Krótki przewodnik po apostazji

"Niewierni" - reż. Piotr Ratajczak - Teatr Łaźnia Nowa

W krakowskiej Łaźni Nowej odbyła się pierwsza premiera w ramach 5. Międzynarodowego Festiwalu Boska Komedia - "Niewierni" Piotra Rowickiego w reżyserii Piotra Ratajczaka. Spektakl jest kontynuacją warsztatów w ramach festiwalu teatru dokumentalnego SOPOT NON-FICTION, które miały miejsce na przełomie sierpnia i września. Tekst pisany od września przez Rowickiego opowiada o problemie apostazji.

"Apostazja jest jawnym i formalnym odrzuceniem wiary chrześcijańskiej, skutkującym odłączeniem się od wspólnoty Kościoła." - informuje program. Spektakl Ratajczaka jest zbiorową wypowiedzią siedmiu aktorów, którzy wcielają się w postacie, które opowiadają swoje doświadczenia, które zaprowadziły je do dokonania aktu apostazji. Każda postać ma swoją historię, w opowiedzeniu której pomaga jej reszta zespołu, wcielając się w bohaterów opowieści.

Taksówkarz Zbyszek z Tłuszcza (Paweł Pabisiak) jest osobą aktywną społecznie - każdy go zna, każdy w jakimś stopniu podziwia. To właśnie on, jako pierwszy w swojej małej mieścinie ma odwagę powiedzieć księdzu, że denerwuje go jego czarna limuzyna, podczas gdy parafianie nie mają za co żyć; to właśnie on, jako pierwszy w Tłuszczu chce dokonać aktu apostazji - napotyka opór kościoła, więc sprawa trafia do sądów, pnąc się po szczeblach kolejnych instancji, żeby ostatecznie wylądować w Strasburgu. Dopiero wtedy, miejscowy proboszcz pokornieje i przestaje utrudniać dalsze formalności.

Magda (Izabela Gwizdak) jest dziewczyną poczętą metodą in vitro. Dowiaduje się o tym dopiero w wieku 16 lat. Z kościoła wypisuje się, ponieważ nie chce mieć nic wspólnego z instytucją, która nazywa ją potworem a jej rodziców mordercami. Prywatnie jest głęboko wierząca.

Jasiek z Jasienicy (Tomasz Pisarek) od małego boi się wszystkiego: ciemności, burzy, psów, księdza Pomimo tego zostaje ministrantem, bo namówił go kolega. Problem zaczyna się w momencie, kiedy chłopak podczas mszy za każdym razem mdleje na odgłos dzwonków kościelnych, ma koszmary i moczy się w nocy. Matka i ksiądz chcą go egzorcyzmować, natomiast psychiatra stwierdza nerwicę i odradza chodzenie do kościoła. W skrajności nerwicy popada też w nadgorliwość i modli kilka godzin dziennie. Dopiero, kiedy Jasiek wyprowadza się od matki do Wrocławia, w pełni może oddychać - nikt nie gani go, że nie chodzi na niedzielne msze. Problemy wracają jednak jako natręctwo, kiedy jego dziewczyna nie zdjęła podczas stosunku krzyżyka z szyi Po drastycznych zajściach rozstają się. Jasiek wraca do rodzinnej wsi, żeby raz na zawsze zerwać związki z kościołem i dokonać apostazji. Jednak jego paranoja nie ma końca, bo do obiektów sakralnych (jakiekolwiek wyznania) nie wchodzi nawet, kiedy jest na wycieczce.

Maria (Joanna Król) jest lekarką na oddziale onkologii dziecięcej. Skończyła studia, których wymagała od niej rodzina i rozpoczęła pracę w zawodzie. Kiedy umierają kolejni jej pacjenci, Maria nie może odnaleźć się w domu, nie może jeść, spać - ukojenie po powrocie z "umieralni" przynosi jej tylko alkohol. W pracy jest ulubioną lekarką maluchów, którzy grają z nią w karty, a rodziny znajdują silne oparcie. Odchodzi od wiary, od kościoła, bo nie widzi na horyzoncie niczego.
Kolejną bohaterką jest gwiazda telewizyjna Katarzyna (Barbara Kurzaj), która uwielbia stawiać siebie w centrum uwagi. Wszędzie, gdzie tylko mogłoby przynieść jej to profity, pojawia się i firmuje to swoją twarzą. Dla niej apostazja jest tylko kolejnym krokiem, żeby o niej mówiono. Nie można odmówić jej wysiłku, bo długo pracowała na swoją pozycję, jednak, kiedy mówi o sobie, że jest wiarygodna, można tylko unieść brwi z niesmakiem, bo opowiada o tym, jak w dzieciństwie molestował ją w zakrystii ksiądz, podczas, gdy ktoś jej taki monolog napisał.

