Klątwa aktora

"Mefisto" - reż. Agnieszka Błońska - Teatr Powszechny w Warszawie

Nie ma chyba lepszego tytułu dla opowieści o dzisiejszych grzechach i powinnościach aktora niż "Mefisto". Inspirowany powieścią Klausa Manna i słynnym filmem Istvana Szabó spektakl Agnieszki Błońskiej pełnymi garściami czerpie z naszej rzeczywistości oraz burzliwego przyjęcia "Klątwy" w tym samym teatrze.

Jednak "Mefisto" z Teatru Powszechnego wolny jest od nachalnej publicystyki czy kombatanctwa. Jest znakomita robota aktorska, błyskotliwy tekst i spora dawka wisielczego humoru. "A dlaczego P jest na sankach?" zastanawia się Maria Robaszkiewicz, gdy na scenie pojawia się wielki napis "Polska" z ulubionym znakiem narodowców wkomponowanym w pierwszą literę. "Mefisto" składa się z serii znakomitych aktorskich epizodów.

Zachwycająca jest Klara Bielawka w monologu o szansie na okładkę kolorowego pisma zaprzepaszczaną niepotrzebnym gadaniem o wolności sztuki. Karolina Adamczyk rzuca na kolana przejściem od wampirycznego monologu o krwi bohaterów do brawurowego wykonania przeboju "Forever Young" w stylistyce festiwalu w Opolu. Parodia jarmarcznej płytkości naszych zbiorowych podniet? Tak, ale i ponure proroctwo w sprawie przyszłości polskiego teatru pod władzą urzędników, którym się zdaje, że można zadekretować, co w sztuce jest właściwie. Śmiech w tym spektaklu ma zawsze posmak goryczy. W ciemności wsłuchujemy się w bełkot uczestników ministerialnej konferencji tęskniących za dionizyjskim teatrem chrześcijańskich wartości. Albo gdy Oskar Stoczyński opowiada o tęsknocie za prawdziwą solidarnością artystów z widzami.

A w przejmującym finale aktorzy składają żarliwe samokrytyki. Opowiadają, jak zawierzyli demonicznemu reżyserowi i jak bardzo jest im z tego powodu przykro. Bo przecież są tylko aktorami i "po prostu chcieli grać".

Michał Centkowski
Newsweek Polska
18 października 2017

Książka tygodnia

Iłła. Opowieść o Kazimierze Iłłakowiczównie
Wydawnictwo Marginesy
Joanna Kuciel-Frydryszak

Trailer tygodnia