Klątwa przemocy

„Miłość od ostatniego wejrzenia" - reż. Iwona Kempa – Teatr Dramatyczny m. st. Warszawy

„Miłość od ostatniego wejrzenia" to wstrząsający obraz przemocy, przemocy w rodzinie, a właściwie w dwóch rodzinach – w rodzinie, w której bohaterka się wychowała, i w rodzinie, którą założyła. W obydwu wypadkach sprawcami przemocy byli mężczyźni – za pierwszym razem ojciec, za drugim razem mąż.

W dzieciństwie i wczesnej młodości Tilda była wielokrotnie brutalnie bita przez ojca. Trauma z tego okresu nie opuszcza jej przez całe życie. Niestety, wychodzi za mężczyznę, który także jest agresorem, i jej małżeństwo staje się takim samym piekłem jak dzieciństwo, tak jakby wciąż towarzyszyła jej klątwa, skazująca ją na piekło przemocy. Przyjaznego azylu nie miała i nie ma, w dodatku obaj przemocowcy działają tak, jakby sobie nawzajem „pomagali". Może nie mają sojuszu, ale w sytuacji krytycznej dla bohaterki jeden wręcz wystawia ją drugiemu – kiedy Tilda po kolejnej domowej awanturze ucieka do rodziców, ojciec (przy braku reakcji matki) wzywa po nią jej męża.

Sztuka opowiada historię jednej kobiety, ale grają ją aż cztery aktorki. Grają zresztą nie tylko ją, ale też innych przedstawicieli jej rodziny. Potrafią świetnie wczuć się w rozmaite role, również te męskie, co znakomicie świadczy o ich umiejętnościach.

Cztery wspomniane aktorki przebywają na scenie niemal przez cały czas, tylko Małgorzata Niemirska pojawia się na niej sporadycznie, ale i jej rola jest niezmiernie ważna, pokazuje bowiem problem bierności kobiety wobec przemocy małżonka. Matka bohaterki nie przeciwstawia się mężowi, pozwala się upokarzać, nie broni też przed nim córki, która w przyszłości stara się być inna i buntować się przeciwko przemocy w swoim małżeństwie, ale nieszczególnie jej się to udaje. Ostatecznie pod wpływem impulsu i bezsilności decyduje się na zabicie męża.

Przemoc ze strony mężczyzn sprawia, że bohaterka czuje wobec nich również głęboką awersję fizyczną. Najobrzydliwszy wydaje się jej mąż (z którym, paradoksalnie, jest przecież fizycznie najbliżej), ale inni mężczyźni też jej nie pociągają, przeciwnie – odnosi wrażenie, że śmierdzą. Pod koniec sztuki określa swojego kochanka słowami „jedyny mężczyzna, którego smród jestem w stanie znieść".

Wiele wypowiedzi bohaterek związanych jest z fizjologią. W widzach wrażliwych na tę kwestię owe opisy mogą wzbudzać niesmak, są jednak uzasadnione i potrzebne dla oddania przekazu sztuki.

Obok głębokiej idei zawartej w „Miłości..." największym jej atutem jest wspomniana gra aktorek. Niesamowicie wypada Karolina Charkiewicz w roli najpierw małej dziewczynki, a potem nastolatki. Męża-przemocowca grają na przemian Magdalena Czerwińska i Anna Gajewska i im także należy się grad ogłuszających oklasków. Interesującym zabiegiem są też zmiany sposobu narracji, z nerwowego na melancholijny i odwrotnie. I w jednym, i w drugim wypadku aktorki grają perfekcyjnie.

Vedrana Rudan to autorka głośnej powieści „Ucho, gardło, nóż", którą Krystyna Janda zaadaptowała na potrzeby teatru. „Miłość od ostatniego wejrzenia" Rudan również napisała jako powieść (ukazała się), dopiero potem powstała z niej sztuka teatralna. Sztuka ciekawa i silnie działającą na emocje, świetnie wyreżyserowana przez Iwonę Kempę. Żeby jednak nie było za słodko, należy wspomnieć o paru minusach, jakich można się w „Miłości..." dopatrzyć – chociażby o fakcie, że wszyscy mężczyźni zostali wrzuceni do jednego worka, a przecież nie każdy reprezentant tej płci jest zły. Otwarte pozostaje też pytanie, dlaczego Tilda wybrała na życiowego partnera mężczyznę skłonnego do przemocy. Niby coś na ten temat zostaje w sztuce powiedziane, ale przecież chyba nie jest możliwe, żeby ów mężczyzna pierwsze symptomy agresji przejawiał dopiero po kilku latach związku.

Mikołaj Szmurłło
Dziennik Teatralny Warszawa
10 listopada 2018
Portrety
Iwona Kempa

Książka tygodnia

Wpadnij, to pogadamy...
Wydawnictwo Universitas
Krzysztof Orzechowski, Łukasz Maciejewski

Trailer tygodnia