Kolega Mela z dalekiego kraju

"Kolega Mela Gibsona" - reż. Paweł Szumiec - Teatr bo Tak

Nowopowstały rzeszowski Teatr Bo Tak zaprosił swą publiczność na monodram Tomasza Jachimka „Kolega Mela Gibsona". W ujęciu reżysera Pawła Szumca rzecz nie jest wprost o zwolnionym z teatru aktorze, ani kondycji aktora dzisiaj w Polsce, bardziej o miejscu kultury w tejże Polsce. Miejscu nieszczególnym.

Przeżycia aktora grającego na prowincji, jego wybory, pogoń za pieniędzmi, zdają się być pretekstem do powiedzenia czegoś istotniejszego. Aktor zagoniony, rzadko odnoszący sukcesy, częściej poniewierany, codziennie konfrontujący się ze środowiskiem i niszczony ambicją uczestniczy w wyścigu szczurów, w którym na co dzień bierze udział każdy, kto chce utrzymać się na powierzchni najmarniejszej egzystencji. Ta jego historia pozornie opowiedziana wprost, śmiesznie, chwilami refleksyjnie, ma drugie dno, rodzaj soczewki. W niej odbija się współczesny dramat kultury i pojedynczego człowieka, który będąc artystą marnym w całości się jej poświęca.  

Złożoność osobowości aktora trwale żyjącego pod presją środowiska i własnych ambicji, przebywającego w domu gościnnie, a w teatrze – codziennie, nie zawsze fizycznie, ale zawsze duchowo, poznajemy gruntownie podczas półtoragodzinnego monodramu. Co ważne – ciągle nas ta postać czymś zaskakuje. Dzięki przede wszystkim znakomitej, perfekcyjnej i przejmującej, choć nie emocjonalnej, ale z poczuciem dystansu grze Marka Kępińskiego. Jego gesty – zwłaszcza mimika – a także intonacja głosu są tak prawdziwe, że bez większego trudu jesteśmy w stanie przenieść się wraz z jego bohaterem w jego wspomnienia, odczuwać z nim i wierzyć, że wszystko o czym mówi się wydarzyło. Kępińskiemu bezbłędnie udaje się pokazać całą złożoność granej postaci, jej tragizm i śmieszność. Kiedy wykpiwa aktorów, którzy za pieniądze zrobią wszystko i jakby mimochodem powiadamia jacy wielcy tego świata mieli zaszczyt podziwiać go na scenie jako Cyrana de Bergerac, jego gra jest tak sugestywna, że trudno odróżnić interpretację tekstu od wyznań własnych.

Gdyby zważyć na szali i spróbować odmierzyć mamy do czynienia bardziej z komedią. Bo rzecz jest z gatunku żartobliwych, o kondycji aktora, który nie może przestać grać. Nawet gdy jego jedynym widzem jest oficer policji, przed którego oblicze trafia. Po tym, jak zagrał ostatnią rolę autentycznego kidnapera, który napadł na kantor walutowy z zamiarem jego obrabowania. Wcześniej wiele lat grał Cyrana de Bergerac, zażywając sławy w prowincjonalnym teatrze. Udzielając wywiadów lokalnym gazetom, rozdając autografy i chałturząc. Kiedy teatr go się pozbywa, bez grania żyć nie umie i nie chce. Zwątpił, czy ktoś go jeszcze pamięta z jego ról. Do chwili gdy napadnięta kasjerka w kantorze wyznaje mu, że kochała się w nim w liceum. Wzruszony daje jej dedykację na swoim zdjęciu, podczas gdy ona pod jego pistoletem pakuje walutę do jego kufra.

Kiedy Marek Kępiński o tym mówi, publiczność się śmieje. Choć na dnie tego nastroju zostaje osad, że mimo wszystko komediowa nawierzchnia skrywa wiele trafnych i przykrych obserwacji dotyczących zawodu aktora. Profesji, której wielu zazdrości. Wbrew temu, że aktorzy sami mówią najczęściej, że nie ma czego. A ci, którzy ich środowisko znają bliżej, wiedzą, że aktorzy nie kłamią.

Aktor, decydując się na monodram, pozwala widzom uwierzyć, że w teatrze nadal chodzi o coś istotnego. Dla teatru, widza i aktora. Marek Kępiński schodził ze sceny żegnany długimi brawami. Za rolę będącą prezentacją jego umiejętności warsztatowych, wypełnioną fantazją i wigorem, i głęboko ludzkimi przeżyciami. Mając na scenie krzesło, wyciętą z czegoś sylwetkę Mela Gibsona i światło – całość scenografii w skrótowym, symbolicznym ujęciu Małgorzaty Woźniak. Przez półtorej godziny przykuwał uwagę widzów, jako wysokiej próby aktor w roli aktora, któremu nie udawało się dostać pracy nawet przy nagrywaniu komunikatów w szpitalnych windach. Ale w zamian dzięki chałturze polonijnej, udało się odbyć życiową podróż z Melem Gibsonem, z Ameryki do Europy.

Andrzej Piątek
Dziennik Teatralny Rzeszów
19 marca 2014

Książka tygodnia

Tragedie I: Eurypides
Towarzystwo Naukowe KUL
Eurypides

Trailer tygodnia

Dziadek do orzechów
Jurij Grigorowicz
W wielu krajach nie ma Bożego Narodze...