Kto pociaga za sznurki

"Iwona, księżniczka Burgunda" - reż. Marian Pecko - Teatr Aktora i Lalki w Opolu

Witold Gombrowicz nigdy nie był człowiekiem teatru. Jan Błoński dociekał nawet w książce "Forma, śmiech i rzeczy ostateczne...", "po kiego licha Gombrowicz pisał sztuki?", skoro - prócz lat wczesnej młodości - nigdy nie chodził do teatru ani nie interesował się inscenizacjami własnych dramatów. Wystarczał mu teatr wewnętrzny - to, co pisząc, "widział"

Autor "Ślubu", owszem, był teatralny, upozowany; dostrzegał reguły międzyludzkiej gry i je bezlitośnie obnażał - oto truizmy. Dramat nie był jednak dla niego "partyturą teatralnego widowiska, domagającą się koniecznie scenicznej materializacji"; "dramatyczność" była raczej atrybutem jego psychiki - pisze w tekście z 2001 roku Jerzy Jarzębski (Dramat Ego w dramacie historii). I konkluduje, że sztuki autora "Kosmosu" są ciągłym wyzwaniem dla reżyserów, przynależąc do starej, preromantycznej jeszcze kategorii "Lesedrama" - "dramatu do czytania"; są "przyswajalne" przede wszystkim w lekturze.

No właśnie, są? Zmieniło się coś w ciągu ostatniej dekady?

Spektakl w reżyserii Słowaka Mariana Pecko pokazuje, że tak. "Iwona, księżniczka Burgunda" Opolskiego Teatru Lalki i Aktora udowadnia, że Gombrowiczowski "dramat wewnętrzny" daje się z powodzeniem przenieść na teatralne deski.

"Iwona..." to najwcześniejsza sztuka Gombrowicza. Po raz pierwszy ukazała się w "Skamandrze" w 1938 roku. Do wydania książkowego, starszego o 20 lat, autor wprowadził liczne poprawki, np. tytułowa bohaterka, zamiast wypowiadać słowa bez znaczenia (jak wcześniej), po prostu milczy. W interpretacji Pecko wcieliła się w nią lalka - pusta, żadna, nijaka, o pozbawionym wyrazu spojrzeniu. Książę Filip (w tej roli Łukasz Schmidt) zaręcza się z nią, ponieważ - jak dowiadujemy się z didaskaliów - "godność jego jest obrażona jej nieszczęśliwym wyglądem i nie chce, jako wolny duch, poddać się naturalnej niechęci, jaką wzbudza ta przykra panienka". Specyficznie pojmowany bunt księcia i sadomasochistyczna relacja, zawiązująca się między nim a narzeczoną, są początkowo bagatelizowane przez dwór - ot, książę w końcu się znudzi Jałową zabawką, nie ma co wywoływać skandalu. Król i Królowa racjonalizują zachowania syna - na pewno się zlitował nad brzydactwem, chciał mu okazać łaskę, oto gest godny następcy tronu!

Okazuje się jednak, że Iwona zakochała się w księciu (lub wszyscy tylko tak myślą). "Książę, zaskoczony jej miłością, czuje się zobowiązany do uczuciowego rewanżu - jako człowiek i jako mężczyzna. Chce ją pokochać" - pisze Gombrowicz. Innymi słowy: wrażenie, przekonanie o uczuciu "pustej pannicy" zmusza Filipa do interakcji, a skoro jego, to i cały dwór.

Iwona w ten sposób zaczyna rządzić królestwem. Jej dzikość, nieokrzesanie, milczenie, nieśmiałość, rozlazłość; jej "biologiczna dekompozycja" stawiają rodzinę królewską w trudnym położeniu, ponieważ rodzą niebezpieczne skojarzenia. Każda z postaci zaczyna głębiej odczuwać swoje defekty - Król przypomina sobie swoje zadawnione grzechy, Królowa, "która w tajemnicy hołduje grafomaństwu i w głębi ducha czuje potworność swych wierszy", zaczyna dostrzegać podobieństwa między Iwoną a swoją poezją. Sytuacja staje się absurdalna - milcząca, pozornie nic nieznacząca pannica zyskuje siłę ("zyskuje", gdyż została ona jej w pewien sposób "nadana" przez zachowanie dworu) i doprowadza wszystkich do szału.

