jon Fosse

Trailer tygodnia