Kolej

"Dziadek" - Walny Teatr - 8. Międzynarodowy Festiwal Teatru Lalek i Animacji Filmowych dla Dorosłych Lalka też Człowiek

Stacja końcowa czeka każdego z nas, nawet tych, którzy kolei, powiedzmy, nie lubią. Właśnie o tej stacji i drodze do niej, w wagonie maszynisty, ale i tej codziennej wędrówce, opowiada spektakl Adama Walnego.

„Dziadek", to historia stworzona na podstawie wspomnień, dlatego może w niej ciut więcej nostalgii. Od stacji końcowej – śmierci tytułowego dziadka rozpoczyna się podróż do jej zakończenia – narodzin wnuka głównego bohatera, która staje się stacją docelową. I tak jak w życiu, nieoczekiwanie, początkową.

Według mnie spektakl został wypłukany z tego, co miał przedstawiać. W opisie sztuki czytam: "(...) Na scenie radość z prostych czynności życiowych przeplata się z trudnymi, nieraz bolesnymi doświadczeniami (...)", owszem nie zabrakło ani jednych, ani drugich.

Jednak warstwa obrazu wygrała nad możliwą biegunowością spektaklu. Odziera to tym samym sztukę z cienkiej, ale ważnej warstwy przejścia – delikatnego papieru, który przykrywa różne czekoladki w pudełku. Natomiast nić konfrontacji cierpkiego z przyjemnym, dała niestety lekko lepki lukier.

W konsekwencji widz otrzymał ciekawy obraz, z różnymi – nieraz abstrakcyjnymi, dosłownie urządzeniami, zmieniającymi swoją funkcję i postać na scenie, ale bez złamania tego w sposób stanowczy co do uczuć z tego bardziej mroźnego bieguna.

Dekoracja, złożona z urządzeń zmieniających swoją funkcję i postać na scenie, była dopracowana i przede wszystkim przemyślana. Nie było miejsca, w żadnym momencie opowiadanej historii na jakąś chwilę zawahania, pomyłki. Zdawało się, że wszystkie zaprezentowane cuda żyją wraz z tekstem, oddychają nim, że aktor to kwestia, i ów maszyny prowadzą tę postać, a nie odwrotnie. Jest to zasługą bardzo dobrego warsztatu Adama Walnego – aktora „Dziadka", który był jednocześnie autorem scenografii. Atutem była dykcja, przy odbiorze dźwięków spektaklu nie było znaczenia, czy to pierwszy, czy ostatni rząd, wszystkie kwestie były świetnie słyszalne.

Jako całość „Dziadek" nie wprawia w osłupienie. Patrząc na tę sztukę przez pryzmat poszczególnych fragmentów, środków wyrazu i gry samego aktora, można być zadowolonym i może nawet zaskoczonym. Jednak ciężko znaleźć w tym opowiadaniu nieoczywiste pytania, moment własnego przemyślenia. Dziadek, choć może na początku z brodą, w miarę upływu stacji stawał się dosłownie tajemniczy, jak dziecko dla dużych dzieci.

Katarzyna Prędotka
Dziennik Teatralny Warszawa
13 listopada 2013

Książka tygodnia

Rzecz w teatrze Jana Klaty
Wydawnictwo Uniwersytetu Jagiellońskiego
Michalina Lubaszewska

Trailer tygodnia