Krzysztof Warlikowski - nominowany do Wdech 2007

Coraz częściej pracuje w teatrach na świecie, ale swoją scenę chce mieć właśnie tu, w Warszawie. O swoim mieście opowiada nominowany do Wdech - Nagród Kulturalnych "Gazety Co Jest Grane" - reżyser Krzysztof Warlikowski
Rozmowa z Krzysztofem Warlikowskim Dorota Wyżyńska: Zostałeś nominowany do nagród "Gazety Co jest Grane" Wdechy - w kategorii Człowiek Roku 2007, a twoje przedstawienie - "Anioły w Ameryce" - w kategorii Wydarzenie Roku 2007. Wdechy to nagrody warszawskie, zawsze to podkreślamy. A dla ciebie Warszawa to... Krzysztof Warlikowski: ...jedyne miejsce w Polsce, gdzie można oddychać, gdzie czuje się Berlin i Moskwę. Mieszkasz tu już od kilkunastu lat, zrobiłeś w Warszawie dziewięć spektakli. Czujesz się związany z Warszawą? - Tak jakbym w niej zbudował życie, rodzinę. To miejsce daje szansę ROKU ZEROWEGO, gdzie wszystko jest możliwe. Ale też cały czas jesteś w podróży, pracujesz w teatrach na świecie. Jak z tamtej perspektywy wygląda Warszawa? - Kilkunastu ludzi grających w moich przedstawieniach w różnych miejscach: TR, SGGW, Koneser, Opera i kilkunastu wspanialych, zaprzyjaźnionych ze mną ludzi - mój "klan", mój polski tlen. Przed premierą "Aniołów w Ameryce" mówiłeś, że tu, w Warszawie, trochę obłudnej, trochę pruderyjnej, dramat Tony'ego Kushnera rozgrywający się w środowisku gejowskim, pokazujący zakłamanie społeczne i polityczne, jest szczególnie potrzebny. Że na te tematy powinno się rozmawiać głośno na ulicach Warszawy, krzyczeć o tym w metrze. Na plakacie "Aniołów..." widzimy ulicę Chmielną. Jakie Anioły można spotkać na ulicach Warszawy? - Trudne do zidentyfikowania. Ujawniają się, kiedy uda nam się spojrzeć im głęboko w oczy. Są w obfitości. Zakompleksione, zakamuflowane, zastraszone, nieznające swojej wartości. "Warlikowski, który jest Polakiem, nie przypadkiem w 2007 roku wystawia sztukę, w której homofobia, antysemityzm i konserwatyzm religijny są sprawami nadrzędnymi. Te sześć godzin snu to nie jest coś do podziwiania, tylko czerwone światło w samym środku rzeczywistości jego kraju" - pisał recenzent "Liberation" po pokazie "Aniołów w Ameryce" na festiwalu w Awinionie. Jakie reakcje publiczności obserwowałeś w Awinionie, a jakie w Warszawie? - Takie same w bliskości, w krótkim poczuciu szczęścia, wiary, nadziei, miłości. Dla Francuzów to coś unikalnego i uroczystego, dla warszawiaków - profetycznego. Swój teatr zapragnąłeś mieć właśnie w Warszawie? Dlaczego w Warszawie? Na jakim etapie są ustalenia w sprawie sceny w MPO? - Bo tu jest publiczność znikąd, a zarazem tworząca polską Europę. Teatr już powstał, otwarcie siedziby i pierwsza premiera są w rękach duetu prezydent Gronkiewicz-Waltz - minister Zdrojewski, wiec chyba w dobrych... Od tych rąk zależy dzisiaj wiele w polskiej kulturze. Ufam, że się nie zawiedziemy, jak zawsze. Jak myślisz, jaki teatr jest Warszawie potrzebny? Jaki teatr chciałbyś robić w Warszawie? - Warszawie jest potrzebne coś więcej niż teatr. Potrzebne jest publiczne miejsce, dla którego będzie się chciało wyjść z domu, nie tylko żeby zobaczyć spektakle. Miejsce dające wolność, przyjazne architektonicznie, ciepłe, gdzie chciałoby się oglądać teatr, słuchać muzyki, poczytać książkę, pogadać, posiedzieć, kogoś spotkać, coś przeżyć. W roku 2007 dałeś Warszawie: wspaniały spektakl "Anioły w Ameryce", imponujący album o twoim teatrze, książkę - wciągającą rozmowę, którą przeprowadził z tobą Piotr Gruszczyński. Twoje warszawskie spektakle jeździły po świecie: "Kruma", "Dybuka", "Anioły..." graliście m.in. w Paryżu, Nowym Jorku, Argentynie. A co chciałbyś dać Warszawie w 2008 roku? - Zaczynam próby do nowego przedstawienia, którego premiera w nowej siedzibie miałaby miejsce w 2009 roku. Poza tym przez cały 2008 rok reprezentujemy Warszawę w kilkunastu miejscach na świecie. Nie można chyba sobie wyobrazić lepszej obecności Warszawy za granicą. Jesteśmy tam, gdzie warto być, aby pokazywać światu, co Warszawa ma dziś do powiedzenia. W najbliższym czasie znów cię nie będzie w Warszawie. Co będziesz robił? - Najpierw "Parsifal" Wagnera w paryskiej Opera Bastille, potem "Medea" Cherubiniego w Operze Królewskiej w Brukseli, wznowienie "Ifigenii na Taurydzie" w Operze Garnier w Paryżu, przeniesienie "Afery Makropulos" Janacka do Opery w Madrycie, "Oczyszczeni" w Salonikach, gdzie otrzymuję Europejską Nagrodę Teatralną "Nowa Teatralna Rzeczywistość". Potem "Anioły w Ameryce" w Paryżu i ich tournée po Francji, "Dybuk" na festiwalach w Jerozolimie i Edynburgu, "Krum" w Atenach. I to wszystko jedynie do sierpnia 2008. - A potem oddaję się mojemu teatrowi w Warszawie. Krzysztof Warlikowski. Reżyser teatralny. Pracował w Budapeszcie, Hamburgu, Mediolanie, Paryżu, Stuttgarcie, Sztokholmie, Tel Avivie, Wiedniu i Zagrzebiu. W Polsce znany jest przede wszystkim z głośnych przedstawień szekspirowskich, chociaż w jego dorobku znajdują się również utwory Witolda Gombrowicza, Heinricha von Kleista, Sofoklesa i Bernarda Marie-Koltesa. (TW)
Rozmawiała Dorota Wyżyńska
Gazeta Wyborcza Stołeczna
17 stycznia 2008

Książka tygodnia

Nice, cosie i duchy. Eseje o sztuce
Pewne Wydawnictwo
Michał Krawczyk

Trailer tygodnia

"Powrót" - reż. Michał...
Michał Zdunik
Bywa tak, że odwiedzamy dom rodzinny ...