Konceptualista z Wysp

Jonathan Burrows - artysta oryginalny i całkowicie osobny na tle brytyjskiego tańca

Awangarda + vis comica. Tak najkrócej można by scharakteryzować projekty Jonathana Burrowsa. Krytycy żartują, że gdyby Einstein zajmował się tańcem, to zapewne wyglądałby jak twórczość brytyjskiego choreografa

Polska publiczność powoli przyzwyczaja się do spektakli tanecznych, w których się nie tańczy. Artyści z nurtów takich jak choreografia konceptualna czy non-danse (przekładany z francuskiego na „nie-taniec”) każą nam być gotowym na wszystko – czasem i na to, że na białym kwadracie baletowej podłogi przez sześćdziesiąt minut oglądać będziemy tancerkę przemieszczającą się od ściany do ściany. Albo – tym razem na czarnym podłożu – wysłuchamy opowieści nieruchomych wykonawców, tkwiących w jednej konstelacji.

Jednak Jonathan Burrows, który gościł w tym roku na poznańskiej Malcie – choć jak najbardziej wpisuje się w awangardowe prądy – może zaskoczyć swoimi występami zarówno tych, którzy zdaje się, że już oswoili się z nową estetyką, jak i widzów o bardziej zachowawczych gustach. To artysta oryginalny i całkowicie osobny na tle brytyjskiego tańca, zdominowanego przez wirtuozerskie i wyestetyzowane przedstawienia; mówiąc z pewną przesadą – jedyny konceptualista z Wysp. Intelektualny charakter jego pracy doczekał się kilku bon motów – począwszy od wielokrotnie cytowanego stwierdzenia recenzenta „Guardiana”, że gdyby Einstein zajmował się tańcem, to wyglądałby zapewne jak twórczość Burrowsa, po spopularyzowane w Polsce przez kuratorkę Joannę Leśnierowską powiedzenie samego choreografa: „Do tworzenia tańca potrzebne są dwie nogi, dwie ręce i przede wszystkim głowa”.

Awangarda + vis comica. Tak najkrócej można by scharakteryzować projekty Jonathana Burrowsa z ostatniej dekady. U źródeł inspiracji brytyjskiego choreografa leżą klasycy amerykańskiej neoawangardy – z Johnem Cagem na czele. Podobnie jak ten najbliższy współpracownik Merce\'a Cunnighama, Burrows pracuje z podstawowymi kategoriami, takimi jak rytm, tempo, wzajemne powiązanie dźwięku i ruchu. Najprostsza ilustracja tych poszukiwań to scena ze spektaklu „Quiet Dance”, gdzie przy stopniowo obniżanym przeciągłym krzyku, korpus i głowa choreografa wędrują coraz niżej, w stronę podłoża. Głowa jest trochę jak opadająca z charakterystycznym narastającym odgłosem bomba. Później rozpoczynają się wariacje: choreograf, wraz z towarzyszącym mu muzykiem-performerem, wydają zabawne odgłosy, okrążają scenę, rytmicznie i zamaszyście chodzą, momentami synchronizując swe kroki i groteskowo celebrując chód, niczym w „Trans-Atlantyku” Gombrowicza.

Towarzyszący na scenie Burrowsowi mężczyzna, to kompozytor Matteo Fargion – równoprawny współtwórca tanecznych projektów, w których bierze udział. Ich najbardziej znaną wspólną pracą jest trylogia „Both Sitting Duet”, „Quiet Dance” oraz „Speaking Dance”, powstała w latach 2002-2006. To z niej pochodzi opisany powyżej fragment. Pierwsza jej część przyniosła choreografowi prestiżową nowojorską Bessie Award. Wśród laureatów tej nagrody znaleźć można Annę Teresę de Keersmaeker, Williama Forsythe\'a czy legendy amerykańskiego tańca – Steve\'a Paxtone\'a i Trishę Brown. Polska publiczność miała okazję obejrzeć wszystkie trzy części trylogii podczas „Malty” w 2007 roku, na deskach Starego Browaru. Burrows i Fargion tworzą efektowny duet – dwóch łysawych mężczyzn około pięćdziesiątki brawurowo anektuje scenę i uwagę publiczności. W jednej z odsłon obaj siedzą na drewnianych krzesłach naprzeciw widzów. Rytmicznie wypowiadają przypadkowe słowa; powtarzane, składają się wreszcie na osobliwą muzykę. „Siedzący duet” to klaskanie, rytmiczna recytacja, czasem przerywane grą na harmonijkach ustnych. Obaj artyści bywają na scenie również multiinstrumentalistami: w spektaklach pojawia się akordeon czy niewielkie instrumenty strunowe, na których Fargion sam akompaniuje sobie do śpiewanych ludowych neapolitańskich piosenek.

Jonathan Burrows raczej nie improwizuje, jak sam przyznaje w prezentowanym podczas tegorocznego festiwalu Malta „Cheap Lecture”. W projekcie tym choreograf bezpośrednio odnosi się do Johna Cage\'a, przywołując wprost dwie jego prace, skontaminowane zresztą już w samym tytule. „Taniość” nawiązuje do „Cheap Imitation”, ostatniego utworu wykonanego publicznie przez Cage\'a na fortepianie do choreografii Cunnighama. Miała ona być oparta na muzyce Erika Satie – jednak artysta nie mógł pozwolić sobie na pozyskanie praw do oryginalnego utworu. Kompozytor przyjął zatem za cel tytułową imitację melodii, przy zachowaniu  struktur rytmicznych charakterystycznych dla utworów Satie.

