Książka, teatr, mity

Książki w Dzienniku Teatralnym w roku 2018

Książka i teatr. Ileż relacji jest pomiędzy nimi. Ileż jeszcze światów odkryją pisarze i reżyserzy? Kojarzy się też z linią horyzontu, w której ziemia lub woda styka się z niebem. To miejsce zawsze przyciąga naszą uwagę, wzrok. Czego tam wypatrujemy w przypadku książki i teatru ? Czy nie tajemniczego połączenia materii literackiej z teatralną?

A takich zespoleń rodzi się coraz więcej. I to w bardzo osobliwych, ciekawych konfiguracjach. Książka to efekt końcowy długotrwałego procesu. Rozpoczyna się narodzeniem koncepcji, ta zaś wynika z zainteresowań autorki bądź autora. Jest dzieckiem jego pasji, emocji, obrazuje zasób posiadanej wiedzy. Jedne książki powstają w zaciszu bibliotek, inne znów wymagają, by autor przebył tysiące kilometrów w powietrzu i na lądzie. A kiedy twórca dzieli swoje biurko już tylko z tworzywem literackim w formie materialnej i duchowej, można powiedzieć o najbardziej magicznej części tego procesu. Potem jest Wydawnictwo, a w nim zaangażowany zespół redaktorów, tłumaczy, plastyków, korektorów. I wreszcie książka trafia do tych, dla których została stworzona. I dopiero wtedy żyje naprawdę. A w sferę metafizyki wkracza zwłaszcza wtedy, gdy opowiada o teatrze.

Takich książek w roku 2018 było bardzo wiele. Niektóre z nich trafiły i do Dziennika Teatralnego. A każda to odrębny obszar doznań czytelniczych. Spośród nich warto wyróżnić:

Słownik biograficzny teatru polskiego, tom III - Barbara Berger, Krystyna Büthner-Zawadzka, Grażyna Chmielewska, Anna Jędrzejczyk i Małgorzata Komorowska. Wydawnictwo: Instytut Sztuki Polskiej Akademii Nauk

Najpotężniejszym i największym jest III tom (w dwóch woluminach) „Słownika biograficznego teatru polskiego 1910-2000", napisany i opracowany przez Barbarę Berger, Krystynę Büthner-Zawadzką, Grażynę Chmielewską, Annę Jędrzejczyk i Małgorzatę Komorowską. Wydawcą jest Instytut Sztuki Polskiej Akademii Nauk.

Słownik zawiera 1978 biogramów, 1242 fotografie. Obejmuje biogramy artystów, którzy zmarli w latach 1981 – 2000, życiorysy osób, obecnych na scenach teatralnych od roku 1910 do 1939, których „losy od wybuchu II wojny światowej pozostały nieznane i dopiero teraz udało się ustalić datę śmierci". Jak podają Autorki, „publikacja, podobnie jak poprzednie tomy, zawiera życiorysy aktorów (scen dramatycznych, lalkowych, kabaretowych), reżyserów, dyrektorów teatru, scenografów, śpiewaków, dyrygentów, tancerzy".
Bardzo interesujące i zarazem wyjaśniające konstrukcję każdej pojedynczej charakterystyki artysty są przedstawione kryteria. Autorki zaprezentowały warunki zewnętrzne każdego artysty, jego sceniczne i repertuarowe predyspozycje, grane role, cytaty z oceniających ich recenzji, i co ciekawe - opinie osób-świadków. Wydaje się, że dzięki temu postaci Słownika nie są tylko życiorysami składającymi się z faktów i dat, ale i zostały wyposażone w charakter i osobowość. A fragmenty recenzji portretują aktorów w najbardziej dla nich charakterystycznych działaniach scenicznych. Arcydziełem (a jest ich mnóstwo) jest biogram Seweryny Broniszówny. Fakty z życia, teatralna pasja, i pierwsze sukcesy. Lista ról teatralnych „Sedy" jest bardzo długa. A cytowane recenzje kreują ją jako aktorkę, o której mówiono, że „we wszystkim, co grała uderzała zawsze prostota i prawda".

