Legenda w drewnie

"Nie wierzę w śmierć" - reż. Tomasz Kaczorowski - Teatr Miniatura w Gdańsku

Przedstawienie zaczyna się w foyer. Aktorzy przychodzą, aby przeprowadzić widzów po korytarzach i piętrach do Sali Prób, gdzie rozegra się właściwa część spektaklu. Jak to często w takich wypadkach bywa, widzowie są bardziej uważni, nie chcą zabłądzić w nieznanej sobie przestrzeni. Ale są też i ciekawi miejsc na co dzień nieodwiedzanych w teatrze.

Rozmaitych zakamarków, korytarzy, szeregu zamkniętych drzwi; może do garderób, albo tajemniczych pracowni, czy gabinetów, albo biur. Z tej po trosze wymuszonej wycieczki widać, że teatr kryje całkiem sporo tajemnic dookoła swoich scen. Być może w tych trochę nieznanych rejonach pulsuje życie teatru, które ma duży wpływ na to co widać potem na scenie. Może, skupiając się na drodze, nie do końca można się wsłuchać we frazy Biblii Gdańskiej wypowiadane przez jednego z aktorów: "Nie czyń sobie obrazu rytego, ani żadnego podobieństwa rzeczy tych, które są na niebie wzgórę, i które na ziemi nisko, i które są w wodach pod ziemią. Nie będziesz się im kłaniał, ani im będziesz służył; bom Ja Pan Bóg twój, Bóg zawistny w miłości, nawiedzający nieprawości ojców nad syny w trzeciem i w czwartem pokoleniu tych, którzy mię nienawidzą; A czyniący miłosierdzie nad tysiącami tych, którzy mię miłują, i strzegą przykazania mego".

Wędrówka publiczności po teatrze kończy się na Sali Prób. Wszyscy wchodzą do pracowni rzeźbiarskiej urządzonej na scenie. Można powoli rozpoznać poszczególne elementy. Leżące na podłodze rzeźby. Jakieś meble, wnęki, coś co przypomina mansjony, a w trakcie spektaklu stanie się konstrukcją przypominającą ołtarz gotycki na przemian z wielką szafą, w której co jakiś czas otwierać się będą drzwi, szuflady, albo pomieszczenia. I w tych odsłoniętych przestrzeniach ukażą się lalki - rzeźby animowane przez aktorów.

Powoli wyłania się i zarysowuje dramaturgia tego spektaklu. Wacław Oszajca, autor tekstu i Tomasz Kaczorowski, reżyser i dramaturg, podzielili całość na dwa plany: "Plan Tu i Teraz pomyślany jest jako działanie aktorów. Plan Tam i Wtedy - jako animacja lalkami i przedmiotami, jako plan legendarny". To wszystko ma się dziać w teatrze. Ale zanim dojdzie do właściwego przedstawienia aktorzy dyskretnie przypominają widzom, że jest jeszcze jedna, wcześniejsza wędrówka przed spektaklem, odbyta w wyobraźni albo we wspomnieniach, po gdańskiej Bazylice Najświętszej Marii Panny. Tam w kaplicy Jedenastu Tysięcy Dziewic stoi Grupa Ukrzyżowania, którą tworzy krucyfiks i dwa posągi - Marii i Jana Ewangelisty -wykonane z drewna lipowego. I to głównie ów krucyfiks wzbudza zainteresowanie, a jego stworzeniu towarzyszyła dramatyczna legenda, którą teraz przypomina teatr. Tłumaczy ona dlaczego twarz Chrystusa w stylistyce i ekspresji różniła się znacząco od twarzy pozostałych postaci. Według przekazów owa naturalistyczna twarz ukrzyżowanego okupiona została trzema śmierciami: niedoszłego zięcia rzeźbiarza, ukochanej córki artysty, wreszcie i jego samego.

Jednak, aby mogło powstać przedstawienie w Teatrze Miniatura, trzeba było talentu młodej Agnieszki Wielewskiej. To ona jako autorka scenografii, a w szczególności projektantka nietypowych lalek, stała się główną twórczynią scenicznego dzieła. Jej oryginalna praca zdecydowała o wyjątkowym pięknie i artystycznej jakości przedstawienia. Każda z drewnianych rzeźb opowiadających bądź dialogujących o tym, co kiedyś, w przeszłości, zdarzyło w tworzeniu Grupy Ukrzyżowania, to osobne teatralne dzieło sztuki. Sprawiają wrażenie jakby już dawno wyciosane były z jednego pnia drzewa. Surowe w swojej prostocie. Czasem z doczepionymi nogami, albo z ruchomą szczęka. Zastygłe w geście wyczekiwania, tak jak się czasem widzi rzeźby w kościelnym mroku. Kiedy aktorzy je animują potrafią być ekspresyjne, dynamiczne, a nawet liryczne. Potrafią realnie, ale też i metafizycznie żyć na scenie. W rękach bardzo wprawnych aktorów gdańskiej Miniatury są na ogół posłuszne i uległe, ale czasem sprawiają wrażenie, jakby stanowiły wyzwanie. Jakby aktorzy czuli przed nimi respekt. A czasem owe upostaciowane rzeźby potrafią zastygać jak tajemnicze posągi. Oddzielnie, albo w obrazie, jakby uwięzione w ołtarzowej szafie gotyckiej, pozbawione światła.

Rzadko się zdarza w dzisiejszym teatrze, aby scenografia miała decydujący wpływ na wrażenie, które przynosi spektakl. Pozostaje po nim metafizyczna refleksja i zaduma. Myślę, że u wielu widzów, niezależnie od nasycenia wiarą, lub jej brakiem. Pozostają w pamięci rzeźby i wykreowane przez nie emocje. Publiczność powoli opuszcza Salę Prób, by jeszcze raz przejść piętrami, klatkami i korytarzami do szatni. Chciałoby się podejrzeć po drodze jakąś pracownię, w której zrealizowano i scenografię, i lalki. Chciałoby się przyjrzeć rzemieślnikom i mistrzom plastyczno-stolarskim. Może komuś za coś podziękować. Może chociaż Mai Kanabaj kierowniczce pracowni.

Tylko do których drzwi zapukać?

Andrzej Lis
e-teatr.pl
9 lutego 2018

Książka tygodnia

Słownik biograficzny teatru polskiego, tom III: 1910-2000
Instytut Sztuki Polskiej Akademii Nauk,
Praca zbiorowa

Trailer tygodnia