Rozwiązaniem jest śmierć dziewczyny; morderstwo "wprost" zostaje jednak wykluczone - sprawa wydaje się zbyt absurdalna: nie można zabić kogoś tylko dlatego, że milczy. Wszyscy spiskowcy odczuwają irracjonalność sytuacji, jej niedorzeczność. Jeśli dodać do tego opętanie konwenansem, pozostaje im jedna droga - organizują zabójstwo przy zachowaniu wszelkich pozorów majestatu i elegancji; morderstwo "z góry", nie "z dołu". Próbują więc ostatecznie odebrać Iwonie władzę, którą sami jej nadali; chcą okazać swoją wyższość, a tym samym zmusić ją do uległości - zakrztuszenia się karasiami. Jak pisze Gombrowicz: "Zabieg udaje się i rodzina królewska wraca do normy",

czyli do znanych i przetestowanych przed pojawieniem się Iwony ról - księcia podrywacza, dobrotliwego króla, który w młodości "nie przepuścił żadnej panience", majestatycznej królowej.

Interpretacja Opolskiego Teatru Lalki i Aktora jest bardzo bliska Gombrowiczowskiej wykładni - dowodem niech będzie chociażby mieszanie się w powyższym "streszczeniu" elementów znanych z dramatu z tymi, które można zobaczyć na scenie. Sięgnięcie po lalki jest rozwiązaniem świetnie przystającym do społecznego makrokosmosu, jaki autor "Ślubu" zobrazował, budując "Iwonę..." na kanwie dramatu rodzinnego, komedii salonowej i tragigroteski (jednocześnie). Bliźniacze podobieństwo pomiędzy aktorami a ożywianymi przez nich marionetkami uwypukla dramat człowieka w teatrze świata. Te same fryzury i ubrania (gigantyczne powtórzenie, rozszczepienie postaci na człowieka i lalkę) prowokują do zadawania pytań: kto jest demiurgiem (reżyserem) tego spektaklu?, czy "pociąganie za sznurki" jest synonimem władzy?

Animująca Iwonę Anna Jarota wprowadza chaos do tego porządku powtórzeń\'\', jest jedynym wyjątkiem od reguły podobieństwa między lalką a aktorem.

Ubrana w obcisłe skórzane spodnie, używająca pejczy i zachowująca się bardzo wyzywająco Jarota, w sposób zdecydowany kontrastuje z bezwolną kukłą, która tańczy w jej rękach. Zabieg ten nie tylko pokazuje wyjątkowość Iwony na tle całego dworu, ale przede wszystkim zwraca uwagę na jej prawdziwą naturę: władczyni, dominy, kogoś, kto "nic nie mówi", lecz "znaczy". Można więc uznać, że aktorzy to nie tyle "klony" lalek, ile uosobienia ich prawdziwych natur.

Pociąganie za sznurki (a kukły rosną w miarę postępującej akcji, stopniowo "przytłaczają" osoby, które mają o nich decydować) znakomicie obrazuje motyw uwikłania w konwenans, bycia poddanym działaniu sił, na które nie ma się wpływu. "Marionetki!... Wszystko marionetki!... Zdaje im się, że robią, co chcą, a robią tylko, co im każe sprężyna, tak ślepa, jaki one..." - kołacze mi się w głowie myśl bohatera Lalki, Ignacego Rzeckiego. Słowa te - choć pochodzące z zupełnie innego "zakresu artystycznego" - mogłyby być mottem, nie tylko dla tego konkretnego spektaklu, lecz także dla całej twórczości Gombrowicza, opartej niejako na wielkim teatrze lalek, w jakim żyjemy.

Witold Gombrowicz: Iwona, księżniczka Burgunda. Opolski Teatr Lalki i Aktora im. A. Smolki. Reżyseria: Marian Pecko. Kostiumy i lalki: Eva Farkasova. Dekoracje: Pavol Andrasko. Muzyka: Robert Mankovecky. Premiera: 24 maja 2009.

Sabina Kwak
Śląsk
25 listopada 2010

Książka tygodnia

Wpadnij, to pogadamy...
Wydawnictwo Universitas
Krzysztof Orzechowski, Łukasz Maciejewski

Trailer tygodnia

Roxana Songs
Krystian Lada
Lada wybrał na miejsce nagrania „Roxa...