Kordiany czy chamy?

mówi Jerzy Stuhr

Może i jesteśmy "inni" i "lepsi", ale patrząc od strony inscenizacyjnej, jak i aktorskiej my umiemy tylko chamów grać! Tak, "chamy" nam lepiej wychodzą na ekranie. Ale cóż! Jak mówi Zanussi: kto ma zagrać inteligenta? Zapasiewicz był jeden jedyny. Nawet powiedział mi, że teraz to mnie by na to miejsce wykreował, bo liczy na mój zmieniony fizycznie wygląd - mówi Jerzy Stuhr w Gazecie Krakowskiej

Jak to jest z naszym kinem? Chcemy wierzyć, że bywa naszym portretem. Tymczasem pojawia się kolejna produkcja dziejąca się na społecznych marginesach, z ekranu leją się przekleństwa, wszyscy są wulgarni - i wtedy myślimy, że to nie my, bo my jesteśmy inni, lepsi. Jak to jest z polskim zwierciadłem na ekranie?

- Cóż powiedzieć? Może i jesteśmy "inni" i "lepsi", ale patrząc od strony inscenizacyjnej, jak i aktorskiej, to ta "polska chamówa" najlepiej nam wychodzi. My umiemy tylko chamów grać!

Przypadkowo kupiłem sobie wśród kilku DVD z filmami "Dom zły" Wojciecha Smarzowskiego. Pierwszy raz zobaczyłem ten obraz i... nigdy nie chciałbym zobaczyć go po raz drugi. A przecież to dobry film. Dobrze opowiedziany. Dobrze zagrany.

Marian Dziędziel od dzieciństwa takie postaci zna, tym bardziej dobrze zagrał. Reszta również dobra, "ugrała się" do najczarniejszej jednoznaczności i znów dostaliśmy po oczach prymitywizmem. Coś pewnie w tym jest. Ratunkiem, jeśli już musimy patrzeć na siebie od strony niskiej samooceny społecznej, byłoby to, gdyby dać bohaterowi jakąkolwiek możliwość przemiany. Zrozumienia. Wyjścia z takiej czarnej jednoznaczności. Ale wtedy byłby taki bohater odrobinę wyżej w samoświadomości. Mógłby się "odbić" od dna. Można by w tę jego przemianę uwierzyć. Byłby bardziej wyrazisty, czułby się bardziej zmobilizowany do działań. Ale to jest znacznie trudniejsze.

Nawet, jeśli wspomnieć film, o którym rozmawialiśmy niedawno, czyli "W ciemności" Agnieszki Holland, to też jej główny bohater miał być człowiekiem "z przemianą". Gdyby jednak pan Socha był odrobinę wyżej w klasie społecznej, to wtedy i jego przemiana i jego motywacje byłyby bardziej wiarygodne. Znamy takich ludzi jak Leopold Socha - ci ludzie nie mają na ogół głębokich dylematów. Raz mają, raz nie. W jedną niedzielę pójdą do kościoła, w drugą nie, bo się upiją.

Dla Agnieszki inteligencja w tym filmie, to tylko Żydzi. A Polaków z tej warstwy społecznej tam nie ma. Kolegów matematyka, profesora Banacha, tam nie ma. Ani Ingardena. I dlatego nic w tym jej bohaterze nie widać. A co jest najpiękniejsze w roli? Przełom. I to, co dzieje się po zmianie w człowieku. A jeśli tu nie ma zmiany, a w Leopoldzie Sosze tej zmiany nie ma, to możesz się natrudzić aktorsko, ale innym człowiekiem nie będziesz. I chociaż w międzyczasie dasz cichcem żydowskiemu "podopiecznemu" pieniądze, żeby "tamci nie myśleli, że jestem frajer", to pozostajesz wciąż tym samym człowiekiem i nieprawdą jest, że przeżywasz jakiś przełom.

Wybitna rola musi mieć przełom. Kieślowski mówił, że "po zmianie" to nawet inaczej chodzisz. Zmiana. Żeby dojrzewanie było widoczne. Jak Wajda mi mówił w "Hamlecie": Jak wracasz ze statku, kiedy napisałeś list, żeby Rosencrantza i Guildensterna zabić, a jeszcze zabiłeś Poloniusza - to jesteś innym człowiekiem. - Jakbym mógł, mówił Wajda - to w tym momencie wszedłby tutaj inny aktor. Od tego momentu grałby inny aktor, bo inny jest człowiek. To, co wykonał, zmieniło go.

Jako młody człowiek, robił intrygi, spektakle, "Zabójstwo Gonzagi" wystawił i patrzył, czy stryjowi zadrga powieka czy nie - normalny inteligent. A potem - to już jest inny człowiek. Wchodziłem na scenę innym krokiem, włosy miałem wytłuszczone, łysina odsłonięta, inny człowiek. W każdej roli trzeba szukać tej odmienności.

Bo będzie tak jak z Więckiewiczem: ugrasz mnóstwo przepięknych scen - a na końcu wejdziesz i powiesz: moje Żydy! No i już wiadomo, że żadnej przemiany nie było i nie ma.

Tak, "chamy" nam lepiej wychodzą na ekranie. Ale cóż! Jak mówi Zanussi: kto ma zagrać inteligenta? Zapasiewicz był jeden jedyny. Nawet powiedział mi, że teraz to mnie by na to miejsce wykreował, bo liczy na mój zmieniony fizycznie wygląd.

I pewnie, kto pierwszy to zrobi i uchwyci całkowitą w tej chwili odmienność mojej twarzy, to będzie sobie to mógł zaliczyć jako odkrycie. Ale czy tak naprawdę, inteligent w polskim kinie jest komuś potrzebny?

Maria Malatyńska
Gazeta Krakowska
18 lutego 2012
Portrety
Jerzy Stuhr

Książka tygodnia

Pokusa przebaczenia
Oficyna Literacka Noir Sur Blanc
Donna Leon

Trailer tygodnia

700. Krakowski Salon P...
Anna Dymna
W najbliższą niedzielę 23 stycznia, j...