Krytyka krytyki - "Irydion 13"

"Irydion" - reż. Andrzej Seweryn - Teatr Polski w Warszawie

Nie będzie w tym wiele z oryginalności, jeżeli stwierdzę, że Teatr Polski w Warszawie zaskoczył wszystkich spektaklem Irydion Zygmunta Krasińskiego. Nie będzie też żadnym odkryciem kolejne stwierdzenie, że krytyka teatralna nie potrafi sobie merytorycznie poradzić[1] z tym spektaklem. Niektórzy krytycy słownikowo rozumieją określenie "krytyka teatralna" - z naciskiem na słowo "krytyka" - i stąd zapewne bierze się ich nieporadność i niefachowość, bo albo krytycy referują treść Irydiona, którą widz i tak zna, albo wyśmiewają pompatyczne słowa, patriotyzm i wielkie gesty, albo posądzają reżysera spektaklu o sprytny zabieg marketingowy.

Kiedy Andrzej Seweryn czyta słowa Maurycego Mochnackiego, jeden z krytyków, Aneta Kyzioł, ocenia to następująco:

Zaczyna [Seweryn - R.B.] sprytnie: przed wyreżyserowanym przez siebie spektaklem czyta słowa Maurycego Mochnackiego o koszmarnym guście stołecznych widzów. Konkluzja jest oczywista: jeśli komuś nie spodoba się "Irydion" Seweryna, wpisze się w obraz nakreślony przez Mochnackiego. Dowodem naszego dobrego gustu będzie oklaskiwanie przypowieści o niszczącej sile zemsty i ocalającej sile miłości[2].

Jak stwierdza Bartłomiej Miernik:

Warsztatowo to naprawdę bardzo dobry spektakl. Wypieszczono każdy detal. Od artykułowania, impostacji głosów aktorskich dobiegających z głębi sceny a słyszanych w XIII rzędzie, gdzie siedziałem, przez kompozycję przestrzeni, warstwę muzyczną, kostium, choreografię. Taki modelowy spektakl, by opisać go punktami Patrice Pavisa, interpretować na zajęciach warsztatowych z pisania recenzji. Każdy element lśni precyzją[3].

Dodając po chwili:

Co z tego, skoro tekst Krasińskiego kompletnie nie przemawia. Nie zachwyca. Nie dialogujemy: ja i on. I Rzym wcale nie staje się bliższy dzięki współpracownikom Seweryna. Jest bardzo daleki, podobnie jak problemy tego dramatu[4].

Paweł Goźliński, autor książki o dramaturgii Juliusza Słowackiego Bóg Aktor: romantyczny teatr świata, przyznaje, że ze spektaklu nie zrozumiał nic (i że nie był w tym osamotniony):

Zapytałem znaną aktorkę, która z wieloma reżyserami współpracowała i niejedno w teatrze przeżyła, co zrozumiała z Irydiona, którego Andrzej Seweryn wystawił w poniedziałek na 100-lecie Teatru Polskiego w Warszawie. Odpowiedziała: "Tyle, że tu są nasi, a tam są Ruscy". Nieźle, jak na trzy godziny obcowania ze zrytmizowaną prozą Trzeciego Wieszcza. Ja nie zrozumiałem nic, chociaż naprawdę się starałem pojąć, po co tekst Krasińskiego został wywleczony na scenę[5].

Argumentacja Goźlińskiego dowodzi tylko tego, że ktoś czegoś z jakiegoś powodu nie zrozumiał. Nieumiejętność rozumienia nie może być jednak kryterium wartościującym sztuki teatru - chyba, że mamy do czynienia z krytyką naiwną[6].

W przypadku Irydiona pojawia się problem dotyczący nie samej sztuki, ale merytorycznych kompetencji krytyków teatralnych, którzy nie potrafią połączyć wiedzy teoretycznej z praktyką.

