Lekkość kontaktów z widzem

5. Spotkania Teatrów Miast Partnerskich

Spektaklem "Alkoholicy" w reżyserii Menyhérta Szegvári Teatru Gézy Gárdonyi z niewielkiego Egeru na Węgrzech zakończyła się piąta edycja Spotkań Teatrów Miast Partnerskich w Łodzi. Taka okazja zawsze kusi, by dokonać niewielkiego, ale jednak podsumowania

Lecz najpierw: co mogło się podobać w spektaklach zaproszonych w tym roku? Lekkość. Lecz nie ta frywolna i niezobowiązująca, jakiej doznajemy krztusząc się ze śmiechu na najambitniejszych nawet bulwarówkach. To lekkość, której ostatnio bardzo mało na łódzkich scenach, gdzie krew się leje, moc truchleje, a reżyserzy chcą być tacy bardzo "na serio". Chodzi o lekkość wynikającą z rozumienia teatru właśnie nie jako kazalnicy, z której donośnie rozlegający się głos odmienić ma świat i człowieka. Tu stawką jest raczej intymny kontakt, bardzo osobiste spotkanie aktora z widzem, z którego coś może, lecz nie musi się narodzić, a także dobra opowieść zagrana przejmująco i tak prawdziwie, jak zdarza się to czasem w teatrach amatorskich.

Ta lekkość chyba najlepiej wyczuwalna była w spektaklu Predraga Štrbaca "Tak jakby" Serbskiego Teatru Narodowego - historii dwojga ludzi zbliżających się do siebie, którym bliskość nie jest przeznaczona. Jedna prosta, metaforyczna, wspaniale zagrana scena: Čos (fenomenalna Marina Medenica) i Ka nawzajem przeglądają swoje podróżne kufry. Z każdym wyciągniętym szpargałem z dzieciństwa stają się sobie coraz bardziej obcy. To wystarcza, by pokazać, iż nie mówi się tu o rzeczach błahych.

Podobnie jest z łączącymi teatralne konwencje "Alkoholikami", liryczną przypowieścią o nieszczęściu, zagubieniu, próbie odzyskania przeszłości przez zrywającą z nałogiem byłą aktorkę. Ale i o pięknie życia, może nieco gorzkim. Jest tu też kilka scen godnych Wieniedikta Jerofiejewa. Nawet towarzyszący imprezie odważny, ekspresyjny monodram Justyny Szafran "Rzecze Budda Chinaski", wpisał się w ideę owego intymnego spotkania.

Najcenniejszy w V Spotkaniach okazał się jednak kontakt z efektami pracy mniej znanych nam reżyserów i scenografów. Sceniczne dokonania duetów Rackys i Makarevicius ("Wdowy") Predrag i Vesna Štrbac ("Tak jakby") Szegvári i Grólf ("Alkoholicy"), nienarzucające się, surowe, a jednocześnie bardzo funkcjonalne i zespolone z grą aktorów, aż proszą się jako temat konferencji lub sesji naukowej. Tych jednak, nie po raz pierwszy zresztą, nie było. A wszak poprzednie edycje Spotkań Teatrów Miast Partnerskich pokazały, jak można uatrakcyjniać program, włączając do spotkań inne, pokrewne teatrowi gałęzie sztuki (plastykę, performance, muzykę), koprodukować spektakle (vide: "Yotam").

Dziś, przy formule tak pojemnej, wydaje się, że spotkania mijają w Łodzi niezauważone. Racja, może teraz zabrakło takiej sensacji, jaką dwa lata temu był Teatr Katona ze spektaklem "Zwariowałpoczymupadł". Ale znamienne jest też, iż po raz kolejny organizator spotkań, Teatr Nowy im. K. Dejmka w Łodzi, nie pokazuje własnych produkcji. Również strona internetowa spotkań zatrzymała się na trzeciej edycji.

Rok temu w program Spotkań Teatrów Miast Partnerskich włączono tylko teatry skupiające się w swej pracy na tańcu, ruchu. Takie zogniskowanie programu wokół konkretnych rodzajów teatru wydaje się korzystne zwłaszcza z punktu widzenia pogłębionej dyskusji, a chyba tylko taka ma sens. Z rozmowami i spotkaniami z artystami zagranicznych teatrów na przestrzeni pięciu lat różnie oczywiście bywało. Teraz zabrakło nawet tej narzuconej programem wymiany myśli.

Dla Teatru Nowego i jego widzów ostatnie pięć, sześć lat było na pewno dość emocjonujące. Może teraz nadszedł dobry moment, by powalczyć o rozwój spotkań. Pięć wydarzeń (spektakli) to więcej niż rok temu, lecz po obejrzeniu ich wciąż czuje się niedosyt. Pięć lat pozwoliło imprezie okrzepnąć w swej formule. Teraz nie można pozwolić, by się w niej zasklepiła.

Łukasz Kaczyński
Polska Dziennik Łodzki
3 listopada 2010

Książka tygodnia

Amantka z pieprzem
Wydawnictwo Prószyński i S-ka
Grażyna Barszczewska, Grzegorz Ćwiertniewicz

Trailer tygodnia