Lalkom wolno więcej

"Avenue Q" - reż. Magdalena Miklasz - Teatr Muzyczny im. Danuty Baduszkowej w Gdyni

Musical "Avenue Q", który właśnie wszedł do repertuaru Teatru Muzycznego w Gdyni, ma zagwarantowane długie życie na afiszu. Amerykańskim autorom - muzyka i teksty piosenek: Robert Lopez i Jeff Marx, libretto: Jeff Whitty, oraz twórcom polskiej adaptacji - tłumaczowi Janowi Czaplińskiemu i reżyserce Magdalenie Miklasz - udało się stworzyć przedstawienie bardzo przystępne i zabawne, bez przekraczania granicy dobrego smaku czy zniżania się do poziomu jarmarcznej rozrywki.

Wydaje się to być rozwiązaniem kwadratury koła, ponieważ humor prezentowany w spektaklu jest, bez dwóch zdań, rubaszny, a w tekście aż się roi od przekleństw. Jakkolwiek jednak paradoksalne by to nie było, pogodzenie sprzeczności udało się w pełni. Fabuła jest prosta, na Avenue Q, podupadłą ulicę na peryferiach Gdyni (w adaptacji z umiarem wprowadzone są polskie realia), sprowadza się Żaczek Przyjemniaczek, sympatyczny, ale pozbawiony życiowego celu absolwent wyższej uczelni.

To, co oglądamy na scenie, jest typową historią dorastania, z wątkiem miłości i zdrady i obowiązkowym happy endem. Każdą z postaci pokazujących się na scenie da się opisać w dwóch słowach, bez trudu można przewidzieć jej rolę w intrydze oraz dalsze losy, mimo to trzygodzinny spektakl mija w mgnieniu oka. Sekret powodzenia "Avenue Q" polega na mistrzowskim przełamywaniu romansowej fabuły dosadnym humorem - otwierająca piosenka to "Do dupy być mną", a po niej słyszymy jeszcze "Każdy z nas jest małym rasistą", "Gdybyś był gejem", "Internet jest do porno". Dozorcą w kamienicy jest grany przez Katarzynę Wojasińską "najsłynniejszy Down w Polsce" Piotrek Swend, który po zwolnieniu z obsady telenoweli "Klan", w której grał Maciusia, musiał poszukać sobie pracy (w tekście oryginalnym był to Gary Coleman z sitcomu "Diff'rent Strokes", czarnoskóry i mierzący 140 cm wzrostu). Bezczelne kukiełki W "Avenue Q" mówi się i śpiewa o ciężkim losie imigrantów, rasizmie, problemach psychologicznych przeżywanych przez gejów. Całość jest jednak lekka jak piórko dzięki użyciu genialnie prostego zabiegu, który wszystkie te bolesne kwestie bierze w nawias. Choć na scenie widać aktorów, to większość z nich animuje lalki, które są właściwymi postaciami scenicznymi. A Muppetowi więcej wolno niż człowiekowi, więc publiczność gładko przełyka to co ostre lub gorzkie. Nowy gdyński musical jest przedstawieniem średnioobsadowym, więc do każdej z ról udało się znakomicie wybrać najbardziej odpowiednich wykonawców. Wszyscy są świetni, ale show skradła kolegom i koleżankom Magda Smuk, w brawurowo zagranej roli wietnamskiej psycholożki Anny Marii.

Tomasz Rozwadowski
Polska Dzienik Bałtycki
9 października 2014

Książka tygodnia

Paragon
Wydawnictwo Mamiko
Justyna Nawrocka

Trailer tygodnia