Koniec i... początek

Rozmowa z Joanną Puzyną-Chojką

Obie wizje, końca i początku, próbuje połączyć Marcin Liber w swoim wałbrzyskim spektaklu „Być jak dr Strangelove", inspirowanym dziełami Kubricka, na bazie których Jarosław Murawski skonstruował scenariusz będący połączeniem zwariowanej satyry politycznej i surrealistycznego kabaretu. Tyle, że „nowy świat", który rodzi się na gruzach starego, zniszczonego przez wojnę jądrową, jest powrotem do początku procesu ewolucyjnego; powtarzanego jednak już bez udziału mężczyzn, oskarżanych przez twórców o wybuch szaleństwa, które doprowadziło ludzkość do samozagłady.

Z Joanną Puzyną-Chojką, dyrektorem programowym 3. Festiwalu Nowego Teatru w Rzeszowie, rozmawia Andrzej Piątek z Dziennika Teatralnego.

Andrzej Piątek: Po raz trzeci współtworzy pani program FNT, który organizuje Teatr im. Wandy Siemaszkowej w Rzeszowie. W roku ubiegłym patronem festiwalu był niemiecki artysta „niepokorny", Christoph Schlingensief. Testowano narzędzia teatru krytycznego, angażującego się w gorące problemy współczesności. Tego roku mottem są słowa Różewicza, że „twórca zaangażowany, to zaangażowany w walkę o nową formę"...

Joanna Puzyna-Chojka: Te słowa Różewicza wybrałam trochę z przekory. Dziś, kiedy teatr znów wyszedł na ulicę, i to dosłownie – jak w happeningach wrocławskich aktorów i widzów broniących dotychczasowej linii artystycznej swego teatru czy w poruszającym finale bydgoskiej premiery spektaklu „Żony stanu, dziwki rewolucji, a może i uczone białogłowy" Jolanty Janiczak i Wiktora Rubina, w którym publiczność chwyciła za tworzące scenografię transparenty, by protestować pod budynkiem teatru – taka deklaracja Poety może wywoływać irytację. Jak to – na zewnątrz szaleją żywioły społecznego buntu, a artysta szukać ma „nowego języka i składni"? A dlaczego nie? Czy „zaangażowanie w sprawę" wyklucza poszukiwanie oryginalnej formy artystycznej? Czy teatr polityczny (dziś inny być chyba nie może, nawet jeśli nie manifestuje swojej polityczności) musi odwoływać się do narzędzi sztuki propagandowej, agitującej na rzecz jednej ze stron światopoglądowego sporu? Przyznaję, że taki teatr budził zawsze moją podejrzliwość.

A co panią zaciekawia?

O wiele ciekawsze wydaje mi się „widzenie świata w sprzecznościach", połączone z poszukiwaniem oryginalnej formy wypowiedzi, podtrzymującej tę niejednoznaczność oglądu. Stąd na naszym festiwalu goszczą przede wszystkim ci artyści, którzy testują w swoich spektaklach nowe strategie dramaturgiczne i konwencje przedstawieniowe, zrodzone z połączenia rozmaitych gatunków, estetyk, języków teatru, a nawet rozmaitych dziedzin sztuki. Stąd także otwarcie festiwalu na prezentację młodego dramatu w trybie czytań performatywnych i szkiców spektakli. A także projektowanie szeregu działań warsztatowych, które mają przekształcić festiwal w platformę dla eksperymentów i poszukiwań.

Ale teatr poszukujący swojej tożsamości nie może tracić kontaktu z rzeczywistością pozateatralną?

Ależ to oczywiste! Nie interesuje mnie teatr jako estetyczne getto, manifestacyjne odwrócone od rzeczywistości. Dlatego co roku staramy się zapraszać do Rzeszowa spektakle, które odważnie, a niekiedy nawet dotkliwie, diagnozują nasz rozpadający się świat – nazywają tendencje i kierunki zmian, wskazują na zagrożenia, ale i nieznane wcześniej możliwości, jakie przed współczesnym człowiekiem otwierają innowacyjne technologie. Ta idea jest realizowana nie tylko poprzez spektakle, ale i multidyscyplinarne działania kontekstowe, które przekształcają nasz festiwal w miejsce artystycznego fermentu i społecznej debaty, integrujące różne środowiska otwarte na zmiany i gotowe przyjąć wyzwania współczesności.

Wydaje się, że FNT tworzy własną dramaturgię kojarząc spektakle, teksty, obrazy, idee i ludzi.

