Ku uciesze

"Wesołe Kumoszki z Windsoru" - reż. P. Aigner - Gdański Teatr Szekspirowski i Teatr Wybrzeże w Gdańsku

28 czerwca byliśmy świadkami ostatniego wydarzenia otwierającego, które zamyka pierwszy etap funkcjonowania Gdańskiego Teatru Szekspirowskiego. GTS zadebiutował jako koproducent oryginalnego przedstawienia przygotowanego pod kątem własnej sceny elżbietańskiej, rozpoczęła się regularna eksploatacja przestrzeni, która po to powstała.

Wybór tytułu nasuwał się sam. "Wesołe kumoszki z Windsoru" to jedyna komedia rozgrywająca się za czasów Szekspira, sztuka wieloobsadowa, w której wszyscy przeżywają do końca. Niewyszukana, ale za to czytelna i komunikatywna fabuła, dobrze skrojone charaktery, pole do popisu dla sprawnych aktorów. Opowieść o intrygach sir Johna Falstaffa, opoja i rajfura, takiego angielskiego Zagłoby, tylko bez Wołodyjowskiego oraz Inflantów, ma walory dydaktyczne, co obniża kategorię wiekową do lat co najmniej 12. Paweł Aigner, znany z Teatru Wybrzeże z udanej "Arabeli", specjalizuje się w przedstawieniach dla dzieci. Najmłodsi muszą się dobrze bawić, nuda jest gorsza od najstraszniejszej wiedźmy, przy której polskie szeptuchy czy irlandzkie banshees to niewinne lolitki. Tak więc bawmy się! Reżyser postawił na energię, a weryzm, jaki znamy z wielu angielskich ekranizacji, zastąpił bajką, którą tworzą przede wszystkim kostiumy mistrzyni polskiej kostiumologii stosowanej Zofii de Ines-Lewczuk, która chętnie odwiedza nasz region nie tylko w celu realizacji spektaklowych (m.in. w dniach 15.05-20.06 trwała wystawa jej kostiumów w Filharmonii Kaszubskiej w Wejherowie). Zamiast brudu i naturalizmu, mamy niezwykłą paletę barw, w której każdy kolor wyróżnia się świeżym, właśnie "tym", odnalezionym odcieniem. Wiśniowy, różowy, zielony, błękitny i wiele innych a większość w towarzystwie kraty - de Ines nie kryła inspiracji Vivianne Westwood. Oczywiście niezwykle formowane i barwione skóry - tym zasłynęła już w Pantomimie Wrocławskiej Tomaszewskiego i do dziś zachwyca. W "Kumoszkach" każda postać jest przemyślana, każda postać jest dopracowana, każda postać jest ucharakteryzowana według indywidualnej koncepcji. To także fryzury, makijaż i absolutnie epickie i bezkonkurencyjne buty! Pantalony Falstaffa bezcenne, ale niepraktyczne dla panów +60. Pierwszy akt jest grany przy otwartym dachu i świetle dziennym, w drugim przy zamkniętym niebie i w niepełnym oświetleniu, co dostarcza jeszcze kolejnych odcieni i rozszerza paletę barw. Przedstawienie teatralne to oczywiście twór polifoniczny, ale dawno nie widziałem tak mocnej dominanty. Surowa, bardzo funkcjonalna scenografia Magdaleny Gajewskiej, jeszcze wzmacnia ekspozycję królowej balu, którą jest w tym przedstawieniu autorka plastycznej koncepcji postaci, bo słowo "kostiumy" jest tutaj niewystarczające.

Aigner osiągnął sukces dzięki zespołowi Teatru Wybrzeże, który w kategorii takiego teatru ustępuje chyba tylko zespołowi łódzkiego Jaracza. Drużyna gdańska, wzmocniona młodymi aktorami gościnnymi, nie miała prawie słabych punktów. Właściwie tylko wyeksploatowany już chyba niestety na dobre głos Katarzyny Figury (Pani Chybcik, ochmistrzyni w domu Caiusa) osłabiał wrażenie, ale to na poziomie promili czy tysięcznych części sekundy. Trzymam kciuki za Grzegorza Gzyla (Falstaff), który nie ma dublury a zadanie przed nim, że nie w kij dmuchał - 30 występów w dwa miesiące. Znając Gzyla rozkokosi się w roli, ale już po premierze możemy mówić o kreacji. W wielu znanych interpretacjach Falstaff to mocno już przechodzony pieczeniarz, przywołany w "Henryku V" budzi nawet współczucie. Falstaff Gzyla jest najsprawniejszym fizycznie Falstaffem w historii teatru i kina a jego brzuch, nieodłączny atrybut postaci to zobaczycie państwo sami. Osobną, nierubaszną jedynie kategorię komizmu, stworzył Marek Tynda (Franciszek Ford), który po raz kolejny zagrał w komedii - czyżby trwała wolta? Więcej minut w rotacji powinien dostawać Piotr Łukawski (Jerzy Page) i z czasem przejść z roli zadaniowca do pierwszego składu. Fryzura Jerzego Gorzko to dobry trop w poszukiwaniu nowej tożsamości artystycznej, Dorota Androsz (Abraham Mizerek, krewniak Spłycia) potwierdziła swą osobowość androszgeniczną, Anna Kaszuba (Anna Page, córka Page'ów) pewnie w poprzednim wcieleniu była chińską gimnastyczką a na pewno rewelacją tu i teraz był potrójny Marcin Miodek (Jan, sługa Forda i Robert, sługa Forda, Piotr Tuman). Ciekawe, że mimo iż małozębny w jednej z postaci swej trójcy, to mocno ściągał uwagę płci pięknej. Do wakacyjnych podrywaczy: pomysł z uzębieniem do przemyślenia, niekoniecznie do naśladowania.

