Koncert życia

"Kontrabasista" - reż. Jerzy Stuhr - Państwowa Wyższa Szkoła Teatralna im. Ludwika Solskiego w Krakowi

Grany od ponad dwudziestu lat spektakl "Kontrabasista" to przejmujący monodram Jerzego Stuhra, który bezustannie przyciąga do teatru tłumy widzów. Gościnnie może go teraz oglądać w warszawskim teatrze Polonia. Stuhr zaprasza widzów do świata uczuć prawdziwych, mocnych i palących. Do świata silnych skrajności i nieokiełznanych afektów. Każdy, kto zasiądzie na widowni, ma okazję stać się słuchaczem, terapeutą i uczestnikiem wydarzeń z życia człowieka, którego uczucia są prawdopodobnie tak ogromne jak pudło rezonansowe jego instrumentu

"Kontrabasista" to gorzki i bardzo ostry obraz człowieka nieszczęśliwego, niespełnionego i przede wszystkim samotnego. 35-letni muzyk-urzędnik, grając na swoim kontrabasie - symbolu miłości i nienawiści, radości i opętańczej odrazy - w państwowej orkiestrze symfonicznej, uporczywie stara się poradzić sobie ze światem rzeczywistym. Pełen frustracji spowodowanej graniem "ostatnich skrzypiec" i całkowitym niedocenianiem przez społeczeństwo, wygłasza naprzemiennie monologi pełne oddania, delikatności, czasami patosu, opisując z pełnym poświęceniem każdy milimetr struny, prezentując dźwięki i wyrażając niezwykły podziw dla owego muzycznego cuda, by za chwilę nazwać go nieforemnym pudłem, które nie potrafi wydobyć żadnego czystego dźwięku. Kontrabas jest jego przekleństwem, opętaniem i nienawiścią jednocześnie. Trudno pogodzić się z myślą, iż mimo nawet największego talentu kontrabasista zawsze pozostanie wyłącznie muzykiem zasiadającym na tyłach orkiestry. Nie ma szansy na awans, na pochwały publiczności, na prestiż i sławę. Nie ma nawet możliwości na zaprezentowanie większej publiczności swych umiejętności. Tak niewiele istnieje przecież koncertów na jego instrument

Tytułowy kontrabasista to nie tylko człowiek niespełniony, ale także - a może przede wszystkim - do cna samotny. Na co dzień stara się o tym nie myśleć, chce wyprzeć z głowy niewygodne i przygnębiające myśli. Kontrabas bywa dla niego swego rodzaju tarczą: zawsze obecny, zawsze gotowy do współpracy i działania. Tak naprawdę jest jednak jego osobistą tragedią. Mężczyzna koniecznie potrzebuje wsparcia, towarzystwa, otuchy. Kogoś z kim będzie mógł dzielić swoje sukcesy i porażki. Kto nie tylko go wysłucha, ale pokocha i będzie naprawdę.

Stuhr prezentuje teatr, który nie często jest nam dane oglądać. Teatr emocji i doświadczeń. Wzrusza, bawi, żongluje całą paletą uczuć i wrażeń, umiejętnie dotyka tych, które akurat zrodziły się w rzeczywistości, których jesteśmy świadkami. Więcej: nie tylko świadkami, ale i ważną częścią - aktor rozmawia z publicznością, szukając potwierdzenia swoich słów czy organizując małą lekcję muzyczną i zapoznając widownię z każdym dźwiękiem wydobywanym z kontrabasu. Buduje coś na kształt gabinetu psychologicznego połączonego z salą koncertową. Oddaje z siebie wszystko, każda emocja wychodzi z serca i zauważalnie wibruje całym jego ciałem. Każdy gest, ruch, słowo jest prawdziwe i wypełnione bez reszty głębokim, wewnętrznym szaleństwem. Rozśmiesza, a jednocześnie kłuje widza precyzyjnie w serce. Budując swój monolog, zostawia mnóstwo przestrzeni na przemyślenia i refleksje. Ambiwalencja jego afektów i siła, z jaką buduje postać, jest bezbłędna. Nie musi już nikomu udowadniać swojej klasy i wielkości aktorstwa, ale po raz kolejny to robi i w tym obszarze nie pozostawia miejsca na jakiekolwiek wątpliwości.

Raczej skromna dekoracja zdaje się być zabiegiem celowym - Stuhrowi tak naprawdę do zbudowania spektaklu wystarczyłby sam kontrabas i smyczek. Aktor, kiedy robi się zbyt poważne, melancholijnie i depresyjnie - rozśmiesza, kiedy zbyt radośnie i podniecająco - wycisza i uspokaja. Jerzy Stuhr w sposób lekki i zrozumiały pokazuje ludziom, jak łatwo jest zatracić szczęście i jak niekiedy trudno jest wydobyć z siebie siłę, by je odnaleźć.

Katarzyna Binkiewicz
Teatr dla Was
17 stycznia 2013

Książka tygodnia

Tamara Łempicka. Sztuka i skandal
Wydawnictwo Marginesy
Laura Claridge

Trailer tygodnia