Jednak ważniejszym kontekstem jest „Lecture on Nothing” z roku 1959, z którego Burrows i Fargion zapożyczają strukturę rytmiczną „uniwersalnego wykładu”, opartą na odpowiednio powtarzanych regularnych pauzach i akcentach. Wykład Cage\'a zaczynał się od stwierdzenia: „Jestem tu i nie mam nic do powiedzenia, jeśli są wśród was tacy, którzy chcieliby do czegoś dojść, mogą wyjść w każdej chwili”. Później artysta przechodził do odczytywania luźnych – chodź uprzednio wybranych – uwag na temat budowy samego wykładu. Przedstawienie Burrowsa i Fargiona również obejmuje autotematyczne rozważania, wygłaszane tym razem przez dwóch mówców zmieniających tempo, z dezynwolturą rozrzucających po podłodze kartki. Mówią o niepisanym kontrakcie między performerem a widzem – w czasie, gdy część widowni reaguje na ich działania nad wyraz entuzjastycznie, a część znudzona i zawiedziona opuszcza salę. Czasem melodyjnie czytają unisono, czasem – budują krótkie polifoniczne formy. Niekiedy po prostu rytmicznie odliczają tempo. Przez sporą część performance’u towarzyszy im muzyka: dźwięki fortepianu, głównie z nagrania, choć w pewnym momencie za instrumentem zasiądzie również Fargion.

„Cheap Lecture” to także podsumowanie poprzedzającej przedstawienie trylogii włosko-brytyjskiego duetu. To finał, w którym powracają wariacje na elementy znane z wcześniejszych części. W strukturze pojawiają się znienacka ludowe melodie Fargiona, do których Burrows tańczy solo; elementy slapsticku; powtórzenie jako jeden z najczęściej używanych zabiegów, a także samo rytmiczne mówienie jako podstawa kompozycji – wszystko to sprawia, że doświadczony widz szybko odnajdzie się w nowym przedstawieniu znanych sobie artystów.

Choć w międzynarodowym obiegu najmocniej obecne są dziś właśnie komiczne duety składające się na przygotowaną z Matteo Fargionem trylogię, to dorobek brytyjskiego artysty jest oczywiście o wiele bogatszy i bardziej zróżnicowany. Burrows pracował z zespołem Williama Forsythe\'a i belgijskim reżyserem i performerem Janem Ritsemą, ostatnio zaś współreżyserował w National Theatre w Londynie „Godzinę, w której nie wiedzieliśmy nic o sobie nawzajem” Petera Handkego – dramat na pozór niemożliwy do scenicznej realizacji, angażujący kilkadziesiąt postaci i – według wskazań autora – rozgrywający się na wielkim placu. Czy do realizacji tego tekstu skłoniła choreografa jego całkowita „niesceniczność” i istotna w nim rola ruchu – akcentowane przez dramatopisarza ciągłe przemieszczanie się postaci i przewijanie się kolejnych sylwetek przed oczami widza?

Burrows opuścił na przełomie lat 80. i 90. londyński Royal Ballet, by zacząć karierę niezależnego choreografa. Rozgłos przyniosło mu przedstawienie „The Stop Quartet” (1996), rozpoczynające konsekwentnie minimalistyczny okres w jego twórczości, trwający do dziś. Warto wspomnieć, że współtwórcą muzyki do tego spektaklu był właśnie Matteo Fargion, późniejszy stały współpracownik artysty. Rok po tym duecie Burrows zrealizował film „Blue Yellow” ze słynną francuską tancerką Sylvie Guillem i reżyserem Adamem Robertsem. Samotny, abstrakcyjny taniec Guillem w żółto-niebieskim pokoju, filmowany jest przez otwarte drzwi; ich framuga niemal cały czas pozostaje w kadrze – mimo zmieniających się ujęć. Choreografii – i tak już nieciągłej – nadaje to jeszcze bardziej fragmentaryczny charakter. Tańcząc, wykonawczyni nie może przewidzieć, co zobaczy widz; co więcej, to samo dotyczy choreografa. Sposób filmowania nie jest bowiem do końca skoordynowany z tańcem, dzięki czemu Burrows osiąga nie tak oczywisty w filmie efekt przypadkowości, również w tym projekcie pozostając w pewnym sensie wiernym duchowi Cage\'a.

Witold Mrozek, współzałożyciel Fundacji PERFORMA i wortalu nowytaniec.pl, studiuje dramatologię i filmoznawstwo w ramach MISH Uniwersytetu Jagiellońskiego. Oprócz krytyki tanecznej zajmuje się polskim kinem i ideologią. Publikował w „Teatrze” i „Scenie”, a ostatnio – esej „Film pamięci narodowej” w tomie „Kino polskie jako kino narodowe” (Korporacja Ha!art, Kraków 2009).

Witold Mrozek
Strona Kultury 35/10
26 lipca 2010

Książka tygodnia

Iłła. Opowieść o Kazimierze Iłłakowiczównie
Wydawnictwo Marginesy
Joanna Kuciel-Frydryszak

Trailer tygodnia