Kształt świata się wypala

rozmowa z Jarosławem Tumidalskim

Rozmowa z Jarosławem Tumidalskim

Łukasz Rudziński: Czemu zdecydowałeś się na motyw dzieci na bezludnej wyspie? 

Jarosław Tumidajski: Pomysł zrodził się w samochodzie, przed ostatnimi wakacjami, słuchałem utworu "We Are The Pigs" zespołu Suede. Ta piosenka kończy się takim chóralnym śpiewem dzieci przy ognisku. Natychmiast skojarzyło mi się to z "Władcą much" Williama Goldinga. Pomyślałem, że to materiał, z którym warto się zmierzyć. Prosta sytuacja, ludzie pojawiają się w nierozpoznanych okolicznościach i zaczynają reagować. Pytanie - jak reagują. Czy robią to przy użyciu wypracowanych schematów, czy też pojawia się szansa na zbawczy błąd. 

 Zarówno "Gruupa Laokoona", jak i "Oni" czy "Pan Tadeusz" oparte były na literaturze, ale opowiadałeś własne historie przez te teksty... 

- Tym razem głównym punktem odniesienia jest "Władca much", ale zdaję sobie sprawę z tego, że w momencie, gdy adaptuję prozę, w dużym stopniu narzucam adaptacji swoją opowieść, swoją narrację. Tak było choćby z "Disneylandem" według Dygata, tak jest z "Panem Tadeuszem". Tym razem postanowiłem pójść jeszcze dalej, otwarcie wyjść poza pierwotny pomysł.

W "Wyspie niczyjej. Mappingu" dzieci grane są przez dorosłych. Jak prezentujecie dzieci?

- Podkreślam, że to nie jest realizacja "Władcy much". To jest sprawdzanie, czy też mapowanie co najmniej kilku tekstów, materiałów. Jasne, że aktorzy nie grają, ani nie udają dzieci. Tak naprawdę czerpiemy jedynie ze świata dziecięcych motywacji - prostszych, bardziej pierwotnych. Dzieci nie są uspołecznione, upolitycznione. 

W twoich spektaklach rys polityczny jest mocno obecny. "Wyspa niczyja..." będzie spektaklem politycznym? 

- Od tego nie ma ucieczki. Jeśli powstaje spektakl, który jest próbą myślenia o świecie, próbą konfrontowania się ze światem, to musi być polityczny. Oczywiście nie można mówić tu o doraźnej polityce polskiej, europejskiej czy światowej, ale z całą pewnością nad tym spektaklem wisi diagnoza, że współczesny kształt świata się wypala, bliżej mu do chaosu niż do porządku. Dryfujemy, nie wiedząc dokąd. 

Zarówno we "Władcy much", jak i serialu "Lost", grze komputerowej "Fallout" czy filmie "Battle Royale", którymi się inspirujesz, pojawia się motyw śmiercionośnej gry. To wydaje się bardzo nośne teatralnie... 

 - To wyznacznik poetyki spektaklu. W pewnym momencie ta opowieść staje się śmiercionośną grą. Czekanie na ocalenie wypełnione jest umieraniem.

Łukasz Rudziński
www.trojmiasto.pl
31 sierpnia 2012

Książka tygodnia

Czescy ekspresjoniści
Wydawnictwo słowo/obraz terytoria Sp. z o.o.
Jindřich Chalupecký

Trailer tygodnia