Na obwolutach obu woluminów „Słownika biograficznego teatru polskiego 1910 - 2000" umieszczeni zostali znani aktorzy, sportretowani przez malarzy, a wśród nich Irena Eichlerówna, karykatura Ludwika Sempolińskiego, Zofia Jaroszewska, popiersie Wojciecha Wiesiołłowskiego. A na wklejce znajdują się aktorskie karykatury Andrzeja Stopki. Projekt okładki i obwoluty Zbigniewa Kraszewskiego oddaje ducha słownika, zarówno w idei plastycznej, jak i kolorystycznej. Warto też dodać, że umieszczenie w końcowej części każdego tomu fotografii obrazów przedstawiających znanych i mniej znanych artystów scen polskich jest fantastycznym wizualnym uzupełnieniem życiorysów. A także nadaje całości klimat. Bo oto w postaci Aleksandry Śląskiej sportretowanej przez Jerzego Dudę-Gracza dostrzec można cechy jej osobowości, i te, które dała kreowanym postaciom w teatrze i w filmie. A twarz Wiktora Sadeckiego w wizji malarskiej Jarosława Kawiorskiego oddaje jego pełne refleksji i zadumy wnętrze. Urzeka swą wewnętrzną ciszą wyrzeźbiona w brązie postać Haliny Mikołajskiej autorstwa Krystyny Fałdygi-Solskiej czy popiersie w brązie tancerza Wojciecha Wiesiołłowskiego - Anny Wszyndybył, oddające jego zatopienie się w świecie tańca. Warto dodać, że użytkownikom Słownika towarzyszy nadzieja, że jego Autorki będą kontynuowały rozpoczętą misję.

Mitologia grecka i rzymska. Spotkania ponad czasem – Katarzyna Marciniak. Wydawnictwo: PWN

O obecności, a może nawet „nadobecności" mitów w naszym życiu, o ich ponadczasowości oraz o tym, jak niewyczerpanym źródłem są dla artystów wszystkich pokoleń, tych, co za nami oraz tych, którzy pojawią się w przyszłości, napisała w leksykonie „Mitologia grecka i rzymska. Spotkania ponad czasem" – Katarzyna Marciniak. To książka dla wielu pokoleń oraz dla pasjonatów mitologii i dla tych, którzy chcą o niej wiedzieć więcej. I dla każdego jest niczym drogowskaz. Profesor Marciniak uporządkowała świat postaci w mitach, i co ważne, powiązała je z rodziną, najbliższymi osobami, opisała ich relacje ze śmiertelnikami oraz bogami. Opisuje ich w niemal wszystkich sytuacjach życiowych, w jakich umieściła ich wola bogów lub też w zdarzeniach na przekór przeznaczeniu; uwikłanych w najbardziej fantastyczne epizody.

Każda postać w tym alfabetycznym leksykonie ma swój osobny rozdział. Tytułowe imię postaci mitycznej, opatrzone jest dopowiedzeniem zawierającym jego cechę charakterystyczną. Jest także cytat oddający osobisty stosunek artysty (pisarza, bądź to rzeźbiarza, reżysera) do postaci oraz ona sama uwieczniona bądź to na obrazie, bądź w rzeźbie. Po czym już następuje tekst z wyodrębnieniem śródtytułów. W tym mitologicznym słowniku zamieszczone reprodukcje obrazów, zdjęcia rzeźb czy instalacji plastycznych, kadry filmowe nie są ani tłem, ani też uzupełnieniem informacji o określonej postaci. Są one na równi ze słowem pisanym. Są wizualną opowieścią o niej! To dzięki nim postać ma określoną fizyczność, przy czym Katarzyna Marciniak, tak dobrała reprodukcje, by ukazywały ją w rożnych okresach jej życia i w wielu sytuacjach oraz zdarzeniach.

Ale to nie wszystko! Autorka niczym detektyw tropi obecność postaci mitycznych w ogólnie pojętej sztuce. W malarstwie, w epice, liryce i w dramacie, w rzeźbie, w teatrze. I bezustannie imponuje czytelnikowi swoją erudycją. Ba! Wyjątkową umiejętnością wiązania postaci mitycznych nie tylko z życiem artystów, dla których stały się źródłem twórczej inspiracji, ale także ich postrzeganiem i obecnością w stworzonych przez nich obiektach artystycznych.

