Kobieta szlagier

Iga Cembrzyńska - aktorka, scenarzystka, reżyserka, piosenkarka, kompozytorka i producentka filmowa.

– Mój mąż był dla mnie wszystkim – mówiła o zmarłym cztery lata temu reżyserze i scenarzyście Andrzeju Kondratiuku jego żona i muza Iga Cembrzyńska. Przez kilka dekad była jedną z najbarwniejszych i zarazem najbardziej wszechstronnych polskich artystek.

Jedni pamiętają ją z napisów początkowych kultowej "Hydrozagadki", inni ze wstrząsającego "Krzyku" czy roli w "Rękopisie znalezionym w Saragossie", a dla wielu pozostanie niezapomnianą wykonawczynią przebojów "Intymny świat" i "W siną dal".

- Iga Cembrzyńska jest cenioną aktorką teatralną i filmową, a także piosenkarką, znaną z popularnych w latach 60. piosenek, m.in. "Intymny świat" i "W siną dal"
- Ma na koncie cenione role w filmach Wojciecha Jerzego Hasa, Tadeusza Konwickiego, Janusza Morgensterna, Andrzeja Wajdy i Barbary Sass, ale w pamięci widzów zapisała się przede wszystkim z produkcji swojego męża, reżysera i scenarzysty Andrzeja Kondratiuka
- Wspólnie nakręcili takie filmy jak "Jak się to robi", "Pełnia", "Mleczna droga", "Gwiezdny pył", "Cztery pory roku", "Wrzeciono czasu" i "Słoneczny zegar"
- Szesnaście lat temu wycofała się z twórczej aktywności, by skupić się na opiece nad schorowanym Kondratiukiem. Mąż zmarł w 2016 r. - Jak sama przyznaje, bez niego nie istnieje

Iga Cembrzyńska, od lat już na twórczej emeryturze, była jedną z najbarwniejszych i zarazem najbardziej wszechstronnych polskich artystek – aktorką o wielu twarzach, mającą na koncie wiele bardzo trudnych ról, reżyserką, producentką, scenarzystką, kompozytorką i piosenkarką (sopran koloraturowy).

– Najważniejsze jest, żeby w jakimś momencie nie zachwycić się zanadto sobą – mówiła w 1984 r. w rozmowie z magazynem "Film", nawiązując do swojego aktorskiego credo. - Stale szukać, szukać i jeszcze raz szukać. Nie powielać się i nie powtarzać. I jeśli już stworzy się rolę, która usatysfakcjonowała nas i publiczność, przy następnej podobnej propozycji nie powielać środków wyrazu".

Muza w życiu i w filmie
Między 1970 a 2004 r. wystąpiła w większości filmów swojego drugiego męża Andrzeja Kondratiuka w tym w "Jak się to robi", "Pełni", "Mlecznej drodze" i "Gwiezdnym pyle". Wyjątkowe miejsce w twórczości obojga zajmuje tryptyk "Cztery pory roku", "Wrzeciono czasu" i "Słoneczny zegar". Była muzą i inspiracją Kondratiuka, jego partnerką w życiu i filmie, największą miłością i przyjaciółką.

Ich wspólne produkcje były poetycką apoteozą życia i miłości, stanowiły subtelną refleksję nad przemijaniem, życiowymi tęsknotami i popełnionymi błędami, błahością egzystencji. Kondratiuk tworzył filmy także na podstawie wydarzeń z własnego życia, więc i Cembrzyńska w wielu z nich grała tak naprawdę siebie. Nie były to dzieła komercyjne, bijące rekordy popularności. Często zupełnie afabularne, wymykały się jednoznacznej klasyfikacji.

W oparciu o życie
Jak Cembrzyńska podkreślała cztery lata temu w rozmowie z Onetem, krótko przed śmiercią Kondratiuka, oboje żyli filmami i łączyło ich dosłownie wszystko.

