Krzyk istnień

"Krzyczcie, Chiny!" - reż. Paweł Łysak - Teatr Powszechny w Warszawie

„Krzyczcie Chiny" Sergiusza Tretiakowa dotyka tematu powszechnej niesprawiedliwości oraz postępującego rozwarstwienia społecznego. Bunt przewoźników w porcie chińskim przeciwko angielskim eksploratorom, będący tematem przewodnim sztuki, jest rozpatrywany przez autora na różnych płaszczyznach: historycznej, kulturowej, światopoglądowej. Wyzysk fizyczny i ekonomiczny oraz uwłaczające akty dzieciobójstwa to zjawiska, które nagminnie występowały w Chinach.

Prapremiera sztuki Tretiakowa miała miejsce w roku 1932 we Lwowie. Reżyserował ją Leon Schiller. Zdaniem Pawła Łysaka, który również postanowił zająć się tym tekstem, lwowski spektakl został przyjęty entuzjastycznie i zyskał wielu zwolenników. Wśród nich byli robotnicy zakładów włókienniczych z Łodzi, którzy utożsamiali się z nękanymi chińskimi kulisami. Jednocześnie został ostro skrytykowany przez środowisko konserwatystów. Schiller został oskarżony o rozpowszechnianie antypolskich poglądów, za co nawet przebywał w więzieniu.

Domeną Teatru Powszechnego we Warszawie, którego motto brzmi: „Teatr, który się wtrąca", jest poruszanie kontrowersyjnych tematów i poddawanie ich wnikliwej analizie na różnych płaszczyznach. Jednakże spektakl Łysaka, mimo trudnej tematyki, nie wywołuje takich dyskusji, jak za czasów Leona Schillera. Tematyka nierówności klasowych poruszana po raz kolejny, nie zmusza już do tak emocjonalnych opinii jak po prapremierze.

Sztuka Tretiakowa opowiada o przedstawicielu firmy handlowej, który prowadzi w Chinach interesy, wypada z łódki przewoźnika i topi się. Dowódca kanonierki, będący w europejskim zarządzie, w odwecie za śmierć handlowca żąda zabicia dwóch kulisów, co jest jawną niesprawiedliwością.

To rodzi pytania. O kondycję Europy, stosunki międzynarodowe i międzyludzkie. Tekst porusza zatem wciąż aktualne problemy, z którymi obecnie zmaga się Europa. Pośrednio spektakl dotyka również takich zjawisk, jak: umowy śmieciowe, które dają lepszą pozycję pracodawcy aniżeli pracownikowi, praca za zbyt niskie stawki oraz zaniedbania w prawach pracownika, który o szacunku, awansach i godziwych warunkach pracy może jedynie pomarzyć.

„Krzyczcie Chiny" jest wyrazem buntu wobec takich prawideł. Spektakl nie tylko pokazuje znieczulicę, rozwarstwienie, walkę klas, ksenofobię, ale także zadaje pytania i zmusza do refleksji, gdyż nigdy nie wiadomo, kto ostatni będzie pił szampana. W warstwie inscenizacyjnej przedstawienie przygotowane zostało, jako rodzaj rozbudowanego performance, 'u, który dąży do zaskoczenia publiczności.

Inscenizacja jest rodzajem dialogu. Duża scena jest zaaranżowana w nieco odmienny sposób niż zwykle, a przedstawienie odegrane jest lekko groteskowo. W pierwszej połowie spektaklu dominują etiudy obrazujące nieludzką pracę i fatalne traktowanie chińskich kulisów przez pracodawcę. W drugiej części napięcie jest dozowane, pojawia się widmo śmierci oraz ukazane są losy niewinnych ofiar. Łysak stosuje nietypowe środki, by zaangażować widzów emocjonalnie: feeria świateł, grany na żywo koncert momentami zagłuszający dialogi a także prawdziwy kanał pełen wody, w którym w jednej ze scen topiona jest Chinka, na pewno zostaną zapamiętane przez widzów. Czy jednak pozytywnie? Moim zdaniem, tak drastycznej sceny jak ta ostatnia można było uniknąć, ponieważ jest pełna tak brutalnej przemocy, że budzi niesmak, ogromne współczucie i wielką troskę o samopoczucie aktorki. Interesującym zabiegiem jest ubranie aktorów w żółte maski, co ma wzbudzać w widzach rodzaj ksenofobicznej niechęci. Za scenografię i kostiumy odpowiedzialna jest Barbara Hanicka.

Michał Jarmicki w roli podstarzałej otyłej Chinki, wyjątkowo groźnie zobrazował stręczycielstwo. Dwóch kulisów (Michał Czachor i Mateusz Łaskowski) oraz Jacek Beler (rewolucyjny agitator) również wypadli bardzo dobrze. Potrafili wiarygodnie przedstawić ciężką sytuację sponiewieranych i tragicznie wynagradzanych ludzi.

"Od Chińczyka Pan nie weźmie?" - zapytuje Czachor, chodząc między rzędami i częstując widzów szampanem w ostatnich minutach spektaklu. Scena podawania szampana wywołuje konsternację, część obecnych wznosi toast za białą rasę, inni zdegustowani odstawiają kieliszek, gdyż nie każdy chce pić szampana ze sztucznie wzbudzanymi wyrzutami sumienia.

 

Kinga Woźniak
Dziennik Teatralny Warszawa
12 stycznia 2016
Portrety
Paweł Łysak

Książka tygodnia

Sztuka aktorska Aleksandry Śląskiej
Uniwersytet Gdański
Marta Cebera

Trailer tygodnia