Kipiące energią gdyńskie "Grease"

"Grease" - reż. Maciej Korwin - Teatr Muzyczny w Gdyni

Po premierze "Footloose" w Teatrze Muzycznym sprzed paru lat, całkiem zresztą udanej, została mi jednak w pamięci niczym ćwiek mała śmiesznostka: brodaty, a kto wie, czy i nie dzieciaty aktor, który w stroju na WF, kozłując piłkę, udawał nastolatka

Humor w krótkich spodenkach... "Grease", najnowsza, z tego weekendu premiera Muzycznego, szczęśliwie unika takich humoresek dzięki świetnemu pomysłowi reżysera i dyrektora teatru w jednej osobie, Macieja Korwina, który zdecydował się wpuścić na scenę tabun młodych ludzi, często dopiero adeptów działającego przy teatrze studium. 

Wygrał na tym jako reżyser, bo wyszło mu dzięki temu przedstawienie kipiące energią tych młodych ludzi. Wygrał jako szef teatru, bo repertuar, oparty na takich hitach, będzie mu się sam kręcił. Najwięcej ugrali jednak na tym młodzi aktorzy Teatru Muzycznego oraz adepci studium. Wykorzystali daną im szansę. To jest ich spektakl, ich show.

Korwin dał im szansę również dzięki temu, że nie stara się być drugim Wojciechem Kościelniakiem, reżyserem, który jest jak Pan Bóg stwarzający coś od nowa. Wyreżyserował "Grease" bardzo porządnie, ale bez kaskad pomysłów. Spektakl ma się kręcić jak dobrze naoliwiona maszynka i tak właśnie się kręci. Tam, gdzie zaczyna siadać, no bo ileż można śledzić infantylną historyjkę, reżyser puszcza do nas oko, robiąc na przykład pastiszową scenkę z Aniołem. A ostatni kwadrans to już czysty żywioł, który premierową publiczność poderwał do długo niemilknącej owacji.

Musical dzięki swej filmowej wersji z Travoltą i Olivią Newton-John jest tak znany, że szkoda chyba czasu na opowiadanie go. Ważniejsze, czy Korwin ucieka od filmu, czy jakoś do niego świadomie nawiązuje. Czy na przykład Paweł Kubat jako Danny Zuko rusza się jak Travolta? Podobieństwo daje się zauważyć, ale bardziej bierze się z tego, że Danny Kubata w ogóle ukrywa duszę nieśmiałego w gruncie rzeczy chłopaka, chowając ją pod pozorami luzaka i twardziela. Tę nieśmiałość Kubatowi udało się pokazać może słabiej, ale charakterystyczne ruchy, jakby przez cały czas występował na estradzie, udawał gwiazdę - to zagrane jest z talentem.

Klasą dla siebie pozostaje Paulina Łaba jako Sandy Olson. Swobodnie śpiewa, a przede wszystkim swobodnie gra, na całe szczęście nie wpadając w manierę, którą niestety grzeszy reszta, przerysowując swoich bohaterów tak, że po jakimś czasie zaczyna to męczyć. Łaba jest inna, równie swobodna w dwóch wcieleniach, i jako niewinne, słodkookie dziewczę z katolickiej szkoły, które trafiło do nieodpowiedniego college\'u, i jako nastoletni wamp. Muszę powiedzieć, że kiedy pojawiła się na scenie ubrana w skóry, z rudą grzywą włosów, zatkało nie tylko Danny\'ego i jego kumpli, ale i mnie.

Poza Łabą dobrze wykorzystali też swoje solowe numery inni, zwłaszcza trzeba by wspomnieć piosenki zagrane i zaśpiewane (bez tej niedobrej maniery) przez Ewę Gregor, Pawła Mielewczyka czy Krzysztofa Żabkę. Ale głównym bohaterem gdyńskiego "Grease" jest bohater zbiorowy, czyli młodzi aktorzy i adepci, związani z Teatrem Muzycznym. W ich sukcesie na pewno pomogli też Jarosław Staniek ze swoją choreografią oraz Andrzej Ozga, który ze zręcznością Wierzbięty przetłumaczył teksty piosenek.

"Grease" jest spektaklem, który - wierzę - będzie się dobrze sprzedawał przez ileś sezonów. Jasne, nie jest to druga "Lalka", przedstawienie, które wytycza nowe drogi przed teatrem muzycznym, ale nie taka jego rola. Na swój sposób "Grease" także pokazuje przyszłość - gdyńskiego Teatru Muzycznego. Za jakieś dziesięć lat to właśnie ci młodzi ludzie, którzy objawili się w "Grease", będą rządzić na scenie przy placu Grunwaldzkim. Ja będę już wtedy na recenzenckiej emeryturze, ale póki mam okazję, chcę po premierze powiedzieć im wszystkim: dzięki, jesteście świetni.

Jarosław Zalesiński
POLSKA Dziennik Bałtycki
10 maja 2011
Portrety
Maciej Korwin

Książka tygodnia

Paragon
Wydawnictwo Mamiko
Justyna Nawrocka

Trailer tygodnia