Kontrowersyjny bigos z tańca i słowa

"Plateau" - reż. Maciej Kuźmiński - Teatr Rozbark w Bytomiu

Kontrowersyjny, obrazoburczy, wielowymiarowy – tak w skrócie można opisać „Plateau" w reżyserii Macieja Kuźmińskiego, czyli najnowszą premierę wystawioną na deskach Teatru Rozbark w Bytomiu.

Tłem dla toczącej się akcji jest fragment obrazu „Babie lato" Józefa Chełmońskiego. I to on powinien stanowić punkt wyjścia dla analizy „Plateau". Malarz stworzył ten obraz po powrocie z Ukrainy, w 1875 roku, kiedy szczególnie pasjonowała go obserwacja życia wsi oraz rytmów nadawanych życiu przez naturę. Można przyjąć, że to egzemplifikacja naturalistycznej odmiany polskiego realizmu. Tymczasem Maciej Kuźmiński maluje tworzony przez siebie obraz zastanej rzeczywistości przy pomocy ruchu i dźwięków na podstawie uprzedniej obserwacji współczesnego społeczeństwa. Zamiast realizmu mamy hiperrealizm cyberrzeczywistości.

Reżyser podejmuje grę z widzem jeszcze przed rozpoczęciem spektaklu. Rozpoczyna się ona w momencie, kiedy widz otrzymuje broszurę informującą o spektaklu. Zdjęcie zapowiadające przedstawienie oczywiście zawiera jego tytuł, jednakże pierwsza i ostatnia litera w słowie „Plateau" zostały skreślone, w wyniku czego powstał rebus, z którego wyłaniają się słowa: „flat earth", a to właśnie teoria płaskoziemców jest jednym z tematów poruszanych podczas spektaklu.

Niczym w dziele G. Deleuze'a, F. Guattariego mamy tu do czynienia z rezygnacją z linearnej narracji, którą zastąpiono wielowarstwowym przepływem myśli. „Plateau" to eklektyczny spektakl poruszający wiele wątków – zarówno filozoficznych, ekonomicznych, literackich, ale i historycznych. To kolaż stylów, technik tanecznych, treści. Składa się z pozornie niepowiązanych ze sobą mikrohistorii wpisujących się w jednak w pewien schemat. Inspiracją do jego stworzenia było profetyczne dzieło „Tysiąc plateau", a więc drugi tom „Kapitalizmu i schizofrenii" Gillesa Deleuze'a i psychoanalityka Félixa Guattariego zapowiadające nadejście ery płynnej tożsamości i płynnej rzeczywistości.... Opowiada nie tylko o współczesności, ale w przeważającej mierze o podejściu młodych ludzi do narracji historycznej, do przeszłości i kultury. Drwi z autorytetów, obnaża narodowe wady, mity, stereotypy. Jego budowa odpowiada risomatycznej strukturze kłącza, używanej dziś m.in. do opisu sieci hipertekstowej właściwej dla Internetu.

Spektakl rozprawia się także z pewnymi narodowymi mitami, symbolami, wielkimi ideami. Czy potrzebnie? Niewątpliwie stanowi on pewną formę diagnozy społecznej. Mamy tutaj nie tylko tancerza, który postanawia zostać wcieleniem Matki Boskiej. Ukazany został na tle błękitnej muszli, czym przypomina bardziej Narodziny Wenus Sandra Botticellego. W tle słychać „Bogurodzicę", pojawia się też naga tancerka nosząca na plecach jedynie husarskie skrzydła, będące dla wielu synonimem zwycięstwa i wielkiej Polski, bo to ona stanowiła w XVI wieku główną siłą uderzeniową wojsk Rzeczypospolitej. Jest i syrena, opisywana jako hybryda ludzko-rybna. Przytacza się teorię płaskoziemców, zgodnie z którą ziemia jest płaska. Jednym słowem to tygiel, w którym kotłuje się kultura wysoka z popkulturą i kiczem. Reżyser operuje wieloma środkami artystycznego wyrazu. Zaprezentowano też różne odsłony hip hopu, mamy drag oraz krumping, ale i klasyczny balet. Eklektyczna jest też warstwa dźwiękowa. muzykę Czajkowskiego, Chopina, jak i Możdżera, piosenki Maryli Rodowicz, a nawet zespołu Weekend.

Tancerze występujący w spektaklu nie mają łatwego zadania, ale doskonale radzą sobie z wymagającym scenariuszem – zarówno tanecznie, jak i aktorsko. Pawłowi Kozłowskiemu przypadła w udziale rola koryfeusza, inicjującego sceniczną akcję. Z kolei Wojciech Marek Kozak ujawnił swój komediowy talent, wcielając się w rolę Królowej (a tego, jak chodzi na szpilkach może mu pozazdrościć niejedna pani!). Oscar Mafa jest jak zawsze bezbłędny, a Monika Witkowska – zmienna jak kameleon, podlegająca scenicznej metamorfozie - od upadłej anielicy do kobiety owładniętej szaleństwem.

Kuźmiński dokonuje rozbioru narodowych mitów. Płynnie przechodzi przez kolejne epoki, biorąc na warsztat najbardziej charakterystyczne elementy polskiej kultury. A kiedy omawia współczesność, nie pozostawia suchej nitki na tzw. „fashion victim"– ofiarach mody, instagramowych celebrytach. Pojawia się sformułowanie, że ciało stanowi dziś markę – jakże chętnie sprzedawaną w social mediach. Mowa jest też o innych markach – etykietujących współczesnych ludzi. Neil Gaiman w powieści „Amerykańscy bogowie" pisał o bogach Mediów, Internetu, Telewizji, Bilboardów, Kart Kredytowych i Plastiku. Trawestując i nieco aktualizując jego słowa, Kuźmiński wkłada do ręki tancerzy smartfona, kubek ze Starbucksa, napój energetyzujący w puszce, będące dziś nieodłącznymi atrybutami ludzi „sukcesu", członków korpoligi.

„Plateau" to słodko-gorzki spektakl, utrzymany w konwencji humoru typowego dla Monty Pythona. Może uchodzić za obrazoburczy. To narracja typowa dla płynnej rzeczywistości i czasów postprawdy. Nawiązuje do kultury nadmiaru oraz ekstazy konsumpcyjnej i komunikacyjnej Jeana Baudrillarda. Łączy słowo i taniec, zatem stanowi przykład teatru fizycznego, znajdującego się na pograniczu teatru i tańca. Kuźmiński pokazuje, że lubi ryzykować. Wybierając taką formą artystycznego wyrazu oraz dobierając poszczególne obrazy, świadomie balansuje na krawędzi dobrego smaku. „Plateau" to kosmopolityczny bigos, dekonstruujący narodowe symbole, drwiący z wzniosłych wartości i ideałów, a przy tym okraszony brytyjskim humorem, duszony na wolnym ogniu przez ponad sto minut. Czy spektakl jest kontrowersyjny? A i owszem. Dodatkowo, uderza w czułe nuty melodii płynącej z polskiej duszy. Dlatego nie będzie podobał się każdemu, ale sztuka już tak ma, że nie musi jedynie wzruszać i uprzyjemniać. Powinna też wywoływać dyskusję

Magdalena Mikrut-Majeranek
Dziennik Teatralny Katowice
30 marca 2019

Książka tygodnia

Ksiuty z Melpomeną
vis-a-vis
Stefan Wiechecki

Trailer tygodnia

Maskarada – Międzynaro...