Czyżby Irydion okazał, że Wielka Reforma Teatralna (WRT)[7] jest mitem i krytyka teatralna XXI wieku w Warszawie nic o WRT nie wie, lub wiedzieć nie chce. Do zajęcia takiego stanowiska przekonuje mnie to, że na przykład Miernik i Goźliński odwołują się do tekstu dramatycznego, czyli do dzieła literackiego, a nie do sztuki widowiskowej, czyli do dzieła sztuki teatralnej. Zdaniem Miernika sztuka teatralna Irydion jest "modelowym spektaklem", ale nie ma to większego znaczenia, ponieważ dzieło literackie ("tekst Krasińskiego") do Miernika nie przemawia. Skąd zatem wiadomo, że Irydion jest modelowym spektaklem? Zapewne stąd, że istnieją jakieś inne wartości, które o tym Miernika przekonują. Dlaczego jednak zamiast dzieła sztuki teatralnej Miernik ocenia dzieło sztuki literackiej, w dodatku koncentrując się nie na literackości (Roman Jakobson)[8].

Podobnie uważa Goźliński: "() chociaż naprawdę się starałem pojąć, po co tekst Krasińskiego został wywleczony na scenę ()". Wyjaśniam: "Tekst" Krasińskiego został wywleczony na scenę, ponieważ to dramat, dramat zaś znaczy tu tyle, co utwór sztuki literackiej pisany dialogiem, który to utwór (teoretycznie) przeznaczony jest do wystawy scenicznej.

Do czego jednak właściwie zmierza Goźliński? Czy nawiązuje do sporu o Kordiana Juliusza Słowackiego? Czy chce wrócić do anachronicznej dyskusji o niezależności sztuki teatru? Czy chodzi mu o wiedzę ekspercką?

Podsumowując, odnoszę wrażenie, że skoro krytyk teatralny nie mógł "przyczepić się" do wystawy scenicznej spektaklu, to skoncentrował się na tekście sztuki literackiej. Tu zaś powstaje pewna osobliwość, ponieważ ani jednego, ani drugiego nie zanalizowano właściwie.

Jeżeli krytyk teatralny stwierdza, że sztuka jest modelowa, to wnioskuję, że posiada jakąś sensowną metodologię, która może wykazać tę modelowość. Oznacza to, że krytyk wyróżnia widowisko teatralne jako byt niezależny. Jeżeli krytyk stwierdza następnie, że tekst Krasińskiego jest nieczytelny i że do niego nie przemawia, to wnioskuję, że krytyk teatralny stał się krytykiem literackim - który jednak najwyraźniej nie rozumie historii literatury czy w ogóle literaturoznawstwa, skoro przez pryzmat widowiska teatralnego ocenia dzieło literackie. Obie oceny są niewłaściwe.

Co ze spektaklem?

Spektakl pokazał nie tylko znakomitą reżyserię Seweryna, ale objawił także teatralną perłę, jaką bez wątpienia w tym spektaklu jest interpretacja aktorska Irydiona Krzysztofa Kwiatkowskiego

"Cóż to jednak za perła"? - będą pytać krytycy teatralni, snując domysły, kto kogo dźwiga: Kwiatkowski Irydiona, czy Irydion Kwiatkowskiego, skoro role filmowe tego aktora są mało obiecujące.

I będą mieli rację. Po pierwsze, dawno już na scenach teatrów w Warszawie nie grano czegoś tak wyjątkowego. Przypomnę, że warszawska publiczność widziała już rozmaite cuda w postaci najróżniejszych adaptacji - czy, mówiąc współcześnie: "teatralnych coverów" - na przykład ociężałego Dona Lockwooda (Dariusz Kordek)[9], czy męczącego Allana Felixa (Kuba Wojewódzki)[10]. Po drugie, Kwiatkowski to aktor istotnie teatralny, a nie filmowy.

Irydion w Teatrze Polskim nie jest spektaklem dla widza nieprzygotowanego. Irydion to "Hieronim, Tamerlan, Faust, Barabasz, i oczywiście Henryk VI"[11].

