Legenda Bałtyku z baletowym lektorem

26. Bydgoski Festiwal Operowy: "Legenda Bałtyku" - reż. Robert Bondara - Teatr Wielki w Poznaniu

Pokażcie mi tego, kto w ręce Roberta Bondary oddał operę Feliksa Nowowiejskiego... niech mu dłoń uścisnę! Dał on dowód na to, jak dość często modyfikowaną operę, również po śmierci autora, można przemienić w perłę i to wydartą (dosłownie) morzu.

Robert Bondara zadebiutował tą operą jako reżyser, bo znany jest już dobrze jako tancerz, choreograf, pedagog. Przyczyniło się do tego zapewne oparcie całego II aktu "Legendy Bałtyku" w nieoczywisty sposób na balecie. Ale balet i ruch wdziera się również do aktu I i III, pozostawiając w niemym zachwycie wszystkich tych na widowni, którzy nie mieli przyjemności widzieć innych jego dokonań. Bydgoska publiczność miała już ten zaszczyt, przy okazji "Zniewolonego umysłu" (balet inspirowany esejem filozoficznym Czesława Miłosza).

Libretto napisane przez Walerię Szalay-Groele "Legendy Bałtyku", nie nazwałabym arcydziełem, ciężko osadza się w uchu, a męczeństwo rozstających się Bogny i Domana z niesmakiem przypomina telenowelę. Za to zagwozdką pozostaje, jak to natchnione niemieckimi i włoskimi twórcami międzywojnia, co często zarzucano Nowowiejskiemu, dzieło przenieść na deski teatru operowego i zachwycić współczesną publiczność. I tym sposobem młodzi realizatorzy coraz częściej sięgają po narzędzia multimedialne - w tym przypadku z powodzeniem. Robert Bondara w tym względzie przypomina mi trochę teatralny fenomen "Pod Presją" Mai Kleczewskiej.

Bo jak inaczej pokazać wyprawę Domana po koronę Juraty, władczyni Winiety, zatopionej przez Peruna na dno Bałtyku? Niemniej przejścia te nie należą do łatwych. Dawno nie widziałam tak dużej precyzji łączenia dwóch różnych światów na scenie. Oto naszym oczom ukazuje się łódka Domana, targana szalejącym na Bałtyku sztormem. Doman wypada z niej w momencie (na scenie jego ciało wygina się niebezpiecznie do tyłu), gdy na ekranie pojawia się film i on plecami ląduje we wodzie. Wajda by pozazdrościł. Mało tego, ciało unoszącego się bezwolnie Domana i Jurata wciągająca go głębiej w otchłań fantastycznie współgra z muzyką.

Nie wiem czy będzie to wybór nieoczywisty, bo takie zdarzają mi się dość często, na moją uwagę z solistów zasłużył tego wieczoru nawet nie Doman (Piotr Friebe), ani nie Mestwin (Aleksander Teliga), ojciec Bogny, a Lubor, czarny charakter tej opowieści, o posturze ni to kostuchy, ni to Gargamela (Jaromir Trafankowski). Człowiek targany sprzecznymi uczuciami, to miłości do Bogny, to nienawiści do niej. Pogardy do samego siebie za to, jaki jest i gdzie go wpędza ta nieodwzajemniona miłość. Przekonuje i nie jest w tym, choć niektórzy soliści tego nie uniknęli, karykaturalny. Naprawdę go żal, gdy Perun wyjawia jego kłamstwo, szkalujące Bognę i ten ginie.

