Krwawa i śmieszna zarazem historia o władzy, mediach i wampirach

"Klątwa, odcinki z czasu beznadziei. E01: Don't mess with Jesus " - reż. Monika Strzępka - Teatr Łaźnia Nowa w Krakowie i Teatr IMKA w Warszawie

"Klątwa, odcinki z czasu beznadziei" to spektakl, który rozpoczyna się jak typowy film Alfreda Hitchcocka - najpierw jest trzęsienie ziemi, a potem napięcie rośnie. Jest intensywnie i emocjonalnie. To przedstawienie, które definiuje nas Polaków - powątpiewających w słuszność idei demokracji, zaplątanych w historię, otumanionych religią.

Można się domyślić, że powrót tytułu na scenę, po prawie dwóch latach nieobecności, nie jest przypadkowy. To znakomity komentarz do obecnych wydarzeń społeczno-politycznych. Może się wydawać, że scenariusz został napisany kilka tygodni temu. W 2014 roku, gdy spektakl powstał, również był trafną ilustracją polskiej codzienności. Swoją drogą to ciekawe, czy gdyby był prezentowany za dekadę bądź dwie, powiedzielibyśmy to samo. Być może tak. Może groteska i abstrakcja są wpisane w nasz krajobraz dziejowy.

"E01: Don't mess with Jesus" to pierwszy z trzech odcinków serialu teatralnego "Klątwa, odcinki z czasu beznadziei". Akcja jest szybka i zaskakująca, niekiedy zabawnie surrealistyczna. Kraj traci w dziwnych okolicznościach władzę parlamentarną. Niemal wszyscy posłowie giną w często ośmieszających ich okolicznościach. Społeczeństwo reaguje wyjściem na ulice z transparentami o treści "Nareszcie!". Początkowa radość przemienia się w popłoch i dezorientację. W wyniku zaistniałej sytuacji prezydent planuje uciekać do Rumunii. Tymczasem potomek kamieniczników, niewiele sobie robiąc z dziejowego zwrotu akcji, wytrwale odzyskuje rodzinne nieruchomości, szykując się do "sabatu dobrych rodzin". Podczas gdy media, których symbolicznych ucieleśnieniem jest postać temperamentnej dziennikarki, próbują znaleźć odpowiednią narrację do zaistniałych wydarzeń, staje się coś, co zupełnie je przyćmiewa. Zstępuje z nieba Jezus Chrystus. A to jest dopiero początek spektaklu...

Obsada jest znakomita. Aktorzy grają wybitnie. Udało im się ożywić karykaturalne postaci z dramatu Demirskiego. Każde pojawienie się na scenie Jezusa granego przez Dobromira Dymeckiego robi wrażenie. Aktor ma charyzmę. Dymecki przeraża, jednocześnie budząc pożądany respekt. Paweł Tomaszewski każdym gestem i spojrzeniem buduje z kolei postać kamienicznika. Gdy niemiłosierny Jezus karze go krótką wizytą w piekle - jego cierpienie wydaje się nie do zniesienia. Wijące się z bólu ciało, spazmatyczne wstrząsy, wykrzywiona twarz - te obrazy na długo pozostają w pamięci. Urzekła mnie też postać żony redaktora - Alona Szostak przekonuje talentem aktorskim i głosem. A jeszcze należałoby tu wspomnieć o wyjątkowej kreacji Anny Kłos-Kleszczewskiej. Osiąga mistrzostwo w scenach, gdy w ciele jej bohaterki - dziennikarki, przypominającej stylem bycia Monikę Olejnik, pojawia się duch posłanki Pawłowicz.

Fani duetu Strzępka-Demirski zapewne nie będą zaskoczeni zastosowanymi przez nich rozwiązaniami. Tak, jak w wielu ich spektaklach i tu mamy do czynienia z rozkrzyczanymi bohaterami, szybkim tempem akcji, absurdalnym humorem i wielością płaszczyzn czasowych. Łatwo się zgubić w tym gąszczu i jednocześnie trudno przywiązać do bohaterów. Mimo to, czekam niecierpliwie na kolejną część - bo co by nie mówić, jedno trzeba twórcom oddać - punktują polskie słabości bez litości i ogląda się to z masochistyczną satysfakcją.

Joanna Kwiatkowska
Teatr dla Was
23 marca 2016

Książka tygodnia

Ale musicale! Złote stulecie 1918-2018
Wydawnictwo Marginesy
Daniel Wyszogrodzki

Trailer tygodnia