Krytyka martyrologii

"Wesele" - reż. Wawrzyniec Kostrzewski - Teatr Telewizji Polskiej

W teatrze ważny jest kontekst, dlatego warto pamiętać, że decyzja o wystawieniu "Wesela" w reżyserii Wawrzyńca Kostrzewskiego w publicznej telewizji zapadła, gdy na afiszu Narodowego Starego Teatru było najgłośniejsze "Wesele" ostatnich lat - Jana Klaty.

Utytułowany reżyser i dyrektor był jednak solą w oku krakowskiej prawicy. Na kilka dni przed premierą prosto z prób został wezwany do resortu kultury na dyrektorski konkurs. Przegrał rywalizację o dyrekcję z kontrowersyjnym wybrańcem ministra Glińskiego Markiem Mikosem. Dało to zastanawiający efekt, gdy "Wesele" Klaty zwyciężyło konkurs "Klasyka żywa". Wskazało je jury powołane przez ministra, który Klatę odwołał. "Teatr mój widzę ogromny" - mógł powiedzieć za Wyspiańskim minister Gliński.

Teatr TV nie miał obowiązku pokazania "Wesela" Klaty, choć gra w nim zespół narodowego teatru w rozkwicie, m.in. Anna Dymna, Anna Radwan, Jan Peszek. W ocenie inscenizacji Kostrzewskiego ważne jest to, że zadbał, by jego "Wesele" choć na chwilę sprawiło, że TVP jest publiczna, a nie PiS. Bohaterem spektaklu jest cały naród z jego barwami i wadami. Początek wypada dobrze. Bronowicka chata jest też fotograficznym atelier. Wszyscy bohaterowie, stając przed aparatem, potwierdzają, że z rodziną wychodzi się dobrze tylko na zdjęciu. Już przy stole Radczyni (Agnieszka Suchora) nie kryje wyższości nad Kliminą (Ewa K. Bułhak), która pokpiwa z braku wiedzy "elit" o życiu na wsi. Poeta (Piotr Adamczyk) stara się zabić nudę konwersacją z Maryną (Agata Różycka), a ta nie kryje tego, co sądzi o salonowych grach.

Kostrzewski znakomicie poprowadził wierszowane dialogi, wydobył ich muzyczność. Napięcie rośnie, gdy siada przy stole Ojciec (Piotr Cyrwus). Bez skrupułów mówi Pannie Młodej, że wzięła odpowiedzialność za swoje życie. Trudno dostrzec w miotających groźby spojrzeniach akceptację dla mezaliansu. Czujemy emocje podczas rozmowy Księdza (Tomasz Sapryk) z Żydem (Jerzy Schejbal), który nie zapłacił czynszu z gospody, bo dłużni są mu chłopi. Nie płacą, bo drożyznę wywołał wysoki czynsz. Krąg się zamyka, mamy pierwszy chocholi taniec, podkreślony antysemickimi krzykami Czepca (Michał Czernecki). Niestety, dramaturgia opada, gdy pojawia się Olga Sarzyńska w roli Racheli. Biorąc pod uwagę, że na planie jest świetna Dominika Kluźniak w epizodzie, reżyser popełnił ewidentny błąd obsadowy.

Andrzej Wajda, pracując nad filmowym "Weselem", uzyskał efekt "rozśpiewanej chaty" z widmami - tworząc efekt tłoku oparty na zbliżeniach. Kostrzewskiemu dramaturgiczna bańka pęka, gdy z chaty bohaterowie przenoszą się w monumentalną przestrzeń narodowych pamiątek. Jest tu pomnik Chrystusa z krzyżem z Krakowskiego Przedmieścia i schody smoleńskie z placu Piłsudskiego. Zbliżenia pokazują, że symbole uwikłania Polaków w martyrologię są gipsową taniochą. Może ma to mieć krytyczny wydźwięk, ale tworzy aurę kiczu, tak jak Wernyhora (Daniel Olbrychski) na białym koniu. A doświadczeni aktorzy Narodowego: Mariusz Bonaszewski (Stańczyk) i Grzegorz Małecki (Gospodarz), grają pretensjonalnie. Z Tomasza Schuchardta (Dziennikarz) uszło powietrze. Jest po "Weselu" na długo przed finałem. Koturnowo wypada też ostatnia scena, gdy bohaterowie zapatrzeni nie wiadomo gdzie stają jak armia błędnych rycerzy. Z kolei kostium Chochoła (Halina Łabonarska), który przypomina mumię w szarym błocie - jest z thrillera klasy C. Szkoda, bo choć to detale, ostatecznie obniżają poziom całości. Miało być wspaniale, a wyszło lekko poniżej oczekiwań, choć trzeba przypomnieć, że poprzeczka została zawieszona wysoko. "Wesele" Klaty było znakomite, dlatego może je także warto zarejestrować?

Jacek Cieślak
Rzeczpospolita
20 lutego 2019

Książka tygodnia

Ze szczytów Alp…Dramat i teatr szwajcarski w XX i XXI wieku
Wydawnictwo Uniwerystetu Łódzkiego
Karolina Sidowska, Monika Wąsik

Trailer tygodnia

Kto ukradł jutro?
Olga Ptak
Dlaczego wydałam tę książkę? Bo do ...