– Potrafiliśmy godzinami rozmawiać o nowych historiach, scenariuszach, dialogach. Kiedy wstawaliśmy, a Jędrek wpadał na jakiś pomysł, chłonęłam go, zapisywałam i notowałam. Wszystko powstawało w naszym życiu i w oparciu o nie. Nie miało znaczenia, że do tych filmów dokładaliśmy, a socjalistyczna krytyka nie zostawiała na nich suchej nitki. Byliśmy za nie nagradzani na największych zagranicznych festiwalach, a widownia je uwielbiała. Bardzo wiele się od Andrzeja nauczyłam. To naprawdę wyjątkowy człowiek.

Piękno zrodzone w bólu
Aktorka zapisała się w pamięci wielu widzów przede wszystkim kultową "Hydrozagadką" (1970), groteskową komedią fantastycznonaukową, także wyreżyserowaną przez Andrzeja Kondratiuka, ale zanim jeszcze związał się z piękną aktorką. To właśnie Cembrzyńska robiła w tym filmie za... czołówkę, recytując listę płac. Wcieliła się także w kelnerkę w lokalu "Pod Złotym Leszczem".

- Nie chcę być zarozumiała, bo sama ją wymyśliłam, ale naprawdę była czymś śmiesznym, radosnym i bardzo twórczym – przyznawała nam w tym samym wywiadzie. – Gdyby nie brak budżetu na właściwe napisy początkowe, nigdy by nie powstała. Najpiękniejsze rzeczy potrafią rodzić się w bólach.

Kręcąc "Hydrozagadkę" jeszcze nie wiedziała, że wkrótce stworzy z Kondratiukiem związek, a po dekadzie małżeństwo inne niż wszystkie. Na pewno inne niż jej pierwsze, z historykiem filozofii Andrzejem Kasią, którego po latach nazywała bardzo ciekawym człowiekiem niepotrafiącym śpiewać i nierozumiejącym, co robiła na scenie.

Co nie przyszło do głowy
Iga Cembrzyńska, a właściwie Maria Elżbieta Cembrzyńska przyszła na świat 2 lipca 1939 r. w Radomiu. Bardzo szybko zaczęła odwiedzać miejscowy Teatr Polski, podziwiając zwłaszcza aktorki. "Zachwyciła mnie, występująca tam gościnnie, wielka aktorka Iga Mayr – wspominała w wydanym w 2016 r. wywiadzie rzece »Mój intymny świat«. - Scena i to, co się na niej działo, było niczym sen".

Nie oznacza to, że od razu połknęła aktorskiego bakcyla, nie wykluczała na przykład kariery pianistki – w radomskiej szkole muzycznej uczyła się gry na fortepianie. "Myślałam, że to na pewno interesujące – być aktorką, każdego wieczoru wychodzić na scenę, skupiać na sobie światła i uwagę widowni... Ale do głowy mi nie przyszło, by wówczas myśleć tak o sobie. Jako podlotek miałam różne pomysły. Może rzeczywiście zostanę pianistką? A może stewardesą? Lekarką? Zakonnicą? Tysiąc pomysłów na minutę".

Wielka jak ludzie
Jednym z nich była filozofia, którą Cembrzyńska studiowała na UMK w Toruniu, ale ostatecznie ukończyła PWST w Warszawie. Swoje zawodowe imię "Iga" przybrała na studiach, jako hołd dla wspomnianej Igi Mayr. Jej teatralnym debiutem była, w 1962 r., rola Leny Jung w "Skandalu w Hellbergu" w Teatrze Powszechnym w Warszawie (potem była też aktorką warszawskich teatrów Komedia i Ateneum).

Miała zaledwie 24 lata, kiedy w 1963 r. zagrała w Teatrze Telewizji w "Pierwszym dniu wolności" według Leona Kruczkowskiego. Reżyser Adam Hanuszkiewicz obwieścił wtedy: "Będą z niej ludzie". Rok później zadebiutowała w kinie rolą mauretańskiej księżniczki Eminy w "Pamiętniku znalezionym w Saragossie" Wojciecha Jerzego Hasa. Reżyser zwrócił się do niej z proroczymi słowami: "Będziesz kiedyś wielka".

Początkowo wydawało się jednak, że Cembrzyńska postawi nie na nie teatr i kino, a na muzykę. W roli śpiewającej aktorki debiutowała w spektaklu dyplomowym "Czuła struna" w reżyserii Aleksandra Bardiniego w 1963 r., a już rok później osiągnęła sukces na II Festiwalu w Opolu delikatną, kunsztownie zaaranżowaną piosenką "Intymny świat" – utwór otrzymał III nagrodę w kategorii "Piosenka kabaretowo-rozrywkowa".

