Krzyki, gwałty, śmierć i zakrwawione kilty

"Makbet" - reż. Agata Duda-Gracz - Teatr Muzyczny Capitol

Potężna i dostojna Hekate pod postacią anioła śmierci wolno kroczy przez szkockie pola bitwy, spogląda mimowolnie na rozrzucone dookoła ciała kobiet i mężczyzn, a na ustach niesie wczesnośredniowieczną pieśń celtycką. Powoli i nie ubłagalnie zbliża się do widowni. Agata Duda-Gracz zdaje się nie mieć złudzeń. Światem rządzi przeznaczenie, a przeznaczeniem rządzi królowa wiedźm - uosobienie śmierci.

W „Makbecie" we wrocławskim Capitolu nie zobaczymy rządnego władzy Makbeta i jego krwiożerczej, szalonej małżonki, rzucających się ze sztyletami na spokojnie śpiącego, niewinnego króla Duncana. Zamiast tego szkocki monarcha okaże się samowolnym tyranem, nie lepszym od Makbeta. Lady Makbet zostanie zgwałcona przez króla nim splami swoje ręce krwią, a Makbet z kolei, pasywny, siedzący cały spektakl w jednym miejscu, nie czyniąc nic, a jedynie naiwnie podążając za przepowiednią wiedźm, dokona spisku przeciwko Duncanowi, wytnie w pień pół Szkocji aż sam w końcu zginie z ręki idioty. „Makbet" Dudy-Gracz zachwyca, bo pozostaje wierny Shakespeare'owi, nie będąc jedynie czarno-białą moralizującą historią. A do takiego, mam wrażenie, Barda ze Stratfordu przywykliśmy - do uproszczonego, naiwnego i jednoznacznego moralizatora, podczas gdy w Świat ukazany na scenie Capitolu nakreślony jest w odcieniach szarości. Co prawda bardzo ciemnych, niemalże zbliżonych do czerni, ale w dalszym ciągu pozostających odcieniami szarości. Bohaterowie zostali w większości ukazani jako podli ludzie. Nawet niewinne dziecko jak na przykład syn Banquo'a - przepowiedziany przez wiedźmy jako przyszły król Szkocji - zapewne w końcu splamiony zostanie krwią i tyranią.

U Dudy-Gracz tyrania to władza, a władza to nie tylko król, lecz każdy, kto ma wystarczająco siły - zarówno fizycznej jak i psychicznej - by stłamsić drugiego. Tyranami zatem są wojownicy, którzy mordują i gwałcą wszystko, co spotkają na swojej drodze. Tyranem jest Makbet, bo w obawie przed swoim życiem zleca kolejne zabójstwa. Tyranem jest i Lady Makbet, początkowo podżegająca swojego męża do dokonania mordu, finalnie jednak kończąca jego dzieło. A może ona tyranem nie jest? Przecież jedynie mści się na swoim oprawcy - taka zemsta w świecie, w którym żyje, jest jedynie kroplą w morzu krwi przelewanej każdego dnia. Reżyserka jedynie stawia pytania. Ocenę zostawia subiektywnemu odczuciu widza. Zło, zresztą jak wszystko inne, bywa relatywne.

Spektaklowi towarzyszy przede wszystkim atmosfera grozy i tajemnicy. Nie brak jednak, jak na świat rządzony przeznaczeniem przystało, poczucia ironicznego absurdu. Duda-Gracz powtarza za Makbetem - jeśli brak nam wolnej woli, życie nasze jest jedynie powieścią idioty, głośną, wrzaskliwą, a nic nieznaczącą. Stąd innowacyjny pomysł na ukazania Malcolma jako zniewieściałego kretyna, który Makbeta pokonał tylko dlatego, bo wymyślił równie kretyński pomysł, by jego żołnierze nieśli ze sobą gałęzie z pobliskiego lasu. Makbet ginie, a Hekate zwraca swój wzrok na niepozornego Malcolma. Spektakl się nie kończy, aktorzy na scenie zostają, póki widzowie nie opuszczą widowni. Powieść idioty zatacza wieczne koło.

Wrocławski „Makbet" to nie tylko wysokiej wartości doświadczenie intelektualne. Estetyka nie ustępuje treści merytorycznej dzieła. Reżyserka tworzy monumentalne, pełne dynamiki kompozycje. Sceny grupowe zaskakują swoją pomysłowością i przewrotnością, wpisując się pierwszorzędnie w sedno danej sytuacji, jednocześnie ciesząc oko widza. Niewątpliwie przyczynia się do tego światło wyreżyserowane przez Katarzynę Łuszczyk. Tonacje barwne - czerwień jako dominanta, okazjonalnie łączona z pochodną błękitu potęgują atmosferę grozy, której w Szkockiej Tragedii pełno. Paradoksalnie jednak barwy te w pewnym stopniu odrealniają świat „Makbeta", poniekąd go ubaśniowując.

Ciekawym pomysłem było wzbogacenie tragedii Shakespeare'a o pieśni oparte na brytyjskich poematach i balladach. Nie tylko skutecznie podkreśliły szkocki folklor, ale też wzmocniły monumentalizm wspomnianych już scen grupowych. Szczególnie interesująco wypadają również niskie i donośne śpiewy Emose Uhunmwangho w roli Hekate. Jednakże muzyka w spektaklu to nie tylko pieśni. Spektakl żyje dzięki kompozycjom przewijających się krzyków, szlochów czy jęków, a więc wszystkich tych dźwięków, które w „Makbecie" niewątpliwie są, choć autor ich nie w tekście nie zaznaczył.

Spektakl jest również wartościowy z powodu kreacji aktorskich. Tym, co szczególnie budzi uznanie, jest fakt, że aktorów na scenie jest prawie czterdziestu i każdy z nich ma swoje przysłowiowe pięć minut. Niemniej jednak nie sposób nie wyróżnić Makbeta i Lady Makbet. Cezaremu Studniakowi i Magdzie Kumorek udało się stworzyć dynamiczną, a zarazem szczególnie intymną, relację spiskujących kochanków. Studniak wydobył z Makbeta rzadko spotykaną w przypadku tej postaci powściągliwość i mądrość. Z tego powodu tragizm tej postaci jest łatwiejszy do dostrzeżenia - w końcu nie jest on jedynie obłąkanym szaleńcem. Kumorek z kolei sprawnie łączyła troskę o męża z dozą egoizmu, cechą trudną do uniknięcia w przypadku tej postaci. Jednakowoż wydaję mi się, że widza w pewnym stopniu stać na zrozumienie i współczucie jej równie tragicznego losu. O ile komukolwiek w tym krwawym świecie można rzeczywiście współczuć.

Duda-Gracz swoim widowiskiem czaruje widza. Myślę, że tak mądre i roztropne podejście do klasyka wrażenie zrobić może na każdym. Zresztą, jest to kolejne wartościowe spotkanie reżyserki z Shakespearem, które do tej pory miałem okazję oglądać.

Jan Gruca
Dziennik Teatralny Wrocław
19 lutego 2020
Portrety
Agata Duda-Gracz

Książka tygodnia

ADAPTACJA. Skrzynka z narzędziami
Akademia Teatralna im. Aleksandra Zelwerowicza w Warszawie
Marta Miłoszewska

Trailer tygodnia