"Wesołe kumoszki z Windsoru" Teatru Wybrzeże w Gdańskim Teatrze Szekspirowskim, i w koprodukcji z tymże, to teatr ku uciesze. To barwne, rozbiegane, roztańczone widowisko, działające bezpośrednio i demokratycznie - każdy się będzie dobrze bawić. Bardzo radosne, niezwykle energetyczne. To także dobry znak na przyszłość. I choć ze zrozumiałych względów dzieło nie pretenduje do traktowania go w kategoriach teatru artystycznego, to ingrediencje najwyższej próby uszlachetniają mieszaninę i podnoszą całość do poziomu, z którego możemy być dumni. Sukces dwóch teatrów otworzył zupełnie nową perspektywę odbioru i zamknął pierwszy etap tworzenia największej atrakcji kulturalnej turystycznego lata w Gdańsku. Już teraz śmiało można zaplanować wydłużenie sezonu o czerwiec i wrzesień, już niedługo bilety na spektakle pod niebem będą największym rarytasem.

Wiemy już, że apologeci niewygody zabraniają narzekać na funkcjonalność Gdańskiego Teatru Szekspirowskiego, który uzyskał bardzo prestiżową nagrodę Stowarzyszenia Architektów Polskich za rok 2014 za najlepszy budynek w Polsce wzniesiony ze środków publicznych. Jednak jeśli tylko możecie wybierać, to kupujcie najtańsze bilety na dole. Wprawdzie perspektywa stania przez trzy godziny może odstraszać, ale to właśnie na dole jest nie tylko najlepsza widoczność, ale dzięki bliskiemu kontaktowi ze sceną i aktorami, którzy się przemieszczają jak szaleni, można dosłownie i w przenośni poczuć dotyk teatru i dostrzec szczegóły perfekcyjnej pracy Zofii de Ines.

Ciągle są problemy z napisami. Nie chodzi o premierowy, dość poważny asynchron, ale o widoczność. Koniecznie trzeba rozwiązać ten problem, by cieszyć się mogli wszyscy, także zamorscy Angielczycy i Niemce, które to mówić nie potrafią, skąd ich nazwa w języku polskim.

Jak najszybciej, pewnie na przyszły sezon, powinna być uruchomiona sprzedaż gadżetów. GTS, wykorzystując swój potencjał, powinien stać się atrakcją w pełnym wymiarze nowoczesnego marketingu. Potrzebne są kolekcjonerskie przedmioty - miniatury budynku a może postaci z Szekspirowskich sztuk? To by była gratka dla zbieraczy z całego świata - kolekcja figurek! Wymienię dwa Falstaffy za Ariela! Puszczę Ofelię w pakiecie z Ryszardem III i dorzucę jeszcze Lady Makbet za limitowaną deluxe czaszkę Yorricka. Albo karty z postaciami lub album z naklejkami - to też byłoby coś. Maskotki dla dzieci - a pewnie, że tak. Czas na następny rozdział opowieści o nieśmiertelnej treści. Nie ma się co wstydzić, takie mamy czasy a przecież teatr był dla ludu niegdyś. Swoją drogą to ciekawe i nadal nie potrafię sobie przekonywująco odpowiedzieć na pytanie zasadnicze: dlaczego tak naprawdę, prócz niepisanej umowy i patyny czasu, dawne utwory rozrywkowe, czy to muzyczne czy sceniczne, nie grzeszące przecież wyrafinowaniem, dziś są poważane i celebrowane jako sztuka wysoka? No dlaczego?

Gdański Teatr Szekspirowski jest wyjątkowy pod wieloma względami. Jest wręcz skazany na wyjątkowość od zarania, tako i my nie ustawajmy w wyjątkowych oczekiwaniach. "Kumoszki" powinny żyć dłużej niż jeden sezon, szczególnie gdy czas grania będzie wydłużony. W tej chwili to siódma scena Teatru Wybrzeże, ale mam nadzieję, że znajdzie się w nim miejsce dla innych teatrów i realizatorów. W przyszłym roku przyjadą angielscy aktorzy - to piękne i zrozumiałe nawiązanie do historycznych wizyt aktorów angielskich w dawnym Gdańsku i kolejna atrakcja. A już niedługo Festiwal Szekspirowski, czyli wysoki teatr artystyczny. Cieszmy się więc.

Piotr Wyszomirski
Gazeta Świętojańska
2 lipca 2015

Książka tygodnia

Banksy
Wydawnictwo ARKADY
Praca zbiorowa

Trailer tygodnia