A opowiada o tym wszystkim pięknym literackim językiem, w którym nie brak naukowych określeń. I w tym upatrywać można wyjątkowość tej książki, którą można czytać i opowiadać dzieciom, młodszym i starszym, a także i objaśniać im świat, który minął i świat, w którym żyją. Tłumaczyć wiele mitycznych niezwykłości. A czytelnika dorosłego jakże często skłania do refleksji, do głębszego zrozumienia wielu zjawisk kulturowych z mitami w roli głównej. Dzięki temu leksykonowi, czytelnik dowiaduje się o wszechobecności mitów w życiu, o tym, jak wiele pojęć, zjawisk funkcjonujących dzisiaj ma swoje korzenie w mitologii.

Z książki dowiemy się także, dlaczego autorka określa Odyseusza - „arcymistrzem intelektu", Orfeusza – „tkaczem pieśni" a Narcyza - „ofiarą miłości". Katarzyna Marciniak napisała w „Wstępie". –„Wciąż potrzebujemy mitów, zarówno antycznych, jak i tych najnowszych, które - często sami o tym nie wiedząc – ciągle tworzymy". A zatem, „nie bójmy się więc rozmawiać i polemizować ze starożytnymi autorami, herosami i bogami".

Format, w jakim została wydana „Mitologia" sprzyja umieszczonym w niej reprodukcjom. Dzięki temu obrazy oraz rzeźby zostały przedstawione w kształcie nieokrojonym, ani zminiaturyzowanym, co pozwala na ich szczegółową analizę, na podziwianie ich piękna oraz zawartej koncepcji artystycznej przez autorów. I okładka również zachęca do tego, by otworzyć tę książkę.

Pegaz Dęba czyli Panoptikum Poetyckie – Julian Tuwim. Wydawnictwo: ISKRY

Wydany po sześćdziesięciu ośmiu latach „Pegaz Dęba" Juliana Tuwima to przede wszystkim wyraz szacunku oraz hołdu złożony erudycji mistrza. Ujęte w kształt klepsydry wyrazy tworzące niebywały zbiór eksponatów i okazów językowych, liczą bez mała blisko pięćdziesiąt desygnatów, ale autor zapowiada, że po nich są jeszcze setki. Te „fantasmagorie lingwistyczne" oraz im podobne, tworzą zarazem ogromną rodzinę wyrazów dziwnych i przedziwnych. I kojarzą się z ziarnami piasku, które też są nie do policzenia. A utworzona z nich klepsydra? Znak ponadczasowości? Przemijającego czasu, lecz powtarzającego się od nowa? Czyli – takie językowe perpetuum mobile.

Jak to się stało, że językowych osobliwości uzbierało się aż lub tylko na 400 stron, wyjaśnia sam Julian Tuwim. I jak każda opowieść, i ta ma swój początek. A zatem dowiadujemy się, że uciekając we wrześniu 1939 roku z Warszawy, poeta wtłoczył do walizki cały swój literacki dobytek, gromadzony przez bez mała ćwierć wieku i zakopał w ogrodzie. To, co po latach cudem ocalało, Tuwim z niezwykłą starannością zreanimował i wydał w formie książki. A przy okazji odsłonił swój wyjątkowy zmysł badacza, pasję do rozwiązywania wszelkich językowych udziwnień i zagadek. A także dociekliwość i cierpliwość w poszukiwaniu oraz w rozwiązywaniu zagadek językowych. Ba, gdyby tylko ograniczył się do języka polskiego! Ale gdzie tam! Julian Tuwim badając języki obce, odważnie zestawia je z polskim. Odbywa podróże w czasie i w przestrzeni. Jego odkrycia językowe sięgają czasów starożytnych. Czytelnik chwilami ma wrażenie, że chyba nie ma miejsca w lingwistyce, do którego autor by nie dotarł.

