Kolory wiktoriańskiej Anglii

"Oliver" - reż: M. Piekorz - Teatr Rozrywki w Chorzowie

Wszyscy chyba znamy "Olivera Twista": wiktoriańską opowieść z happyendem, pierwszą chyba bajkę z najciemniejszych zaułków Londynu, opowiedzianą jednak ze swadą i ciepłem, tak, że niemal samemu chciałby się na chwilę cofnąć w XIX wiek.

Nic też dziwnego, że sam "Oliver..." doczekał się tylu interpretacji, adaptacji, ekranizacji i wykonań, bo przecież historia jakby stworzona jest na deski sceny, razem ze swoim arcyciekawym wątkiem narracyjnym, z szerokim obrazem społecznych przemian, ale też (przede wszystkim?) z wzruszającym zakończeniem. Zbyt długo byłoby chyba wymieniać, gdzie ostatnio można było spotkać Olivera: z tej strony więc nie budzi zdziwienia projekt chorzowskiego Teatru Rozrywki i reżyser Magdaleny Piekorz, by jeszcze raz przenieść historię na scenę. Budzi z drugiej: bo przecież jeśli kolejny raz wystawiać tę samą sztukę, trzeba zrobić to inaczej, lepiej, wyraziściej... temu miała chyba posłużyć konwencja musicalu, tekst i muzyka (wybitne!) Lionela Barta, wszystkie dodatkowe pomysły autorów. Do teatru wchodziłem z obawami, jednak na szczęście kolejny raz się rozczarowałem, bo chorzowscy artyści znów potrafili stworzyć teatr na prawdę dobry.

Teatr imponujący rozmachem i głębią, szeroko zakrojonym plastycznym przygotowaniem, ale przecież także ścisłą dbałością o formalny szczegół oraz treściową spójność. Chyba właśnie zaangażowane środki pozwoliły stworzyć spektakl dziwnie szeroki i wciągający, nie pozwalający oderwać wzroku nawet na chwilę, by nie przegapić kolejnej szalonej feerii kolorów i dźwięków. Bo przecież nie wiedzieć kiedy na scenie znów zmieni się cała scenografia, cała muzyka, a akcja weźmie niespodziewany zwrot i w szalonym tańcu pojawią się znów nowe postaci: tak, że można będzie niemal uwierzyć w ten wiktoriański Londyn, razem z jego barwną codziennością, z jego nieszczęściami i małymi zwycięstwami.

I właśnie największy urok "Oliviera!" tkwi w tym, że niemal do końca zapełnił teatralną przestrzeń, wycisnął ją do samego końca, tworząc teatr niepokojący i rozbuchany, daleki od ascezy, ale przez to w osobliwy sposób porywający. Wydawałoby się przecież: zwykła bajka, kolejna prosta historia do opowiedzenia, dobrze przeżuty materiał na zapchanie repertuaru. Chorzowski spektakl ze swobodą balansuje jednak na tej ostrej krawędzi, tworząc ze doskonale znanej opowieści teatr zupełnie nowy i magiczny, dopracowany do perfekcji, umiejący uwieść każdego chyba widza.

Michał Podstawski
Dziennik Teatralny Katowice
2 maja 2009

Książka tygodnia

Niebieska Księga z Nebo
Wydawnictwo Pauza w Warszawie
Manon Steffan Ros

Trailer tygodnia