Tak, staram się wyławiać z morza tematów i zjawisk oferowanych przez polski teatr te, które wydają się szczególnie ważne i donośne, ponieważ rezonują jakoś z dyskursami podejmowanymi w przestrzeni społecznej. Ten sezon upłynął pod znakiem konstruowania scenariuszy rychłej katastrofy i posthumanistycznych dystopii projektujących nowe formy życia. Artystyczne fantazje na temat przyszłości rodzą się niemal zawsze w atmosferze apokaliptycznej gorączki, zwiastującej kres zachodniej demokracji i europejskiej wspólnoty. Zbiorowe i indywidualne lęki przyjmują często postać „upiorów przeszłości", które powracają w zdeformowanej, przerażającej masce z odległych czasów. Stąd zadziwiająca obecność w tym „nowym teatrze" starych tekstów (Ibsena, Czechowa, Dąbrowskiej), poddanych jednak znaczącym korektom. Wybierane przez współczesny teatr strategie dramaturgiczne są bowiem wyrazem przekonania, że nie da się analizować historii inaczej niż z perspektywy współczesności. Wybrałam dla trzeciej edycji naszego festiwalu hasło: KONIEC i POCZĄTEK. Te dwie perspektywy – końca dotychczasowego porządku oraz narodzin nowego świata, w kształcie, jakiego jeszcze nie znamy – obecne są w spektaklach głównego, konkursowego nurtu.

Lecz zaproszone spektakle, które realizują ten temat nieraz w nieoczywisty sposób, inaczej rozkładając akcenty, wybierając odmienne formy i tonacje.

To prawda. „Wróg ludu" Ibsena w interpretacji Jana Klaty pokazuje rozpad lokalnej wspólnoty, która poświęca prawdę, broniąc – wbrew zdrowemu rozsądkowi – własnego dobrobytu. Pokazuje też śmierć młodzieńczych ideałów doktora Stockmanna, który pod presją otoczenia, zniewolonego przez wszechobecną konsumpcję, gubi swą społecznikowską pasję i temperament wojownika. Świat „Nocami i dniami będę tęsknić za Tobą" w reżyserii Julii Mark, we współczesnej transkrypcji powieści Marii Dąbrowskiej, dokonanej przez Szymona Bogacza i Zuzannę Bućko, budują wspomnienia bohaterów, zabarwione smutkiem przemijania i niszczącą nostalgią. Ich kurczowe trzymanie się dawnych wartości wzmacnia tylko poczucie nienasycenia, a poszukiwanie dawnych emocji skazuje ich na nieudolne przetwarzanie dobrze oswojonych klisz, odcinając od źródeł życia. Koniec i początek w perspektywie indywidualnego losu – typowego jednak dla przedstawicieli współczesnych „wspólnot konsumentów" – rysuje kielecki spektakl Grzegorza Wiśniewskiego „Harper". Bohaterka sztuki Simona Stephensa opuszcza swój dom, pracę w korporacji, miasto, ryzykuje utratę wszystkiego, aby wyruszyć w drogę wyznaczającą koniec osoby, którą była dopóty, dopóki trzymała się kurczowo na powierzchni życia, bez odwagi wejścia w mrok. Pewnego dnia postanowiła jednak zajrzeć pod podszewkę zmistyfikowanej normalności chcąc uchwycić egzystencję w jej realności, negowanej nie tylko przez wszechobecne media cyfrowe, ale i świadome relegowanie cierpienia. Dopiero konfrontacja ze śmiercią ojca pozwoli jej wyjść na „spotkanie ze światem" i na nowo odkryć siebie. Podróżą wstecz, ku swoim „początkom" (widzianym z perspektywy końca - śmierci matki), jest rzeszowskie Pogorzelisko w reżyserii Cezarego Ibera. Sztuka Wajdiego Mouawada, ufundowana na schemacie tragedii Edypa i rodu Labdakidów, jest zarazem pytaniem o jakość współczesnego fatum, pozbawionego boskiej sankcji i stopionego z absurdem wojny domowej. Bohaterowie „Samotności pól bawełnianych" Koltèsa, której Radosław Rychcik nadał formę koncertu, też noszą w sobie marzenie o innym świecie – fantastycznym, niemal mistycznym miejscu, pięknym i delikatnym jak puch bawełny. „Pola bawełniane" są jednym ze współczesnych wariantów Utopii. Jednak w rzeczywistości, która jest dla nich dostępna, „msza ludzko-ludzka" zostaje zredukowana do bezwzględnej transakcji handlowej – wszystko opiera się na wymianie towarów, sterowanej przez pożądliwe ciało. Bydgoska „Krew na kocim gardle" Fassbindera uświadamia z kolei banalne tło – skrytego za maską ideologicznego radykalizmu – zbiorowego obłędu, które rodzi się w domowym zaciszu, w małych społecznościach i jednostkowych relacjach opartych na wymianie ról oprawcy i ofiary. Fantastyczny spektakl artystki z Belgradu, Anji Sušy, wprowadzający na polską scenę zupełnie obcą estetykę, jest też autoironicznym komentarzem do nowego teatru, który w optyce przybyszów z innej planety, czyli zwykłych widzów, wydaje się kosmicznym odlotem (i bełkotem).

