Kuszenie w piwnicznej izbie, czyli spotkania z przyrodą...

"Na pokuszenie" - reż. Jan Nowara - Teatr im. Wandy Siemaszkowej w Rzeszowie

Jak Boga kocham, gdyby nie to żem nie był odzian w kostium teatralny postaci do zagrania której gościnnie zaproszono mnie w roku 2007, za sprawą ówczesnej dyrekcji Teatru im. W. Siemaszkowej w Rzeszowie, pana Przemysława Tejkowskiego (chwała mu, dobry pomysł z "Dziadami") i śp. Jacka Andruckiego, reżysera tego niczegowatego widowiska, które przyszło mi zaczynać w teatralnym foyer już.

I gdyby nie to, żem w dłoni dzierżył wykupiony bilet, to czułbym, że czas w miejscu stanął, że gramy "Dziady". Coś w tym jest. Ciemne, okotarowane foyer przy ul. Sokoła (że oko wykol... sokole oczywiście). Potknąłem się ze dwa razy, a raz potrąciłem pomocniczek na który stały lampki z nieśmiertelnym białym i czerwonym winem. Nie, to nie scena obrzędowa, to wnętrze ni to kawiarni, ni to baraku, w którym odbywa się najnowsza premiera tych gorzkich żali w dozorcówce (taka sztuka jest autorstwa Istvana Csurki, węgierskiego dramaturga i scenarzysty).

Dwie kobiety, Dojrzała i Niewinna (tak nazwał te postaci autor scenariusza i jednocześnie reżyser Jan Nowara) wyśpiewywują w tym opusie... Swoją drogą dlaczego użył aż tak tautologicznych nazw? Czy w niewinności nie może być dojrzałości i vice versa? Rozumiem, że to zabieg celowy, skierowany do teatralnie nie otrzaskanej, nie edukowanej rzeszowskiej publiczności.

Dobra. No i te panie grane, właściwie "śpiewane" przez "dojrzalszą" - Mariolę Łabno-Flaumenchaft i "niewinną" Dagny Ciporę przez minut 50 ładnie, owszem, bo śpiewać potrafią bardzo dobrze obie, przez minut 50, bez specjalnych zwrotów akcji i dramaturgii (przypominamy, na marginesie realizatorom, że dramaturgia - jest podstawą teatru) coś tam próbują tym śpiewaniem udowodnić, załatwić. Tak wynika z opisu na stronie www. teatru (w ogóle ta strona nie idzie z duchem czasu, jest archaiczna, bardzo taka sobie) - "uchwycić sens uczuć, ich miarę(...) znaleźć równowagę (...), ale też otwierać się na miłość... mają bohaterki tegoż... Gdybym miał przed sobą program, ale jak poinformowano mnie "był w druku", z librettem tej skomplikowanej intrygi i oczywiście latarkę to może bym i co zrozumiał głębszego z przesłania tego. Oprócz prawd odwiecznych, prócz dobrych słów (m.in. Przybora, dobrej muzyki, m.in. Wasowskiego, nieśmiertelnych kawałków Ordonki i Piaf) w bardzo dobrej aranżacji Jarosława Babuli i naprawdę starań interpretacyjnych obu pań (kocham aktorów, taką mam słabość!) nie znalazłem sensu głębszego, nie przeżyłem szoku, nie dotknąłem absolutu, katharsis nie przeżyłem. Takie uczucia winien wywoływać wszak teatr. Jak Boga kocham, nie porwały mnie takoż wyświetlane w ramach tzw. scenografii multimedialnej widoczki lasów z brzózkami (choć to ważne drzewo dla niektórych) i pajączków.

"Miłość ci wszystko wybaczy", (słowa J.Tuwim, muzyka: H Wars) śpiewają nasze utalentowane Panie aktorki. Miłość może i tak. Ja, Jan N. nie. Widać nie kocham teatru takiego i nie rozumiem. Dlaczego dałem się nań skusić? No może dla seksapilu (śpiewane śpiewane) Wykonawczyń. Ale bardziej ostrożny in spe będę z tym uczuć lokowaniem. Kurtyna!

Jan Niemaszek
Super Nowości
24 czerwca 2014

Książka tygodnia

Alef
Państwowy Instytut Wydawniczy
Jorge Luis Borges

Trailer tygodnia