Kilka jeży

"Oblężenie" - reż. Małgorzata Bogajewska - Teatr Bagatela w Krakowie

Gdy Wojownik II mówi westchnienia z okolic słowa "miłość" - jest tak jakby w męczarniach rodził gardłem nastroszone jeże.

Kuli twarz, chowa oczy pod opuszczonym czołem, palce chce zgubić w palcach. "Bardzo tęsknię za tobą...", "Okropnie źle mi tu bez ciebie..." "Już niedługo...". Te lub inne, podobnie miękkie westchnienia miłosne - one bolą, gdyż przynoszą wstyd. Bo jakże to tak, on, dzielny rycerz, obrońca Ojczyzny - a tu, w okopach, z boku śpiących towarzyszy broni, w godzinie nocnej samotności, jakaś sentymentalna galareta bierze go nagle w swe posiadanie? On, lity chłop, bez szkół, ale za to twardy jak dąb, on, który wciąż ma w byczych nozdrzach zapach tamtej obory rodzinnej, w oczach tamte kury na błotnistym spłachetku za stodołą, w uszach tamten nocny mruk krów i barytonowe sapanie kobył, zaś między zębami resztki tamtej surowej rzepy - a tu haniebna miękkość włazi w przaśne żyły? Nie chce być inaczej. Siedzi na zydlu, skrzydła husarskie leżą gdzieś z tyłu, siedzi i pisze, a raczej mówi, sylabizuje, duka, bełkoce list do żony - i wszystko w Wojowniku II waha się wtedy między dębowym hartem a łzą sentymentalnej baby.

W tej pięciominutowej etiudzie dukania bolesnego listu Marcel Wiercichowski - zachwyca. Zarazem skrapla się tutaj fundamentalna zasada wyreżyserowanego przez Małgorzatę Bogajewską "Oblężenia" Jewgienija Griszkowca. Chodzi o niejednoznaczność, o ciągłe falowanie między jasnością a cieniem, ciepłem a krą, frenetyczną groteską a melancholią szarą, kabaretem, gdzie się kpi z bogoojczyźnianych, iście odpustowych gadżetów, bez nieustannego międlenia których Polacy żyć nie potrafią, a czułością dla bogoojczyźnianej bezradności Polaków. Tylko Polaków?

Nie tylko - "Oblężenie" Bogajewskiej jest dużo pojemniejsze. Wojownicy - obok Wiercichowskiego, grany przez Michała Kościuka chłopek roztropek oraz inteligencki cwaniaczek w wykonaniu Adama Szarka - to może być, to jest ludzka bieda wszystkich wojen w dowolnym czasie. Nie bez przyczyny w ich bełkocie są ślady oblężenia Troi. I nie bez przyczyny w bombastycznych wspomnieniach frontowych obwieszonego medalami Weterana (Marek Kałużyński) snują się echa przygód Syzyfa i kłopotów Herkulesa ze stajnią Augiasza. Piejąca militarne pieśni Bogini (Kamila Klimczak) w złotawej aureoli, która kolorowymi światełkami błyśnie w finale, ta godna odpustowych figurek z gipsu rozpacz estetyczna z dzidą w dłoni okutanej białymi mitenkami, ta obwieszona gadżetami (srebrna trąbka, granat, naboje do karabinu i serce z czerwonego pluszu) sztucznie uduchowiona rzeźba - to nie wyłącznie Maryja, Królowa Polski. A Chłopak (Marcin Kobierski), którego na amen wsysa ta patriotyczna szopka, włazi na scenę nie tylko z widowni Sceny na Sarego 7, i nie tylko dziś.

Ziemianie po prostu lubią, a nawet, niczym pies Pawłowa muszą od święta bezmyślnie powtarzać banalne nerwowe tiki praojców - i raczej nic z tym nie da się zrobić. Patos akademii ku czci, koturn mszy za blizny, szum sztandarów, somnambuliczny pisk pamięci, wyświechtane kalki odwiecznych wzruszeń, do cna wysłuchane pieśni - to i sto innych wiernych foremek jąka się od stuleci i nie może dojąkać się swego końca. Na kanwie tego wszystkiego łatwo jest sklecić szyderczy kabaret. Owszem, ale niby jaki to sukces: zrobić sobie jaja z Polaka niezdrowo opętanego swą Ojczyzną? U Bogajewskiej nie ma śladu takiej płytko rozchichotanej jałowości. Bogajewska nie karci, nie batoży, nie stawia do szyderczego kąta. Seans jej, świetnie, bo cienko, bez przytupu grany - to w istocie lekka lekcja wyrozumiałej czułości dla opętanych. Lekcja od początku udana.

Dlatego, gdy Wiercichowski dukał z zydla list do żony i słychać było wyraźnie, jak wszystko w nim waha się między dębowym hartem a łzą sentymentalnej baby - na widowni tak samo wahał się śmiech, podobny do jeży w gardle przaśnego Wojownika II. Więc, jak on, skuliliśmy twarze, schowaliśmy oczy pod opuszczonymi czołami i międliliśmy palce w palcach. Tak trzeba było, bo jak inaczej, skoro nie wypadało ryczeć. Ale też - nie dało się nie ryczeć.

Paweł Głowacki
Dziennik Polski
23 listopada 2011

Książka tygodnia

Ksiuty z Melpomeną
vis-a-vis
Stefan Wiechecki

Trailer tygodnia

Maskarada – Międzynaro...