Klasyka na śmietnik

"Balladyna" - reż: Artur Tyszkiewicz - Teatr Narodowy w Warszawie

To już tradycja, że "Balladyna" na narodowej scenie budzi wiele emocji. Tak było przed wojną za Osterwy, w latach 70. za Hanuszkiewicza. Tak będzie i teraz?

W dwusetną rocznicę urodzin Juliusza Słowackiego Teatr Narodowy postanowił przypomnieć jeden z jego najbardziej znanych dramatów - "Balladynę". Reżyserii podjął się Artur Tyszkiewicz, który ma rękę do klasyki (m.in. pięć nagród dla "Iwony, księżniczki Burgunda" z Teatru im. J. Słowackiego na Opolskich Konfrontacjach Teatralnych "Klasyka Polska" w 2006 r.). 

Choć był za mały, by widzieć "Balladynę" Adama Hanuszkiewicza, poszedł tym samym tropem co on, uwspółcześniając realia historii. - Postaci Słowackiego są niesłychanie współczesne, cały czas borykamy się z podobnymi problemami - mówi i zdradza, że dla niego świat, z którego wywodzi się Balladyna, to postpegeerowska wieś, a pałac, do którego trafia bohaterka, to świat współczesnych celebrytów. Z wymownej scenografii Jana Kozikowskiego wynika, że nasza rzeczywistość to śmietnik. - Gopło jest wypełnione pustymi butelkami i otoczone koszami na śmieci czy porozrzucanymi oponami. To metafora naszego świata - przyznaje Marcin Hycnar, wcielający się w postać Kostryna. W takim entourage\'u rozgrywa się historia dziewczyny, która by zdobyć i utrzymać władzę, jest w stanie zabić własną siostrę, skazać na śmierć matkę i w ostatecznym rozrachunku wydaje wyrok na siebie. - Nie chciałam, by moja Balladyna była po prostu złą kobietą. To człowiek głęboko nieszczęśliwy, kumulujący złą energię, która wyładowuje się na innych. Balladyna jest targana wyrzutami sumienia i to napięcie objawia się w niej w postaci zła - opowiada kreująca tę postać Wiktoria Gorodeckaja. - Nikt nie rodzi się mordercą. Balladyna jest dzieckiem swoich czasów, dokonuje suwerennych wyborów i ponosi za nie odpowiedzialność - dodaje Artur Tyszkiewicz. 

Reżyser nie zapomina o finałowym piorunie, który w niektórych inscenizacjach znika (raz bohaterka umierała na zawał). Tym samym pozostawia w tekście Słowackiego mistycyzm. - Pokazuję świat, który zapomniał, że istnieje inna, metafizyczna rzeczywistość, że istnieje Bóg - mówi Tyszkiewicz. Gorodeckaja dodaje, że starają się badać granice moralności człowieka i jego stosunek do Boga. 

Mało jest jednak optymizmu w tej "Balladynie". - Bo trudno o niego w przypadku tekstu Słowackiego i naszej rzeczywistości - podsumowuje Hycnar.

Paulina Sygnatowicz
Polska Metropolia Warszawska
11 grudnia 2009

Książka tygodnia

ADAPTACJA. Skrzynka z narzędziami
Akademia Teatralna im. Aleksandra Zelwerowicza w Warszawie
Marta Miłoszewska

Trailer tygodnia