Lekko i letnio

"Chory z urojenia" Teatr Współczesny w Szczecinie

Podczas wystawiania tej sztuki jej autor - Molier - zmarł na scenie. "Chory z urojenia" to ostatnie dzieło wybitnego francuskiego dramatopisarza i aktora. Tekst, którego adaptację w reż. Tomasza Obary można oglądać na deskach Teatru Współczesnego.

Niestety, zarówno spektakl, jak i sama sztuka są pozbawione takiej siły komicznego rażenia, jak kultowy "Skąpiec" czy równie wybitny "Świętoszek". Ot , lekka komedyjka, która, jak to u Moliera, obnaża ludzką głupotę, wyśmiewa kompleksy i piętnuje hipokryzję. Tym razem szydzi z hipochondrii - zaburzenia, którego dominującą cechą jest nieuzasadnione przekonanie osoby nią dotkniętej o istnieniu przynajmniej jednej poważnej choroby. Takim przewrażliwionym na swoim punkcie bohaterem jest Argan, dla którego dzień bez przynajmniej dwunastu lewatyw nie ma sensu. Zamożny mieszczanin, z niewierną żoną i dorastającą córką marzącą o zamążpójściu, jest typowym molierowskim bohaterem. Skupiony na swoich wyimaginowanych chorobach, przepłacający żerujących na nim lekarzy, nie zauważa tego, co dzieje z jego najbliższym otoczeniem. Jedyną osobą, która ma niego wpływ i wykazuje zdrowy rozsądek, jest pokojówka Antosia.

Obara jest wierny klasycznym interpretacjom znanych dzieł literackich, nie znosi uwspółcześniania klasyki. Z jednej strony to dobrze, bowiem oglądanie Moliera w kostiumie nawiązującym do epoki, bez żadnych udziwnień, jest czynnością całkiem przyjemną. Natomiast jeżeli tekst do najwybitniejszych nie należy, a jednocześnie porusza uniwersalny temat, a tak jest w przypadku "Chorego z urojenia", to chciałoby się obejrzeć jego odświeżoną wersję.

Starsza publiczność powinna być zadowolona. Młodzi - niekonieczne. Trykoty, koronki i obcasiki chyba wyszły już z mody. Hipochondria to wdzięczny temat. Kiedyś traktowana, podobnie jak migrena, jako kaprys bogatych ludzi, obecnie zdiagnozowana przez medycynę jako zaburzenie nerwicowe. Między innymi dlatego przydałaby się oryginalniejsza wersja tej historii, która wykorzystałaby jej potencjał. Ponadto to za mało jak na scenę Teatru Współczesnego, która przyzwyczaiła widzów to rzeczy frapujących, niebanalnych, a nawet dyskusyjnych. Aktorzy zagrali dobrze, choć nie wszyscy do końca czują się idealnie w kostiumie. Świetna jak zawsze Anna Januszewska w roli Antosi i przezabawni Adam Kuzycz-Berezowski w roli Tomasza Biegunki i Maria Dąbrowska jako Belina, żona głównego bohatera - dla nich warto "pochorować" z Molierem.

Aneta Dolega
Kurier Szczecinski
27 stycznia 2009

Książka tygodnia

Ksiuty z Melpomeną
vis-a-vis
Stefan Wiechecki

Trailer tygodnia