Klasyka kina na scenie

"Wodzirej" - reż. Remigiusz Brzyk - Teatr IMKA w Warszawie

- Teatr odchodzi od wybitnej literatury, często niezrozumiałej dla widza - mówi Remigiusz Brzyk przygotowujący przedstawienie inspirowane "Wodzirejem" Feliksa Falka. - Na scenie można pokazać współczesne wcielenia znanych filmowych bohaterów. Spektakl w stołecznym Teatrze IMKA połączy scenariusz o karierowiczu z czasów PRL z nowoczesnymi podręcznikami o sposobach osiągnięcia sukcesu

Spektakle prosto z taśmy

Jedną z najsłynniejszych teatralnych wersji polskiego filmu jest przedstawienie "Trzy kolory" (premiera 2009 r. w Monachium) Holendra Johana Simonsa według trylogii Krzysztofa Kieślowskiego.

Na naszych scenach za to karierę robią dzieła zagranicznych mistrzów kina. Powstały na przykład dwa przedstawienia według "Zmierzchu bogów" - w gdańskim Wybrzeżu (premiera sierpień 2009 - na zdjęciu) i Teatrze im. Kochanowskiego w Opolu (listopad 2010).

W Warszawie popularne stały się scenariusze Ingmara Bergmana o toksycznych relacjach rodzinnych. W Teatrze Ateneum wystawiono "Sonatę jesienną" (listopad 2007), a w Och-Teatrze - "Sceny z życia małżeńskiego" (październik 2010). Natomiast w TR Warszawa Grzegorz Jarzyna zrobił spektakl z filmu "Teoremat" Piera Paolo Passoliniego (luty 2009).

- Ze scenariuszem Luchino Viscontiego toczyłam nieustanną walkę, próbując naruszyć jego jednolitą strukturę - mówi Maja Kleczewska, reżyserka opolskiego "Zmierzchu bogów". - Nawiązania do filmów ułatwiają komunikację z widzami. Reżyserzy chcą być blisko współczesnego człowieka. Dlatego teatr zmienia się w szybkim tempie, teraz inspiruje się kinem, za chwilę weźmie na warsztat YouTube, Facebook i inne przejawy internetowej aktywności.

- Wykorzystywanie scenariuszy filmowych w przedstawieniach może być związane z brakiem atrakcyjnej dramaturgii - uważa Wojciech Majcherek, krytyk teatralny. - Spektakle stały się częścią "kultury recyklingu". Reżyserzy przerabiają i posiłkują się dziełami z różnych dziedzin sztuki, ale pojawienie się tytułu znanego filmu na afiszu teatralnym może być magnesem przyciągającym publiczność.

Kamera! Akcja! Scena!

Teatr nawiązuje obecnie nie tylko do klasyki kina, ale i do popkultury. Na scenie im. Jaracza w Olsztynie grany jest "Lemoniadowy Joe" (październik 2010) na podstawie czeskiej parodii westernu o kowboju pijącym sok zamiast whisky. W Wałbrzychu Krzysztof Garbaczewski zrealizował "Gwiazdę śmierci" (wrzesień 2010) według "Gwiezdnych wojen" George\'a Lucasa.

- Teatr żywi się filmami i serialami, które były istotne dla młodego pokolenia widzów i reżyserów - mówi dramaturg Tomasz Śpiewak pracujący przy "Wodzireju". - Ich przedstawienia są refleksją nad popkulturą i czasem, który minął.

W cyklu "Znamy, znamy" wałbrzyskiego Teatru im. Szaniawskiego powstały m.in. spektakle inspirowane serialami. Monika Strzępka i Paweł Demirski w "Niech żyje wojna" (grudzień 2010) wzięli na warsztat "Czterech pancernych i psa". Natalia Korczakowska pokazała "Dynastię" według amerykańskiej telenoweli o rodzinie Carringtonów (czerwiec 2010).

Jan Klata nie realizował scenariuszy, ale w "Trylogii" wchodził w dialog nie tylko z książką Sienkiewicza, lecz i z kinowymi hitami Jerzego Hoffmana, a w "Ziemi obiecanej" Reymonta nawiązywał do filmu Andrzeja Wajdy.

- Teatr i kino są ze sobą coraz silniej związane - twierdzi Maja Kleczewska. - Film rozsadza stare sceniczne formy, wymusza zmianę sposobu gry i opowiadania historii. Dzięki używaniu kamer w spektaklach możliwe są zbliżenia. Widz ma lepszy kontakt z aktorem. Reżyserzy wykorzystują także montaż.

Jednak czy teatr w kontakcie z kinem nie traci tożsamości?

- Powinien budować odrębność, a nie poddawać się trendom - mówi Majcherek. - Przychodząc do teatru, oczekuję żywego spektaklu, a nie filmików puszczanych na ekranach. Atmosferę bliskiego kontaktu widza z aktorem należy tworzyć nie przy użyciu kamer, ale środków scenicznych.

Tomasz Gromadka
Rzeczpospolita
24 marca 2011

Książka tygodnia

Ale musicale! Złote stulecie 1918-2018
Wydawnictwo Marginesy
Daniel Wyszogrodzki

Trailer tygodnia