Ale nie koniec na tym. Julian Tuwim stworzył książkę, która prowokuje wręcz do rozpoczęcia własnych poszukiwań językowych osobliwości, zwłaszcza że niektóre opisywane przez niego zjawiska są choć w przybliżeniu znane i czytającemu. Taki na przykład rozdział otwierający to niezwykłe dzieło, zatytułowany „Rymy" wciąga od razu w swą otchłań. I od razu łapiemy się na tym, że rozpoznawanie rodzajów rymów na lekcjach języka polskiego to zaledwie miniaturowa sadzawka wobec bezkresnego morza „jednakowych lub podobnych układów brzmieniowych w zakończeniach wyrazów".

A że książką zachwycać się można bez końca, to jeszcze kilka słów o ostatnim rozdziale „Varia i inne wariactwa" – językowe – dopowiedzmy. Przykładem językowego szaleństwa i dziwactwa jest „wiersz ropaliczny". Jego nazwa pochodzi od greckiego słowa „rhopalon" czyli maczuga. Wiersz ten składa się ze słów o coraz większej ilości sylab i dlatego przyrównywany jest do kształtu maczugi. A taki doskonały „ropalikon" składa się dodatkowo tautogram oraz dwuwyrazowy pentametr. Niewiarygodne? By to sprawdzić, warto poznać „Pegaza, który dęba staje wobec lingwistyki". Zaufać stylowi opowieści Juliana Tuwima i razem z nim odbyć tę niezwykłą podróż językoznawczą. I doprawdy, nikt się w niej nie zagubi, bo mistrz objaśnia bardziej skomplikowane zjawiska prostym i zrozumiałym językiem. Jeśli do tego dodamy charakterystyczne dla niego poczucie humoru, raz to wyłaniającą się spomiędzy słów ironię, innym razem znów chęć podzielenia się z innymi tajemnicami języka, to „Pegaz Dęba" jest idealną książką, odsłaniającą przed czytelnikiem świat, którego być może dotąd nie miał okazji poznać do końca.

I jak zawsze, zachwyca i oprawa plastyczna, i niezwykle rzetelny warsztat redakcyjno-edytorski. Ta książka to kolejna perełka edytorska Wydawnictwa „ISKRY".

Szekspir bez cenzury. Erotyczny żart na scenie elżbietańskiej – Jerzy Limon. Wydawnictwo: słowo/obraz terytoria.

To niezwykle osobliwa książka. Anektująca uwagę i emocje czytelnika od pierwszej kartki. Bo kilkanaście kartek, poprzedzających tekst główny, zawiera ryciny pochodzące z XVI i XVII wieku. To plastyczne wprowadzenie do encyklopedycznego układu słownika kalamburów z twórczości Williama Szekspira. A każdy z nich obrazuje rolę i miejsce erotyki, a szczególnie jej obscenicznego wymiaru, w życiu ówczesnego społeczeństwa.

„Wstęp", jest naukową rozprawą napisaną w wyśmienitym, niemal gawędziarskim stylu, o Williamie Szekspirze jako mistrzu żartu erotycznego, który nie był ani prostacki, ani wulgarny, lecz wyrażany był „wysmakowaną grą słowną". Stworzone przez niego żarty słowne, znajdujące się w jego wierszach i dramatach, „oszałamiają wyobraźnią oraz inwencją, a także bawią nietuzinkowym poczuciem humoru". Profesor Limon zapowiada, że zajmie się szekspirowskim kalamburem, który „z jednej strony tworzy dodatkowe warstwy znaczeniowe, a z drugiej zwraca uwagę na to, jak dana wypowiedź została utworzona". I przytacza przykłady przekładów tego samego kalamburu, w interpretacji znanych polskich tłumaczy, specjalizujących się w Szekspirze. I tak rozpoczyna się intelektualna zabawa poprowadzona w stylu pełnym humoru, w lekkim i żartobliwym tonie, oddającym klimaty gier słownych.