Szymon (Przemysław Chojęta) przedstawia się jako pracownik największej na świecie korporacji, że nie ma prywatności (bo nie było jej w umowie), dodając na koniec, że jest księdzem. Ale jest księdzem, który przeżywa ogromny kryzys. W swojej posłudze kapłańskiej czuje się bardzo samotny, mimo że jest ulubieńcem parafian i biskupa, który wysyła go na naukę do Watykanu. Jednak Szymon z nauki wraca, ukrywając odkryte w wielkim mieście skłonności homoseksualne. Wmawia sobie, że jest stworzony do życia w celibacie, jednak nie jest w stanie utrzymać żądzy na wodzy. Po skandalu występuje z kościoła.

Ostatnim bohaterem jest kontrowersyjny artysta Marek (Dariusz Fodczuk), który do krzyża przybija genitalia, wbiega w pochód Bożego Ciała w stroju motyla itp. Można powiedzieć, że jest celebrytą. Szuka okazji, żeby o nim mówiono, ale robi to po to, żeby zmienić mentalność ludzi w kraju, którzy za obrazę kościoła ciskają w jego okna kamieniami. Występuje z kościoła, uznając to za SACROPERFORMANS.

Te historie opowiadane są z dużą dozą dowcipu, w której cały zespół przysłowiowo puszcza oczko, że apostazja dla każdego jest czym innym: jedni dokonują jej pod wpływem mody, inni po głębokich przemyśleniach. Chociaż spektakl jest bardzo dynamiczny, przeplatany głośną muzyką, topornymi dowcipami i karykaturami postaci, ma też momenty porażające. Taki właśnie jest fragment należący do Joanny Król (lekarki), kiedy umierają kolejne dzieci - reżyser rozwiązał to symbolicznie, przez siadanie tyłem do widowni po odśpiewaniu rymowanek. Fenomenalnie ogląda się to widowisko - nie ma dłużyzn, opowieści wciągają, obrazy sceniczne czasem są parodią dzieł kultury z kręgu chrześcijańskiego (Jezus, Maryja, święci) - wygięcia (ekstazy) i pozy, miny. Aktorstwo jest na najwyższym poziomie - narracja opowiadań wciąga i nie jest naiwna, choć nie ma też głębokich studiów psychologicznych. Chciałoby się kogoś wyróżnić, ale wszyscy kreują wiarygodne i przyciągające uwagę postaci.

Przestrzeń wyznaczona jest przez surowość szarych ścian. Przez całą scenę aż do wyjścia dla widowni ciągnie się długi czerwony dywan we wzory. Naprzeciwko publiczności stoją dwie kolumny czterech ław - tak jak w kościele. Ołtarz imitowany jest podświetlanym kwadracikiem. Jest to o tyle przejmujące, że odczuwa się transcendentną pustkę.

W muzyce wykorzystano klisze popkultury: oprócz włoskich serenad, była też muzyka klubowa (w najsubtelniejszej wersji), Tina Turner, i rockowe kawałki. Całość uzupełniała warstwa dźwiękowa, nawiązująca do muzyki kościelnej: śpiewane litanie, koncert organowy i parodie pieśni.

"Niewierni" w reżyserii Piotra Ratajczaka to bez dwóch zdań spektakl obrazoburczy, który może wywołać burzę i ataki ze strony kościoła, jednak trzeba pamiętać, że są to prywatne wypowiedzi artystów, w których nie ma nic narzucającego się, co mogłoby być imperatywem do podobnych poglądów. Reżyser i dramaturg znaleźli złoty środek na dobry, śmieszny i poruszający spektakl, który odważnie zabiera głos w trudnej dyskusji na bardzo trudnym polskim gruncie. Trzeba twórcom przyznać, że nie dokonali też jednoznacznej oceny tego zjawiska, co odsuwa poniekąd wszelkie zarzuty ideologiczne. Nie drażni też szkicowość całości - wręcz przeciwnie, dzięki temu wszystko staje się o wiele bardziej przejrzyste.

Myślę, że to może być czarny koń tegorocznej Boskiej Komedii.

 

Tomasz Kaczorowski
www.tomaszkaczorowski.blogspot.com
12 listopada 2012

Książka tygodnia

Trailer tygodnia

Proces
Pia Partum
19 stycznia 2019 roku na scenie pojaw...