Kocham, więc zabijam

"Małe zbrodnie małżeńskie" - reż. Bogdan Tosza - Teatr Polski we Wrocławiu

Małżeństwo jako społecznie usankcjonowany sojusz morderców? Po obejrzeniu "Małych zbrodni małżeńskich" w reżyserii Bogdana Toszy na podstawie dramatu Erica-Emmanuela Schmitta jesteśmy w stanie uwierzyć we wszystko. Przedstawienie świetnie zagrane, przewrotne i sentymentalnie zabawne stawia pod znakiem zapytania utarte przekonania na temat miłości i związków

Na scenie jest ich tylko – a może raczej aż – dwoje. Lisa (Grażyna Krukówna) i Gilles (Jerzy Schejbal) – małżeństwo z długoletnim stażem – i, sprowokowane wypadkiem męża, rozmowy o życiu. Cierpiący na amnezję Gilles musi opowiedzieć siebie na nowo, oswoić się z dawnym życiem, uwierzyć, że towarzysząca mu kobieta jest jego żoną. Od początku jednak nikt nie jest do końca sobą, a kłamstwo goni ulotne półprawdy. Lisa wspomina dawne przyzwyczajenia męża – a może chce go stworzyć na nowo według własnej, idealnej wizji? Przedstawienie wiernie podążające za literą tekstu Schmitta swój urok opiera na niedopowiedzeniach i powolnym dochodzeniu do prawdy. Widz jest nieustannie zaskakiwany nowymi interpretacjami postaw i zachowań, bohaterowie wymykają się jego jednoznacznym ocenom.

Inteligentne dialogi opierają się na starciu schematów ról kobiecych i męskich oraz odwiecznej walce płci. Gilles usilnie namawia Lisę do powtórzenia nocy poślubnej; oboje podejrzewają się o skryte romanse. Małżonkowie odgrywają przed sobą scenę pierwszego spotkania; rozgrywa się między nimi dramat poznawania i odkrywania siebie na nowo. Zachwyt i zainteresowanie przeplata się jednak ze znudzeniem i irytującym poczuciem przyzwyczajenia. Słowo jest tu materią uczuciowo nośną. W zamkniętej przestrzeni jednego pokoju przeprowadzana jest wzajemna psychoanaliza bohaterów.

Ciekawa konstrukcja dramatu idealnie realizuje się na scenie. „Małe zbrodnie małżeńskie” to tytuł książki Gillesa, w której wykłada on swoje poglądy na temat związków damsko-męskich, pojmowanych właśnie jako sprzymierzenie morderców. Zgodnie z jego teorią (jedną z wielu zresztą – inne, równie komiczne, przypomina mu ze zjadliwym uśmiechem Lisa) związek kobiety i mężczyzny opiera się na przemocy, od której małżonkowie powstrzymują się jedynie na czas wychowywania dzieci. Lisa i Gilles postępują w sposób potwierdzający książkowe reguły – istnieją zatem jakoby w tekście i poza nim. Schematy mieszają się z doświadczeniem; zachowania okazują się bardziej przewidywalne, niż pierwotnie sądziliśmy. Gilles jednocześnie pisze i jest pisany – funkcjonuje na scenie niejako w podwójnej roli autora-bohatera.

Główne zalety przedstawienia to przede wszystkim znakomity tekst i aktorstwo. Widz poddaje się hipnotycznemu rytmowi słowa już od pierwszej chwili. Sporo w dramacie wspaniałych zdań o charakterze aforyzmów, które w wymianie zdań między mężem i żoną brzmią całkowicie naturalnie. Obok dialogu słów ogromną rolę odgrywa rozmowa gestów, celowych i przypadkowych, ulotnych dotknięć i spojrzeń. Zamknięta przestrzeń sceniczna wymusza ciągłe interakcje bohaterów. Kiedy jedno z małżonków znika za kulisami, drugie musi wypełnić sobą całą scenę. Jerzy Schejbal i Grażyna Krukówna idealnie wpisali się w swoje role. Ich gra pozostaje intrygująco zawieszona między naturalnością a grą relacji damsko-męskich, między prozą wypowiedzi a poetyckością przekazu.

„Małe zbrodnie małżeńskie” to spektakl lekki, zanurzony w tworzywie międzyludzkich uczuć i zachowań. Nie ma w nim miejsca na wielkie gesty i poważne rozważania – nawet grzechy stają się tu grzeszkami, a kłamstwa mają krótkie nogi. Panorama dialogów i sytuacji, zadziwiająco życiowych i jakby znajomych umożliwia identyfikację z bohaterami i pobłażliwość w ich ocenie. Jak bowiem twierdzi Gilles – wszyscy jesteśmy mordercami.

Karolina Augustyniak
Dziennik Teatralny Wrocław
14 marca 2011

Książka tygodnia

Pokusa przebaczenia
Oficyna Literacka Noir Sur Blanc
Donna Leon

Trailer tygodnia

700. Krakowski Salon P...
Anna Dymna
W najbliższą niedzielę 23 stycznia, j...