Słownik ten zawiera mnóstwo ciekawych informacji, świadczących o erudycji autora, o rzadkiej umiejętności dzielenia się posiadaną wiedzą i o niezwykłym wyczuciu kompozycyjnym w układaniu merytorycznych detali w całość. Jerzy Limon pisze o cenzurze towarzyszącej przez wieki dziełom Szekspira, o zmęczonych skrybach, którzy przy blasku świecy grubo po północy przepisywali dramaty Szekspira, dopisując lub skreślając pojedyncze wyrazy... O niewiarygodnych losach jego dzieł, zbieranych w całość. O teatrach budowanych obok aren do walk zwierząt, w najpodlejszych miejscach, o seksie tamtych czasów, higienie, o obyczajach władców. O cudzołożnikach i ofiarach kiły. O aktorach szekspirowskich i o samym dramatopisarzu w kontekście erotyki tamtych czasów. Czyta się o tym wszystkim z zapartym tchem!

I następna część książki, czyli „Słowniczek" haseł anglojęzycznych ułożonych alfabetycznie, opatrzony komentarzem autora wyjaśniającym jak należy je odczytywać i instruujący jak z niego korzystać. I tak rozpoczyna się wyjątkowa podróż przez meandry językowe, znaczeniowe, odniesienia nazw do desygnatów czasów, w których były używane. To także fantastyczna lekcja, o zabarwieniu historycznym, o zmianach zachodzących w języku angielskim na przestrzeni setek lat. To tłumaczenie słowa w kontekście obyczajów epoki, kultury. Każde hasło-słowo rozpatrywane jest w powiązaniu z miejscem, z osobą, którą charakteryzuje, z emocjami, jakie przeżywali bohaterowie Szekspira. To również, szczególnie dla osób znających język angielski, świetna zabawa z interpretacją znaczeniową słów. A przede wszystkim gra homonimami. Te licznie przytaczane identyczne formy językowe, analizy fleksyjne czy słowotwórcze budowy wyrazów kreślą ciekawe zjawiska językowe. Co dla pasjonatów Szekspira, ale i przede wszystkim dla czytelników nie posiadających aż tak głębokiej wiedzy na ten temat, okazuje się rzeczą łatwą do odczytania. A jest tak za sprawą wspomnianego powyżej daru narracji Jerzego Limona, posługującego się jasnym i zrozumiałym językiem, z jakże subtelnym poczuciem humoru.

Haseł jest ponad sto. I tyle samo niespodzianek, tropienia śladów, znaczeń, tudzież konfrontowania posiadanej wiedzy z bogactwem merytorycznym proponowanym przez profesora Limona.

I oczywiście, ten alfabetyczny słowniczek opatrzony jest wieloma rysunkami, reprodukcjami obrazów. To także znak obecności erotyki, rozwiązłości, ukrytych podtekstów seksualnych w malarstwie.

Warto dodać, że intencją Jerzego Limona jest także i to, żeby po książkę tę sięgnęli nie tylko tłumacze, reżyserzy, ale wszyscy ci, którzy interesują się czasami renesansu i ich przekładem na współczesny język. Wyraża też nadzieję, że wśród odbiorców tej pozycji znajdą się miłośnicy teatru.

A do słów autora można dodać i to, że wszyscy ci, których zainteresuje ta książka, będą mile zaskoczeni jej niezwykle staranną szatą edytorską, rzetelnie sporządzonymi indeksami i doskonałą redakcją.

Książka i teatr. Ileż relacji jest pomiędzy nimi. Ileż jeszcze światów odkryją pisarze i reżyserzy? Czy przypadkiem powieść „Rudowłosa" Orhana Pamuka, w tłumaczeniu Piotra Kawuloka, z Wydawnictwa Literackiego, nie jest dowodem na to, że te dwa światy tworzą jeden, który pozostaje w nas na zawsze? –„ Nie sądziłem, że kilka z tych scen, które (...) miałem oglądać w teatrze, uwarunkuje moje życie tak jak mit Edypa, przeczytany przeze mnie przypadkiem" – wspomina Cem Celik, zakochany w rudowłosej aktorce. I czy nie jednoczy się tutaj magia słowa z magią teatru i obecnością mitów w naszym życiu?

Ilona Słojewska
Dziennik Teatralny
31 grudnia 2018

Książka tygodnia

Wybór poezji
Wydawnictwo Ossolineum
Zbigniew Herbert

Trailer tygodnia

5. Międzynarodowy Fest...
Adolf Weltschek
W tegorocznym programie znalazło się ...