Klikając „Lubię to!”

"Skrzynk@Pandory" - reż. Andrzej Sadowski - Teatr Nowy w Zabrzu

Dobry pośrednik powinien mieć asa w rękawie. Jeśli nie asa, to jakąś inną kartę. Albo dwie naraz. Graficzną i dźwiękową. Do tego x-calowy monitor i dostęp do sieci. Komputer? Tylko po co, skoro relacje międzyludzkie to nie transakcja handlowa… A może jednak? Kiedy piątka niezupełnie obcych sobie osób spotyka się w wirtualnym świecie – ten realny całkiem staje na głowie.

Ale zacznijmy od początku. „Skrzynk@Pandory" (w oryginale „You've Got Hate Mail") to jedna z najnowszych sztuk amerykańskiego duetu: Billy van Zandt & Jane Milmore. Dość nietypowa, bo w całości oparta na korespondencji mailowej. Jak wystawić na deskach teatru tekst z pozoru niesceniczny? Latem odpowiedzi na to pytanie szukał Adam Orzechowski na Scenie Letniej Teatru Wybrzeże, teraz robi to Andrzej Sadowski w Teatrze Nowym. Obydwa pomysły inscenizacyjne (zresztą bardzo do siebie podobne) są w chwili obecnej jedyną polską alternatywą rozwiązania tej problematycznej kwestii.

„Skrzynk@Pandory" to farsa o zabarwieniu erotycznym, bez pretensji do dydaktyzmu i moralizowania. Nie ma co doszukiwać się w spektaklu głębszych wartości – gatunek rządzi się swoimi prawami. Ma być przede wszystkim komediowo i humorystycznie. I właśnie tak jest. Mimo, że żarty są momentami niewybredne i dość prymitywne. Języka postaci też nie można zakwalifikować do kategorii „piękna polszczyzna". W dialogach pojawiają się zwroty z tanich gazetek pornograficznych, które można kupić w pierwszym lepszym kiosku. Żenujące? Dla mnie tak. Zależy, co kto lubi.

Richard (Grzegorz Cinkowski) to wzięty prawnik. Ma pieniądze, duży dom z ogrodem, piękną żonę Stephanie (Dagmara Ziaja) i...bogate pozamałżeńskie życie erotyczne. Lista jego kochanek zdaje się nie mieć końca, a aktualnym numerem jeden na tej liście jest sekretarka Kate (Dorota Rusek – Binowska). O romansie wie tylko najlepszy przyjaciel adwokata George ( Darek Czajkowski) Do czasu. Sprawę komplikuje jeden pomyłkowo wysłany mail...

Uboga scenografia do wyjątkowo nowatorskich nie należy. Długi drewniany stół, na nim pięć laptopów, a obok każdego z nich – kubek i telefon komórkowy. Podobnie było w adaptacji amerykańskiej, podobnie u Orzechowskiego. Innowacyjne jest tylko wykorzystanie ekranu do wyświetlania ilustrowanych przerywników: głupawych filmików z You tube'a i fragmentów kursu aerobiku, które nijak mają się do całości przedstawienia i nie wpływają w żaden sposób na dynamikę akcji. Abstrahując już od tego, że statyka wpisana jest w tekst sztuki...I chociaż fabuła wydaje się być bardzo przewidywalna, to zakończenie jednak zaskakuje. Zaskoczenie miesza się z uczuciem ulgi, że mimo wszystko prawdziwe życie nie przeniosło się do sieci. E-Odpowiedzialność nie istnieje i bohaterowie są online nawet po wyłączeniu komputera... Skutki i konsekwencje są jak najbardziej realne.

Forma spektaklu nie sprzyja popisom i prezentacji wybitnej gry aktorskiej. Spektakl w Teatrze Nowym to dowód na potwierdzenie tej tezy. Mimo to, aktorom udało się uniknąć sztampowej bezbarwności i w rezultacie na scenie pojawia się piątka zupełnie różnych osobowości - co dodatkowo zostało podkreślone kostiumami określającymi charakter i styl życia każdej z postaci. Za konsekwentne prowadzenie roli – brawa dla odtwórców.

Internet to wielkie centrum edukacyjno-handlowe. Wiedza i konsumpcja. A wszystko zaraz, teraz, w tej chwili. Klikasz i masz. Ale jest coś, czego nie można kupić na Allegro. To absurdalny humor, który bawi i śmieszy naprawdę. Dostaniesz go za cenę biletu na spektakl „Skrzynk@ Pandory". Jednorazowo, bo jak wiadomo każdy żart jest dobry na raz i zużywa się szybciej od trampek z nalepką „made in China" Czas przed migoczącym monitorem czy wieczór w zabrzańskim Teatrze Nowym? Ja (się) wybrałam i bezrefleksyjnie klikam „Lubię to!".

Magdalena Tarnowska
Dziennik Teatralny Katowice
4 stycznia 2013

Książka tygodnia

Ale musicale! Złote stulecie 1918-2018
Wydawnictwo Marginesy
Daniel Wyszogrodzki

Trailer tygodnia