Świeżość, młodość i gracja
W 1964 r. Cembrzyńska dostała, wspólnie z Bohdanem Łazuką, 2. nagrodę za wykonanie piosenki "W siną dal", a kolejne przeboje były tylko kwestią czasu - "Mówiłam żartem", "Żelazna brama". W 1966 r. wystąpiła w popularnym programie Jeremiego Przybory "Divertimento op. 3 Szelesty jesienne", a w następnych latach była częstym gościem Lucjana Kydryńskiego w "Muzyce lekkiej, łatwej i przyjemnej", jak i w programach Olgi Lipińskiej.

Występowała na wielu koncertach w Polsce i na świecie, w tym w Stanach Zjednoczonych, ZSRR i Francji, gdzie przez dwa miesiące wzbudzała zachwyt słuchaczy paryskiej Olimpii. Śpiewała klasykę rozrywkową i musicalową, polskie pieśni ludowe, utwory własne, a także piosenki pisane specjalnie dla niej. Mówiono, że "Iga to szlagier. Nowoczesność, świeżość, młodość i gracja". Ostatecznie wolała zostać w Polsce. Jej karierę muzyczną podsumowują takie płyty jak "Session 72 - Four Dialogues With Conscience" (1973), "Szkoła Tańców Salonowych" (1989) i "Mój Intymny Świat - Koncert w Trójce" (1999).

Okropieństwa pana Zbyszka
Cembrzyńska nie zarzuciła jednak kariery aktorskiej. Szybko dała się poznać jako świetna odtwórczyni charakterystycznych ról w filmach psychologicznych. W "Rękopisie znalezionym w Saragossie" (1964) Hasa, jak i "Salcie" (1965) Tadeusza Konwickiego i w "Jowicie" (1967) Janusza Morgensterna partnerowała Zbigniewowi Cybulskiemu. – Zbyszek był w pewien sposób okropny – mówiła nam w wywiadzie. – Przede wszystkim kategoryczny i zapatrzony w siebie, niemal zaborczy. Nie uwzględniał drugiej osoby, zawsze tylko on miał rację.

- Cybulski nie przepadał za mną, w przeciwieństwie do Hasa, który mnie wręcz prawie kochał. I to się na mnie odbijało, bo inne zazdrościły mi bardzo i strasznie mnie przez to nie lubiły.

Jedną z jej najwspanialszych kreacji była jej wstrząsająca rola alkoholiczki w "Krzyku" (1983) Barbary Sass, u której wystąpiła także w "Dziewczętach z Nowolipek" (1985) i "Rajskiej jabłoni" (1985).

Oglądaj film "Krzyk" w serwisie vod.pl:

Staruszka trochę za młodu
Jednak to rolę Starej w "Gwiezdnym pyle" (1982) Andrzeja Kondratiuka, za którą otrzymała nagrodę Złotego Ekranu, Cembrzyńska uznaje za najważniejszą w swoim dorobku. - O "Gwiezdnym pyle" myślę ciepło, bo zagrać taka staruszkę w wieku 40 lat było nie lada wyczynem – mówiła. - Zwłaszcza że w tym samym czasie byłam piękną Jenny w "Operze za trzy grosze". Widzowie przychodzili do Teatru Ateneum i nie mogli uwierzyć, że to ta sama Cembrzyńska.

Jak podkreśliła, o każdej swojej roli myśli równie ciepło. – Są trochę jak dzieci, kocha się je wszystkie. I nie ma tak naprawdę znaczenia, czy były one przez kogoś chwalone czy nie, czy dyrektor teatru przyszedł po premierze w rączkę pocałować czy szybko uciekł do domu.

