Kto tak kochać jeszcze umie?

„Pajace" – reż. Michał Znaniecki – Opera na Zamku w Szczecinie

Superwidowisko szczecińskiej Opery na Zamku przyciągnęło tłumy. Nie przeszkodził ani ulewny deszcz, ani przeszywający wiatr. Nawet potężne grzmoty i szalejąca burza nie przestraszyły publiczności. Prawdopodobnie z wszystkich wakacyjnych wydarzeń miasta, które miały miejsce w ostatnich tygodniach, to właśnie spektakl w reżyserii Michała Znanieckiego zostanie w pamięci mieszkańców Szczecina najdłużej.
Międzynarodowe, plenerowe widowisko na wiele miesięcy przed premierą zawładnęło wyobraźnią szczecinian.

Międzynarodowe, plenerowe widowisko na wiele miesięcy przed premierą zawładnęło wyobraźnią szczecinian. Każdy o nim mówił, każdy chciał wziąć udział, każdy marzył, by pojawić się na premierze. Długie, kilkumiesięczne przygotowania sprawiły, że o spektaklu było bardzo głośno. Ciekawy zabieg Opery na Zamku, angażujący amatorów, mieszkańców Szczecina w postaci Chóru Miejskiego śpiewającego podczas widowiska, również wpłynął pozytywnie na rozgłos „Pajaców". Każdy, kto chciał, mógł poczuć się artystą, częścią czegoś wielkiego, twórcą sztuki. Śpiewacy-amatorzy przez ponad pół roku przygotowywali się do opery, ćwiczyli w domu, w samochodzie, w drodze do pracy. Jaki był efekt końcowy?

Nazwisko znanego reżysera, słynna opera Ruggera Leoncavalla, uniwersalne tematyka (miłość, zdrada, prawda, kłamstwo) i nietypowa lokalizacja wydarzenia, sprawiły, że 11 sierpnia w Teatrze Letnim im. H. Majdaniec pojawiły się tłumy. Efekt przerósł najśmielsze oczekiwania twórców. Niesprzyjające warunki atmosferycznie nie tylko nie zniechęciły publiczności, nie zepsuły spektaklu, ale dodały wydarzeniu magicznej, tajemniczej aury. Setki osób, ściskając parasole w rękach, wyruszyły na spotkanie ze sztuką.

Superwidowisko zaczęło się od minispektakli w różnych, ważnych dla szczecinian miejscach miasta. Sceny Koni, Ryb, Małp, Nosorożca, Ognistych Ptaków i Żurawi wprowadziły widzów w niezwykły, teatralny, cyrkowy nastrój. Cyrkowcy, akrobaci, tancerze oraz śpiewacy nie tylko zachwycili umiejętnościami, ale też nawiązywali interakcje z publicznością. Zachęcali do przełamania bariery wstydu i strachu. Prowokowali, włączali zebranych do spektakli, nierzadko wywołując śmiech, zaskoczenie, a nawet przerażenie w oczach widowni. Następnie tuż przed rozpoczęciem głównego widowiska artyści uformowali barwny korowód, przypominający trupę cyrkowców z komedii dell'arte. Wtedy rozpoczęło się to, na co wszyscy od dawna czekali. Malowniczy Park Kasprowicza i Teatr Letni stały się jedną, wielką sceną.
Kiedy widownia w napięciu czekała na rozpoczęcie głównego spektaklu, tuż pod sceną, przed garderobianymi lustrami siedzieli aktorzy w strojach smutnych pajacy, prezentując zebranej publiczności ostatnie przygotowania i poprawki przed widowiskiem. Ich gesty, mimika, zachowania były swego rodzaju preludium, które miało naprowadzić publiczność na sens widowiska, przywołać problematykę. Tragicznym milczeniem, zbolałymi twarzami zwiastowali dramatyczne wydarzenia. Przypominali antyczny chór z tragedii greckiej, zapowiadający to, co będzie działo się na scenie. Zresztą później w trakcie trwania spektaklu niejednokrotnie smutne pajace były cichymi świadkami zdarzeń, obserwatorami, zwiastunami dramatycznych chwil, niemymi doradcami, czy niewidzialnymi przyjaciółmi głównych postaci, jak nikt inny, rozumiejącymi ich uczucia i emocje – ból, miłość, strach, cierpienie. Wraz z 200-osobowym Chórem Miejskim i orkiestrą Opery na Zamku, wrażliwe pierroty stworzyły niezwykłą oprawę dla spektaklu. Aktorzy-pajace, dzięki niebywałej umiejętności grania ruchem, gestem, ekspresją całego ciała pomagali publiczności wychwycić różne niuanse spektaklu, zauważyć to, co istotne, czy wzbudzić refleksję. Zdecydowanie byli jednym z najciekawszych, najjaśniejszych elementów opery. Przyjmując pozy znane ze słynnych obrazów pajacy, trzymając czerwone róże w rękach, byli niezwykłym tłem dla jednego z najbardziej wzruszających momentów spektaklu, słynnej arii „Śmiej się pajacu" („Vesti la giubba") z aktu I, sceny IV.

