Kochankowie w tarapatach

"Prywatna klinika" - reż: Jerzy Bończak

Dwugodzinna dawka śmiechu, szaleńcze tempo akcji i gra aktorska na naprawdę dobrym poziomie - Bałtycki Teatr Dramatyczny przebojem wszedł w nowy sezon artystyczny.

Teatr publiczny nie powinien wystawiać jedynie sztuk, które dają do myślenia. Powinien też bawić. Z tego, moim zdaniem słusznego założenia wyszedł Zdzisław Derebecki, dyrektor koszalińskiego Bałtyckiego Teatru Dramatycznego i na rozpoczęcie sezonu 2010/2011 zaserwował publice farsę. Wszak krytycy często twierdzą, że gatunek to mało ambitny, ja z opinią tą się nie zgadzam. Trudno jest dziś bawić na poziomie. A to właśnie zadanie udało się reżyserowi "Prywatnej kliniki" Jerzemu Bończakowi. Artysta miał spore doświadczenie - ten przezabawny spektakl zrealizował już w Teatrze im. S. Jaracza w Olsztynie. Domyślam się, że praca nad tekstem musiała być czystą przyjemnością, bo angielski humor w wydaniu tandemu John Chapman i Dave Freeman, autorów "Prywatnej kliniki" sprawia, że przepona od śmiechu mocno pracuje.

Historia nie jest skomplikowana. Harriet (Żanetta Gruszczyńska-Ogonowska) jest kobietą pracującą... na dwie zmiany. Prowadzi jednak nietypowe przedsiębiorstwo - jej różowo-czerwone luksusowe mieszkanie utrzymuje dwóch kochanków. Gordon (Artur Czerwiński), to specjalista od kur, a Alek (Wojciech Rogowski) jest właścicielem kutrów rybackich. Harriet robi wszystko, żeby panowie się nie spotkali i, dzięki temu, interes kwitnie. Do czasu, kiedy odwiedza ją przyjaciółka Anna (Aleksandra Padzikowska), a Gordon łamie nogę, przewracając się na rybie. Na to wszystko wchodzi Alek, a potem w przytulnym gniazdku Harriet będzie tylko przybywać gości, niezbyt mile widzianych. Zaczyna się komedia pomyłek, której zawrotne tempo jest godne podziwu. Aktorzy nie

zwalniają ani na chwilę i dynamika oraz rytm ich gry zasługuje na uznanie. Na scenie szczególnie wyróżniła się Aleksandra Padzikowska, która im bardziej bawiła się rolą, tym była wiarygodniejsza. To w moim przekonaniu najlepsza kreacja młodej aktorki, wyrazista i przezabawna. Również Katarzyna Ulicka-Pyda z właściwym sobie wdziękiem rozśmieszała tak, że żałowałam, że na scenie nie pojawiała się częściej. Reżyser Jerzy Bończak gościnnie zagrał pijanego w sztok Ryszarda - weterynarza.

Choć mocno postać przerysował, efekt był niesamowity - wystarczył komentarz pani, która siedziała przede mną: - Wygląda zupełnie jak wujek Staszek na weselu! Jestem ogromnie ciekawa, jak w tej roli sprawdzi się Zdzisław Derebecki, dlatego na farsę wybiorę się raz jeszcze.

Warto ją zobaczyć więcej niż raz również z powodu samej historii. Poważne tarapaty, w jakie wpada główna bohaterka szybko zamieniają się w szereg kłamstw, szalonych pomysłów, galopujących zwrotów akcji. W to wplątane są mądrości utrzymanki, która ma sporo do powiedzenia na temat mężczyzn. Wyznaje na przykład, że nigdy nie rozbije małżeństwa kochanka, bo "to, że mężczyzna od czasu do czasu korzysta z taksówki, nie oznacza, że musi pozbyć się swojego samochodu". Wie również sporo o kobietach, zdradzając, że panów można porównać do... żarówek: ,jak się żarówka przepali, wyrzuca się ją i kupuje nową".

Dzięki takim tekstom i humorowi sytuacyjnemu publika wybuchała raz po raz śmiechem. Nic dziwnego - "Prywatna klinika" ma najlepsze cechy gatunku - jest lekka, łatwa i przyjemna. Choć można w niej też doszukać się więcej niż jednego morału. Na przykład, że jeśli bardzo nie chcesz czegoś zobaczyć, to tego nie zobaczysz. A żeby nie widzieć uwierzysz nawet w najbardziej absurdalne kłamstwa. No i oczywista życiowa prawda - lepiej mieć jest dwóch kochanków niż jednego. Z czysto ekonomicznych względów.

Zobacz i pomóż

W najbliższą niedzielę, 26 września, na deskach Bałtyckiego Teatru Dramatycznego wystawiony zostanie spektakl charytatywny tylko dla widzów dorosłych. Będzie to bajka "Smoczek Hieronim" w wersji z pieprzykiem. Dochód z bajki zostanie przeznaczony na wyposażenie świetlicy dla dzieci na Oddziale Dziecięcym w Szpitalu Wojewódzkim w Koszalinie. Chętni na dobrą zabawę i jednocześnie pomoc chorym maluchom mogą kupić cegiełki-bi-lety w cenie 30 zł. Cegiełki są do nabycia w teatrze oraz w kancelarii adwokackiej przy ul. Waryńskiego 9/3 w Koszalinie. Oczywiście, datki mogą być dużo większe, bo cel jest szczytny.

Joanna Krężelewska
Głos Koszaliński
23 września 2010

Książka tygodnia

Tamara Łempicka. Sztuka i skandal
Wydawnictwo Marginesy
Laura Claridge

Trailer tygodnia

Artyści w spocie przec...
Andrzej Seweryn, Magdalena Boczarska,...