Tak po prostu wyszło
Jak poznała Kondratiuka? W czasie realizacji jego reżyserskiego debiutu, wspomnianej "Hydrozagadki". Ponowne spotkanie nastąpiło rok później, w warszawskim SPATiF-ie, kiedy obojgu właśnie rozpadły się poprzednie związki. Przegadali ze sobą całą noc i już wiedzieli, że są dla siebie stworzeni. Zamieszkali ze sobą dokładnie 6 listopada 1971 r., w kamienicy na warszawskiej Ochocie, przez pierwsze lata żyjąc w konkubinacie. Pobrali się na początku lat 80. Nigdy nie mieli dzieci. Cembrzyńska, zapytana, czy tego żałuje, nie dała jednoznacznej odpowiedzi.

- Nigdy nie było tak, że chciałam je mieć i nigdy nie było tak, że nie chciałam. Tak po prostu wyszło. Razem z Jędrkiem często o tym rozmawialiśmy, doszliśmy jednak do wniosku, że z wychowaniem dzieci wiąże się ogromna odpowiedzialność i mnóstwo obowiązków.

Wariatka trochę nawiedzona
Azylem pary było Gzowo, wieś położona 40 kilometrów od Warszawy, gdzie powstało większość filmów Kondratiuka. – Jest to miejsce bardzo nam bliskie, w którym się bardzo wiele rzeczy wydarzyło – wspominała pani Iga. - Uwielbialiśmy kontakt z przyrodą, ze zwierzętami. Coś pięknego. Uważam, że ludzie, którzy nie kochają zwierząt, są wewnętrznie ubodzy. Bo można się nauczyć od nich rzeczy naprawdę pięknych.

Jako że małżeństwo wiodło dość jak na branżę filmową nietypowe życie, szybko przylgnęła do obojga łatka ekscentrycznych odludków. Zdaniem Cembrzyńskiej krzywdząca. - Ja po prostu zawsze robiłam w życiu to, co chciałam. Byłam trochę nawiedzoną wariatką, ale przynajmniej wiedziałam, po co żyję. W teatrze, jak to zwykle w teatrze, aktorzy tworzą bardzo różnorodne towarzystwo. I jeśli grałam w Ateneum i miałam wspaniale zrobione długie, rude włosy, na które koleżanki patrzyły z oburzeniem, miałam tylko z tego powodu z nich zrezygnować? Nikomu nie robiłam krzywdy.

W latach 90. Cembrzyńska założyła firmę producencką "Iga Film". Od tamtej pory była producentką wszystkich filmów swego męża.

Za wierność sobie
Cztery lata temu nakładem wydawnictwa Prószyński i S-ka ukazał się wywiad-rzeka "Mój intymny świat", powstały w oparciu o rozmowy aktorki z dziennikarką Magdaleną Adaszewską.

"W swojej karierze szła trochę pod prąd – przypomniała we wstępie autorka książki. - Obdarzona zachwycającą urodą, grała interesujące, nietuzinkowe kobiety, zarówno młode i piękne, jak i stare i brzydkie, staruszki, wiedźmy, strachy, kobiety z klasą, ale również kobiety na dnie. Taką siebie wymyśliła i w kreowaniu takiego wizerunku była konsekwentna. Odebrała wiele nagród. A wśród nich jedną z najbardziej znaczących – Kryształowe Zwierciadło – za wierność sobie i odporność na artystyczne mody".

Zapytana o powód wydania książki, w której opowiada historię swojego życia, Cembrzyńska podkreślała, że dla niej istotne było, "by opowiedzieć zarówno o czymś fajnym, jak i ważnym". – Oczywiście miłość – mówiła, tłumacząc, co jest dla niej najważniejsze w życiu. – Bez miłości nic nie istnieje i nic nie ma sensu.

Liczył się tylko on
Na początku ubiegłej dekady Kondratiuk zaczął mieć poważne problemy zdrowotne. Zaczęło się od zakażenia i powikłań po przeziębieniu, potem doszedł nowotwór węzłów chłonnych. Fatalne skutki miał wylew. W efekcie artysta wymagał stałej opieki. "Los dał mi nowe zadanie: wyrywać Andrzeja śmierci" – tłumaczyła w książce.

