Ksenofonia - inna historia

"Ksenofonia. Symfonia dla Innego" - reż. Jan Komasa - 26. Międzynarodowy Festiwal Teatralny Malta

Zamiast martyrologii typowej dla oficjalnych narracji historycznych - zuniwersalizowana opowieść o buncie przeciw represjonującej władzy. To chyba najlepsza ścieżka, jaką kwartet Komasa, Mikołajczyk, Pękala i Wąsik mogli wybrać.

Atmosfera politycznych przepychanek towarzyszyła oczekiwaniu na obchody 60-lecia Poznańskiego Czerwca '56, które zwieńczyć miała "Ksenofonia" - multimedialne, monumentalne widowisko. Materiały archiwalne sprzed kilku dekad, projekcje na kilku ekranach, muzyka, taniec i wielka historia w tle. Brzmiało to jak ryzykowne połączenie i tylko nazwiska twórców pozwalały wierzyć, że nie powstanie z tego nieznośnie patetyczny twór.

Taniec i maszyna

Pierwsze sceny spektaklu utrzymane były w nastroju sielanki. Radosne podskoki, partnerowania, którym towarzyszył śmiech. Przypominało to zabawę nieco rozbrykanych dzieci, do momentu gdy na scenę wkroczył wyniosły mężczyzna w czarnym garniturze. Elegancki strój kontrastował z białymi uniformami reszty, wyniosłe, sztywne zachowanie z ich swobodą. To on uosabiał władzę, więc szybko określone zostały nowe reguły gry. Zabawa zmieniła się w mechanicznie powtarzane ćwiczeń pod dyktando. Nasuwało się skojarzenie z fabryką, w której najdrobniejsze gesty są skodyfikowane.

Oczywiście, historia dotyczy Poznańskiego Czerwca, więc musiał nastąpić przełom. Bunt wyraził się w zarzuceniu automatycznego odtwarzania kroków na rzecz improwizacji, w której wyrażała się cała złość. Konflikt narastał. Aż do sceny ostatecznej konfrontacji, w której poszarpane ruchy oraz mocne, twarde bity jednoznacznie przywodziły na myśl strzelaninę. Nie potrafię zatem zrozumieć, dlaczego zdecydowano się skorzystać ze sztucznej krwi. Strugi na białych strojach były nadmiernie dosłowne. A przecież taniec i muzyka wyrażały wszystko, cały dramat sytuacji.

Nie wprost

Początkowe sceny mogły wydarzać się gdziekolwiek. Wrażenia tego nie zmieniła pamięć projekcji archiwalnych lokalnych fotografii, która poprzedzała taneczną część. Z poznańskim strajkiem jednoznacznie skojarzyło "Ksenofonię" dopiero hasło o władzy ludowej, które padło, gdy sportretowany konflikt się zaogniał. Kolejne wydarzenia trudno było już wyjąć poza historyczny kontekst miasta. Gdyby jednak zaprezentowano spektakl w innym miejscu i czasie, to konotacje byłyby znacznie luźniejsze. Chociaż to przedstawienie o Czerwcu '56, twórcy uniknęli podręcznikowej ilustracji. Zamiast odczytywać nazwiska poległych bohaterów, wydobyli sens ich buntu. Dzięki temu powstało dzieło uniwersalne, znajdujące się ponad polityką, które nie może zostać zawłaszczone przez ścierające się narracje.

Kseno-

Ksenofonię od ksenofobii dzieli zaledwie jedna litera. Twórcy sportretowali dwa podejścia do inności. W spektaklu Innym był przedstawiciel władzy. Jego odmienność została podkreślona wizualnie i ruchowo. Dzierżona despotyczna władza tworzyła przepaść między nim a tłumem. Oprócz inności, która bezwzględnie wyklucza, twórcy wskazują też na taką, która gloryfikuje różnice. W scenie przejścia mechanicznych kroków w improwizację obserwowaliśmy znajdywanie jednostkowych języków ruchowych. Zrodziły się indywidua, które mogły utworzyć silną grupę i dać wyraz gniewu.

W tłumie

Zorganizowanie widowiska w miejscu, gdzie wcześniej odbywały się oficjalne uroczystości miało jedną ogromną wadę - scena była mało widoczna. Oczywiste wydaje się, że podczas przemówień nie trzeba śledzić ruchu warg występujących. Ich słowa wystarczą. Trudno natomiast doceniać taneczny spektakl, gdy scenę zasłaniają rzędy osób, które pewnie również nic nie mogą dostrzec.

Scena znajdywała się na wydzielonym terenie z miejscami siedzącymi. Szczęśliwcy mieli okazję się zachwycać. Oprócz nich w okolicy placu Adama Mickiewicza znajdywały się jednak rzesze, które podobnej szansy nie dostały. Projekcje na żywo nieco rekompensowały ów brak. Przez częste i przydługie zbliżenia na twarze zatracał się jednak kontekst całości. Nie dziwiła więc frustracja, w wyniku której część zgromadzonych rezygnowała z tłoczenia się.

W takich okolicznościach, w centrum miasta trudno o idealne rozwiązanie, które pozwoliłoby ominąć ten problem. Pozostaje więc żywić nadzieję, że "Ksenofonia" zostanie wkrótce ponownie zaprezentowana, by osoby, które przyszły i obeszły się smakiem, mogły ją docenić.

Agnieszka Dul
kultura.poznan.pl
30 czerwca 2016
Portrety
Jan Komasa

Książka tygodnia

Ale musicale! Złote stulecie 1918-2018
Wydawnictwo Marginesy
Daniel Wyszogrodzki

Trailer tygodnia

Faust
Tobias Kratzer
Nowy "Faust" z Opery Paryskiej 29 lis...