Lem górą

VI Festiwal Teatrów Europy Środkowej Sąsiedzi

Tegoroczny Festiwal Teatrów Europy Środkowej "Sąsiedzi" różni się od tego sprzed roku nie tylko długością i ilością spektakli. Wówczas, pisząc relacje z poszczególnych dni prezentacji, można było odnaleźć pewien wspólny mianownik

Tym razem, po pierwszym wieczorze, nie będę tego nawet próbować. Zrozumiała natomiast staje się - zapowiadana przez Witolda Mazurkiewicza, szefa artystycznego festiwalu - konieczność zmiany jego formuły i terytorialnego zasięgu. Być może rzeczywiście nasza część Europy została już przez "Sąsiadów" wyeksploatowana i trzeba szukać dalej od nas.

Jakimś dowodem na to może być już pierwsza prezentacja - "Skąpiec" teatru The Winged Dragon. Z festiwalowego folderu dowiadujemy się, że jest to najlepszy węgierski teatr uliczny, ale okazuje się, iż jego spektakl mieści się gdzieś w festiwalowych "stanach średnich". Nasuwający się wniosek jest zatem taki, że u "bratanków" znajdziemy już niewiele w tej w tej materii. Nie jestem przekonany, czy akura Molier najbardziej nadaje się do teatru ulicznego (zwłaszcza granego na szczudłach); mam wrażenie, że w takiej formule traci. Nie mogę jednak odmówić Węgrom próby oryginalnego nań spojrzenia, poczucia humoru, a także umiejętności nawiązywania kontaktu z publicznością, co w tego rodzaju teatrze jest rzeczą niebagatelną. No i - co ważne - mimo sporej dawki kuglarstwa jarmarcznej proweniencji, był to jednak jeszcze teatr.

Ani odrobiny teatru nie znalazłem natomiast w prezentacji (bo spektaklem tego nazwać nie sposób) Porywaczy Ciał z Poznania. Wyświetlenie klasycznego obrazu science fiction "Inwazja porywaczy ciał" Dona Siegela, z własnymi, średnio zabawnymi dialogami i ścieżką muzyczną polegającą głównie na czynieniu hałasu, teatrem jako żywo nie jest. Być może zrobioną w tym stylu jakąś kilkunastominutową miniaturę dałoby się obejrzeć, jako pewnego rodzaju ciekawostkę, ale półtorej godziny obcowania z tym czymś było nie do zniesienia.

Bez jakichkolwiek zastrzeżeń przyjąłem natomiast spektakl "Planeta Lem" również poznańskiego Teatru Biuro Podróży. Teatr stosunkowo rzadko sięga po hardcore\'ową fantastykę (to raczej domena filmu), a jeszcze rzadziej czyni to z dobrym skutkiem. Przed laty, na Konfrontacjach, oglądałem spektakl bułgarskiego teatru, który spróbował zmierzyć się z twórczością Stanisława Lema. Była to porażka, jakie widuje się doprawdy rzadko. Tymczasem Paweł Szkotak pokazał, że można. I to niekoniecznie dysponując technologicznym potencjałem firmy Industrial Light and Magic. Wspólnie z autorką scenografii, Agnieszką Zawadowską, stworzyli spektakl olśniewający wizualnie, wykreowali zupełnie odmienny świat. Nie będzie przesady w twierdzeniu, że w trakcie przedstawienia można było zapomnieć, że znajdujemy się w przestrzeni placu Litewskiego; tak sugestywna była to wizja. Wsparta w warstwie dźwiękowej przez znakomitą muzykę Krzysztofa Nowikowa. A co nie mniej ważne - spektakl zachował całkowitą wierność duchowi twórczości Lema, łączącej poczucie humoru najwyższej próby z humanistyczną refleksją i przenikliwą diagnozą współczesnego świata. Wpisuję "Planetę Lem" do swego prywatnego katalogu najlepszych spektakli prezentowanych w ramach "Sąsiadów".

Andrzej Z. Kowalczyk
Polska Kurier Lubelski
18 czerwca 2011

Książka tygodnia

Kantor Nie/Obecność
Wydawnictwo Uniwersytetu Jagiellońskiego
Katarzyna Fazan

Trailer tygodnia

Tristan i Izolda
Ralf Pleger
Od 22 maja na platformie OperaVision ...