Chór Mariusza Otto daje tutaj również popis zapierający dech. Cała Opera Nova wypełnia się dźwiękiem, gdy ten dochodzi pierwszy raz do głosu. Aż dudni w posadach, a w uszach na długo pozostawia szum..., a może to szum Bałtyku? Gdyby nie jego znacząca dla spektaklu rola - często pojawia się i znika w bocznych nawach proscenium, dramatyzm rozstania zakochanej Bogny (Magdalena Nowacka) z Domanem wypadłby, nawiązując do piaszczystej plaży, co najmniej miałko. "Czy ty mnie kochasz" kojarzone przez większość melomanów z wykonaniem Jana Kiepury, rozczula naiwnością, co przy dojrzałych kształtów kobiecie turlającej się po piasku nie wypada zbyt wiarygodnie.

Za to patrząc na obraz całościowo, miłość wyznawana sobie wzajemnie w Noc Kupały, podróż w głąb Bałtyku i siebie przy okazji, uwolnienie Juraty... pozwala docenić jego uniwersalizm i rozumieć go "poza czasem", dzięki czemu staje się ponownie, jak w przypadku 'Zniewolonego umysłu", zapewne na długo jeszcze aktualny. Libretto jest w rękach i wyobraźni Roberta Bondary jedynie pretekstem do przeżywania oratoryjnej muzyki Nowowiejskiego (kierownictwo muzyczne Tadeusz Kozłowski) i obcowania z problemami naszej współczesnej egzystencji, bez demonizowania jego autora, czy krytycznego odbioru tekstu.

Największa tego zasługa leży po stronie baletu, który to pozwoliłam zostawić sobie na "deser". Fantastycznie, już od pierwszego aktu część baletu przeplata się z cząstką chóru, tworząc szydełkowy obraz prasłowiańskiej wioski, pełnej radości, pracy u podstaw i poszanowania plemiennej starszyzny. Fabuła rozgrywa się na plaży, ale ruchu tu nie brakuje. Pomyślano o wszystkim, nawet o ciężarnej i gromadce naprawdę małych dzieci. W akcie trzecim pojawia się i komizm, gdy zdajemy sobie sprawę, że za jednym młodym goni przebrany za dziewkę chłopak.

Najmocniejszą stroną "Legendy..." jest oczywiście II akt. Świat podwodny wytańczony przez baletowych odpowiedników Bogny (Julia Korbańska) i Domana (Gal Trobentar Zagar), którzy już pod koniec aktu pierwszego zapowiadają swoje nadejście, a rozstanie Bogny i Domana w cielesnej interpretacji ich ruchów nasuwa mi skojarzenie z tłumaczem języka migowego wciśniętym gdzieś zazwyczaj w róg odbiornika telewizyjnego. Prowizoryczna nagość ich ciał tylko potęguje uczucie ulotności i pozwala skupić się na opowiadanej przez nich rychłej rozłące zakochanych. Robert Bondara ma niespotykany dar malowania ciałem emocji, a scena gdy Bogna (tancerka) zastyga w nieziemsko wygiętym w pałąk do tyłu łuku, przyprawia o dreszcz niedowierzania.

Ten obraz nie byłby tak spójny, gdyby nie dopełniła go idealna, stonowana, rustykalna scenografia z wyróżniającym się ogromnym, osuwającym się z klifu, zwalistym drzewem w III akcie (Julia Skrzynecka) oraz stroje (dowcipnie dodając "z epoki" Martyny Kander). Poza płóciennymi szatami prasłowian, z wyjątkiem kupca Lubora, którego wyróżnia jednoznacznie kojarząca się czerń, na uwagę zasługują niewątpliwie czerwone kreacje strzyg w II akcie. Co za tym idzie, przepuszczenie ataku na Juratę, które przerywa Doman, staje się dzięki nim niezwykle wymowne w odbiorze. Podobnie, jak jej zwiewny szyfon na filmie nawiązujący do syreny.

Wiktoria Raczyńska
bydgoszczinaczej.pl
24 maja 2019

Książka tygodnia

Tamara Łempicka. Sztuka i skandal
Wydawnictwo Marginesy
Laura Claridge

Trailer tygodnia

Artyści w spocie przec...
Andrzej Seweryn, Magdalena Boczarska,...