Kwiecień, 2019 (2)

W Trzech Zdaniach

Warszawska Akademia Teatralna (niegdyś Państwowa Wyższa Szkoła Teatralna) w kształcie, który znałem od wielu dziesiątek lat, opartym na przedwojennych tradycjach PIST-u, powoli odchodzi w zapomnienie.

Przykładem może być systematycznie niszczony i upokarzany Wydział Reżyserii (będący kontynuacją dzieła Leona Schillera), ale gdy dzisiaj zaglądam do spisu pedagogów nie mogę się nadziwić jak zróżnicowanej i świetnej kadry pedagogów dorobił się dziekan Jarosław Kilian: są i młodsi, m.in. Monika Strzępka, Maja Kleczewska, Mateusz Bednarkiewicz, Paweł Łysak, Marcin Hycnar, są i starzy mistrzowie, m.in. Andrzej Seweryn (niestety już zrezygnował!) Janusz Zaorski, Olga Lipińska, nic tylko korzystać z ich wiedzy i doświadczenia. Cóż, kiedy dzisiaj na ogół studenci wiedzą lepiej kto, czego i jak ma ich uczyć, a podsycani przez populistów z kręgu władz uczelni stanowią potężną siłę decydującą o losach wielu profesorów, co każe postawić pytanie: dokąd zmierza moja teatralna Alma Mater? (17.04.)
***

W podkarpackim Pruchniku stara, powracająca dziś, tradycja każe okładać kijami słomianą kukłę Judasza, potem obciąć jej głowę (jak na Żyda przystało – z pejsami, w jarmułce i z wydatnym nosem), podpalić tułów i wrzucić do rzeki, ku radości okolicznej dzieciarni. A na równie tradycyjnym krakowskim odpuście, zwanym Emausem, stoją kramy z napisami „Żydki", a w nich najprzeróżniejsze przysadziste figurki w chałatach, tałesach, myckach, ze skrzypcami, z jednogroszówką (na szczęście?), do powieszenia na sznurku w charakterze maskotki, z magnesikiem na lodówkę, albo z mechanizmem kiwającym do postawienia na szafie. Świat na to patrzy i interpretuje jednoznacznie: Polacy wyssali antysemityzm z mlekiem matki! (22.04.)
***

Pal licho czy „operetka sanatoryjna" w Małopolskim Ogrodzie Sztuki to szlachetna rozrywka, czy też nie, ale ostatnio repertuar wskazuje na wyraźną komercjalizację tej sceny, mimo zapewnień dyrektora, że pozostanie ona eksperymentalna i artystycznie nowatorska. Maciej Stroiński, barwny „krytyk teatralny ze wsi", jak sam się określa, posiadający ksywy „Stroix" lub „Destroix" zwraca uwagę na jeszcze jedno zjawisko: „Stary" i „Słowak" zamieniają się miejscami, wzajemnie naśladują, powtarzają pomysły repertuarowe, pożyczają sobie twórców. Z jednej strony przegięcie „pod publiczkę", z drugiej swoista unifikacja krakowskich teatrów może niepokoić – przecież potencjał miasta pozwalałby na daleko idącą różnorodność zarówno w treści jak i formie, na samodzielną oryginalność artystycznych kreacji. (25.04.)
***

Owej kwietniowej soboty (6-tego) nie mogłem być w „Loży" i dlatego z opóźnieniem, ale z wielką przyjemnością odtworzyłem płytę DVD, aby przekonać się jak znakomicie Anna Polony i Paulina Puślednik interpretowały świetny tekst sztuki Marguerite Duras pt. „Savannah Bay". To była prawdziwa uczta i dlatego warto powtórzyć o czym szepcze się w Krakowie. Ano o tym, że Józef (Żuk) Opalski, pomysłodawca i reżyser tego i wcześniejszych czytań performatywnych, tworzy bez rozgłosu w „Loży" prawdziwy teatr: nie udziwniony, inteligentny, wierny autorowi, nie traktujący publiczności jak matołów, nie obciążony przerostem pomysłów inscenizacyjnych, a nam coraz bardziej takiego miejsca brakuje, dlatego apeluję: odwiedzajcie je tłumnie i delektujcie się pozornie mało efektownymi perełkami aktorskiego kunsztu! (26.04.)
***

Salonowe urodzinki Halinki (Jarczyk) były jak zawsze sympatyczne i okazałe. Jubilatka od czasu, kiedy wiele lat temu trafiła do Teatru STU i – jak sama mówi – „pokochała muzykę w teatrze i teatr w muzyce" nie zmieniła się nic a nic. I dlatego my wszyscy obdarzamy ją prawdziwym uczuciem, a jej podróż „po dźwiękach pieśni i piosenek" (również w Salonie Poezji!) nadal trwa i niech trwa jak najdłużej, bo świetnie uczy aktorów muzyki, jest znakomitym producentem i organizatorem przedsięwzięć koncertowych, a do tego wspaniałym wirtuozem skrzypiec! (28.04.)
***

Słucham płyty CD „Jazz in Polish Cinema" z lat 1958 – 1967 i nie mogę wyjść ze zdumienia: Krzysztof Komeda i Andrzej Trzaskowski komponowali muzykę do większości znaczących w tamtych latach obrazów, takich jak „Niewinni czarodzieje", „Pociąg", „Nóż w wodzie", „Jutro premiera", „Pingwin", „Kraksa", „Jazz Camping", „Dwaj ludzie z szafą", „Walkower", „Personel". Po śmierci Stalina i przewrocie październikowym jazz zaczynał dopiero torować sobie drogę w zaplutej, komunistycznej, polskiej rzeczywistości, a tu proszę: ścieżki dźwiękowe nagrywali wraz z kompozytorami tacy muzycy jak Tomasz Stańko, Jerzy Milian, Andrzej Kurylewicz, Andrzej Dąbrowski, Jan „Ptaszyn" Wróblewski, Michał Urbaniak, Wojciech Karolak Zbigniew Namysłowski, Janusz Muniak, Jacek Ostaszewski. Cała generacja znakomitych instrumentalistów, którzy przez wiele lat nadawali ton muzyce jazzowej nie tylko u nas, ale też na świecie, a przecież wychowywali się i kształcili w czasach zniewolenia, to nie do pojęcia, ale warto ten fakt przypominać! (29.04.)

Krzysztof Orzechowski
Dziennik Teatralny
30 kwietnia 2019

Książka tygodnia

Ksiuty z Melpomeną
vis-a-vis
Stefan Wiechecki

Trailer tygodnia

Maskarada – Międzynaro...