Z tego zestawu widać, że perspektywa końca – tak w wymiarze zbiorowości, jak indywidualnym – przyćmiewa próby szkicowania nowego kształtu świata.

Obie wizje, końca i początku, próbuje połączyć Marcin Liber w swoim wałbrzyskim spektaklu „Być jak dr Strangelove", inspirowanym dziełami Kubricka, na bazie których Jarosław Murawski skonstruował scenariusz będący połączeniem zwariowanej satyry politycznej i surrealistycznego kabaretu. Tyle, że „nowy świat", który rodzi się na gruzach starego, zniszczonego przez wojnę jądrową, jest powrotem do początku procesu ewolucyjnego; powtarzanego jednak już bez udziału mężczyzn, oskarżanych przez twórców o wybuch szaleństwa, które doprowadziło ludzkość do samozagłady.

Festiwalowi towarzyszy wiele zdarzeń poszerzających pole artystycznych poszukiwań o obszary pokrewne teatrowi.

Moduł programowy, który nazwaliśmy multimedia/ KONTEKSTY, akcentuje wpływ mediów cyfrowych na współczesną sztukę z pogranicza różnych dziedzin i gatunków. Chcieliśmy sprowokować artystów do poszukiwania i eksplorowania nieoczywistych, dotąd niedostępnych form utrwalania śladów obecności ludzi, miejsc, przedmiotów. Nowoczesne technologie otwierają dziś przed człowiekiem nieznane wcześniej możliwości generowania wirtualnych bytów w oparciu o faktyczne dane i cyfrową spuściznę pozostawioną przez zmarłych. Tę nową formę „życia po życiu" bada Kuba Falkowski, który specjalnie na nasz festiwal przygotował instalAkcję „Profil pośmiertny". Wśród śladów pozostawianych przez ludzi szczególnie frapujące wydają się te, którymi znaczyli swoje „terytorium" artyści. Można je było tropić albo raczej „błądzić" pomiędzy nimi, próbując odczytać „mapę" odsyłającą do życia i twórczości Beksińskiego („Beksiński. Obraz bez tytułu" Jerzego Satanowskiego) i Tomasza Sikorskiego („Holzwege" Marty Sokołowskiej). Oglądając film Wojtka Radtke, zrealizowany podczas poznańskiego festiwalu MALTA, można było z kolei zastanawiać się, jaki „ślad" zostawia w ludziach – twórcach i widzach – sztuka. Ale Festiwal Nowego Teatru to przecież także debaty (m. in. o „sensie i nonsensie krytyki teatralnej"), spotkania z twórcami (w tym ze Stefanem Chwinem), warsztaty edukacyjne, konferencja naukowa o nowych mediach w teatrze, szkice sceniczne najnowszych polskich sztuk realizowane w ramach naszego „laboratorium dramatu" (DRAMA LAB). Na koniec – podobnie jak w ubiegłym roku – oddamy głos najmłodszemu pokoleniu aktorów, czyli tegorocznym absolwentom Państwowej Wyższej Szkoły Teatralnej w Krakowie, którzy pokażą bardzo osobistą interpretację debiutanckiej sztuki Czechowa pod zmienionym tytułem „Jednak Płatonow", zrealizowanej przez Pawła Miśkiewicza. Wszystko to, mam nadzieję, złoży się w intensywny, prowokujący do refleksji i sporów, pozostawiający „ślady" tydzień z „nowym teatrem" w Rzeszowie!

Andrzej Piątek
Dziennik Teatralny Rzeszów
26 listopada 2016

Książka tygodnia

ADAPTACJA. Skrzynka z narzędziami
Akademia Teatralna im. Aleksandra Zelwerowicza w Warszawie
Marta Miłoszewska

Trailer tygodnia