Opera, skupiona wokół uniwersalnych tematów miłości, zdrady, konfliktu prawdy i fikcji, dzięki doskonałej grze aktorskiej, pięknym głosom, muzyce, niebanalnym kostiumom oraz scenografii budziła żywe reakcje publiczności. Wspaniale w plenerze niósł się dźwięk instrumentów, chóralny śpiew, wokal głównych postaci. Kamen Chanev w roli Cania-Pajaca był fenomenalny, jego piękny, mocny głos poruszał do głębi. Joanna Tylkowska-Drożdż jako Nedda-Kolombina, jak nikt, umiała wzbudzić śmiech lub zachwycić dramatycznymi, wysokimi tonami. Przekonująco w swoich rolach wypadli także pozostali, w tym Mariusz Godlewski jako Tonio-Taddeo, Michał Partyka jako Silvio, czy Pavlo Tolstoy jako Beppo-Arlekin.

Przepiękną oprawę dla sztuki stworzyła doskonała Orkiestra i Chór Opery na Zamku, idealnym dopełnieniem dla nich były Chór Miejski oraz Dziecięcy. Intrygująca była scenografia Luigiego Scoglio, łącząca elementy nowoczesne, popkulturowe z tradycyjnymi. Adam Królikowski, odpowiedzialny za kostiumy, wykazał się niezwykłą pomysłowością i intuicją, tworząc świetlne kostiumy ledowe dla śpiewaków oraz śpiewaczek operowych. Doskonale sprawdziły się w plenerze, jeszcze bardziej potęgując rozmach, widowiskowość spektaklu.

Plenerowe widowisko zaangażowało prawie wszystkie zmysły publiczności. Dużo się działo na scenie i wokół niej. Bogactwo dźwięków, kolorów, postaci, efektów wizualnych budziło niekłamany podziw. Zachwycająca gra aktorów-pajacy poniżej sceny, akrobatów i cyrkowców po obu stronach Teatru Letniego, ich zaangażowanie, odrywanie ról mimo niesprzyjających warunków atmosferycznych, dodatkowo wzmocniło wymowę opery „Pajace". Potęgując moc opowieści o pięknej fikcji, w której żyjemy, jaką kreujemy, pod którą chowamy nasze cierpienie, smutek, własne tragedie. Według niektórych szalejąca burza, która zaczęła się tuż przed spektaklem i skończyła wraz z jego końcem, została w magiczny sposób zamówiona przez reżysera, Michała Znanieckiego. Była niezwykłym dopełnienie tragicznej historii, dodającym widowisku dramatyzmu.

Znaniecki w swoim superwidowisku stworzył świat poruszający różne, życiowe obszary. Reżyser, wnikliwy obserwator rzeczywistości, w umiejętny sposób przekazywał uniwersalne prawdy. Czasami zdawał się też puszczać oczko do publiczność, kpić z niektórych tendencji współczesnego świata.

W sztuce były momenty wywołujące śmiech, jak również takie, które wzruszały. Pokazujące, że to, co człowiek w danej chwili uważa za ważne, jest tylko mgnieniem, błahostką w teatrze świata. Był czas na zabawę i zadumę. Tak jak w życiu. Zupełnie jakby Znaniecki, kreator i wielki marzyciel, chciał w swoim wielkim spektaklu, odmalować wszystkie odcienie duszy każdego człowieka, każdy aspekt życia. Nawiązując do motywów teatru w teatrze, lustra, cyrku, pajacy pokazać, że każdy z nas gra, że rzadko kiedy naprawdę jesteśmy sobą. Czasami tylko zrzucamy maski, ale wtedy może już być za późno. Pozostaje tylko zanucić wraz ze zbolałym Pajacem „Śmiej się pajacu, choć bolejesz niezmiernie. Śmiej się, choć ból rozrywa twe serce".

W moim rodzinnym domu wisi obraz smutnego Arlekina z różą. Nigdy go nie lubiłam, ale po obejrzeniu opery Znanieckiego, patrzę na niego życzliwszym okiem. Zrozumiałam jego tragizm i fragment tekstu starej piosenki „Arlekinie, Arlekinie, kto tak kochać jeszcze umie?".

Karolina Jankowska
Dziennik Teatralny Szczecin
16 sierpnia 2017

Książka tygodnia

Trailer tygodnia

"Edyta Stein" - Synago...
Roberto Skolmowski