"Dopiero gdy wyszedł ze szpitala, odkryłam, że lekarze nie dawali mu nawet trzech procent szans na przeżycie. Andrzej spędził w szpitalu długie tygodnie na żmudnej rehabilitacji. Po miesiącu ubłagał lekarza, by dał mu przepustkę do domu na dzień, dwa. Przywiozłam go do nas, na Ochotę. Leżał w łóżku, patrzył na mnie i nasze zwierzęta. Obiecałam sobie, że zrobię wszystko, by wyciągnąć go z choroby. Zaczęła się walka. Przychodzili rehabilitanci, lekarze. Zrezygnowałam z pracy. Liczył się tylko on".

Uparta w pokorności
Cembrzyńska ma na koncie ponad czterdzieści ról w spektaklach teatralnych i telewizyjnych. Jej ostatnią premierą było komediowo-musicalowe "Klimakterium... i już" w Teatrze Rampa w 2005 r., a filmową - krótki występ w "Barze pod młynkiem" Kondratiuka. A potem jeszcze epizod w "Na dobre i na złe". Piętnaście lat temu.

Przestała też występować na scenie jako piosenkarka. - Mój głos się nie zmienił – zapewniała nas, przyznając, że bardzo ją namawiają do powrotu na scenę - Wręcz się domagają. "Widownia cię kocha. Musisz wyjść na scenę i zaśpiewać" – słyszę. Chciałabym, ale jestem trochę za pokorna. Nie chcę się narzucać, krępuje mnie to. Jestem w tej pokorności uparta. Ale wiem, że w końcu muszę to o zrobić.

Dodał życiu kolorów
"Staram się wszystko ciągnąć, choć jest coraz trudniej – mówiła Adaszewskiej. - Są chwile, gdy nie daję rady, nie wytrzymuję. Fizycznie, psychicznie. Budzę się pełna pretensji do losu, dlaczego tak się stało. Przecież można starzeć się bez dramatów. Właściwie nie boję się już niczego. Może z jednym wyjątkiem, nie chcę zostać całkiem sama. Ja i Andrzej to jedno. Bez niego nie mam po co żyć".

Andrzej Kondratiuk zmarł 22 czerwca 2016 r. Kilka dni wcześniej Cembrzyńska udzieliła wywiadu magazynowi "Viva". Ukazał się już po śmierci filmowca. "Bez Andrzeja siebie nie widzę – mówiła w rozmowie. - Ja nie istnieję bez niego. On mnie uformował i na swój sposób stworzył. Dodał mojemu życiu kolorów, napisał dla mnie tyle pięknych piosenek i scenariuszy, że byłabym kretynką, gdybym tego nie doceniła".

Co było, a już nie ma
W 2018 r. na ekrany kin wszedł biograficzny film Janusza Kondratiuka "Jak pies z kotem", będący słodko-gorzkim obrazem relacji rodzinnych, zainspirowanym prawdziwą historią. W rolę reżysera wcielił się Robert Więckiewicz, jego brata Andrzeja Kondratiuka zagrał Olgierd Łukaszewicz, a Igę Cembrzyńską – Aleksandra Konieczna.

Pierwotnie do roli przymierzana była sama Cembrzyńska, doszła jednak do wniosku, że nie chce zagrać gorzej niż grała kiedyś. - Przyszedł taki czas, kiedy już jestem starsza panią. Wcale tego nie kocham, ale muszę to znosić – przyznawała na konferencji prasowej podczas festiwalu Energa Camerimage 2018 w Bydgoszczy. - Trudno opowiadać o czymś, co było, a już nie ma. Ja jestem tzw. wrażliwcem, ale też chodzę po ziemi normalnie, tę ziemię kocham, co jestem, i tak kochałam swojego męża. Mój mąż był dla mnie wszystkim.

- Mam być szczera? O niczym – mówiła na krótko przed śmiercią męża Onetowi, zapytana, o czym marzy. - Chciałabym mieć dużo spokoju i basen, który wybudowałam na wsi własnymi rękoma. Duży i wygodny, ale nigdy jeszcze nie miał wody. Znowu zabrakło czasu.

Paweł Piotrowicz
Onet.Kultura
24 października 2020
Portrety
Iga Cembrzyńska

Książka tygodnia

Jak przejąć kontrolę nad światem nie wychodząc z domu
Wydawnictwo Literackie
Dorota Masłowska

Trailer tygodnia