Wielkość teatru polskiego to wielkość krytyki teatralnej, która czasem powinna patrzeć na spektakl teatralny w oderwaniu od JA-krytyk (celebryta) - "Moim zdaniem Irydion w Teatrze Polskim to". Nikogo przecież nie interesuje osobista opinia krytyka. Publiczność teatralną interesuje sztuka teatru, zaś krytyk teatralny powinien w sensowny sposób ową sztukę teatru opiniować.

[1] Zob. Aneta Kyzioł, Irydion Seweryna, Polityka.pl, [http://www.polityka.pl/kultura/teatr/1535185,1,recenzja-spektaklu-irydion-rez-andrzej-seweryn.read], Bartłomiej Miernik, Irydion, [http://miernikteatru.blogspot.com/2013/02/irydion-rez-andrzej-seweryn.html]; Krzysztof Majcherek, Jeszcze w sprawie Irydiona, E-teatr.pl, [http://www.e-teatr.pl/en/artykuly/155271.html]; Krzysztof Varga, Moja konserwa, czyli chcę dramatu narodowego, Wyborcza.pl, [http://wyborcza.pl/duzyformat/1,130905,13352844,Moja_konserwa_czyli_chce_dramatu_narodowego.html]; Paweł Goźliński, Po premierze Irydiona w Teatrze Polskim. Romantyzm jako literatura obca, [http://wyborcza.pl/1,76842,13322959,Po_premierze__Irydiona__w_Teatrze_Polskim__Romantyzm.html].

[2]A.Kyzioł,[http://www.polityka.pl/kultura/teatr/1535185,1,recenzja-spektaklu-irydion-rez-andrzej-seweryn.read].

[3] B. Miernik, [http://miernikteatru.blogspot.com/2013/02/irydion-rez-andrzej-seweryn.html]. Podkreślenie R.B.

[4] B. Miernik, [http://miernikteatru.blogspot.com/2013/02/irydion-rez-andrzej-seweryn.html].

[5] P. Goźliński, [http://wyborcza.pl/1,76842,13322959,Po_premierze__Irydiona__w_Teatrze_Polskim__Romantyzm.html#ixzz2KxD8WNun].

[6] Przez krytykę naiwną rozumiem krytykę, która w sposób potoczny, psychologiczny i relatywistyczne traktuje dzieło sztuki, które poddaje ocenie, tu najważniejsze nie jest dzieło sztuki samo w sobie, lecz ambicja, osobowość, czy celebrytyzm krytyka.

[7] Wielka Reforma Teatralna. Etap I 1890-1914: reforma gry aktorskiej, odejście od gwiazdorstwa i sztampy na rzecz gry zespołowej; ważna rola reżysera; inne metody przygotowania aktora do roli (interpretacja aktorska), itd. Więcej zobacz: Przeciw konwencjom. "Antologia tekstów o teatrze polskim i obcym". Red. Marta Fik. Warszawa 1995; Braun Kazimierz, Wielka Reforma Teatru w Europie: ludzie - idee - zdarzenia, Wrocław 1984.

[8] "Przedmiotem nauki o literaturze nie jest literatura, ale literackość, to znaczy to, co czyni dany utwór dziełem literackim." Roman Jacobson, za Zofią Mitosek, Teorie badań literackich, Warszawa 1995, s. 224.

[9] "Deszczowa piosenka", Teatr Roma, reż. W. Kępczyński.

[10] "Zagraj to jeszcze raz", Sam, Teatr 6. piętro, reż. E. Korin.

[11] Kwestia z filmu "Shakespeare in Love" ("Zakochany Szekspir"), reż. John Madden (1998).

Robert Boroch
Teatr dla Was
19 lutego 2013

Książka tygodnia

Ale musicale! Złote stulecie 1918-2018
Wydawnictwo Marginesy
Daniel Wyszogrodzki

Trailer tygodnia