Leonardo da Vinci – Walter Isaacson

Opisz język dzięcioła, czyli mikrokosmos i makrokosmos Leonarda da Vinci

Osiemset stron słowa drukowanego, razem z cytowanymi źródłami i przypisami, a także sto pięćdziesiąt ilustracji tworzy najwspanialszą biografię jednego człowieka, który fascynuje, imponuje i zachwyca swą osobowością. Mądrością, wrażliwością, dociekliwością, artystyczną duszą i mistrzostwem wszystkiego, co powstawało w jego umyśle oraz w emocjach.

Ale od początku. To, że książkę tę czyta się z zapartym tchem, zawdzięczamy autorowi, samemu da Vinci, jak i Wydawnictwu „insignis" oraz tłumaczowi Michałowi Strąkowi. Walter Isaacson dotarł do wszystkich dostępnych mu źródeł, uporządkował zebrany materiał i nadał mu formę opowieści-rzeki, począwszy od jej źródła do ujścia. Klamry te ujmują w sposób plastyczny „Oś życia artysty", otwierającą biografię, i poprzez daty, obrazy i słowo prowadzą nas wraz z jej biegiem. W podróży tej istotną rolę odgrywają nawet najmniejsze zdarzenia, budujące życie włoskiego geniusza.

Co zaskakuje już od pierwszego rozdziału? Sposób skonstruowania i prowadzenia narracji. Ale ona, tak bardzo komunikatywna, uporządkowana chronologicznie, operująca językiem nauki i sztuki jest odzwierciedleniem mistrzowskiego pióra autora książki oraz trybu życia Leonarda, jaki prowadził. A wyznaczały go otrzymywane zlecenia od patronów, praca nad nimi, która nie koncentrowała się nad jego wykonaniem, ale pobudzała ciekawość naukową i artystyczną Leonarda. A ta z kolei niczym gałęzie na pniu drzewa „rozrastała" się w prawdziwą „koronę" pytań, na które bardzo cierpliwie i konsekwentnie szukał odpowiedzi. By namalować na obrazie wyciągnięte ramię, przeprowadzał sekcję zwłok i poznawał mięśnie, które je tworzyły i poruszały nim. A wszystko to odbywało się według ustalonego porządku poznawania rzeczy oraz zjawisk mu nieznanych. W ciszy jego pracowni, wśród przyrody. To wszystko zatem sprawia, że wspomniana narracja staje się zasadniczym narzędziem opisującym i przedstawiającym postać Leonarda oraz jego najbliższego świata. Chwilami odnosi się wrażenie, że Mistrz jest obok nas, że jesteśmy świadkami jego pracy, że zwraca się do nas bezpośrednio ze swymi pytaniami. Zresztą w swoich zapisach codziennych używał często formy drugiej osoby liczby pojedynczej: zauważ, zrób, zapytaj, przeczytaj, dowiedz się. Sposób ten oscylujący wokół trybu rozkazującego, wyzwalał w nim wykonanie polecenia. I jest to kolejne źródło narracji autora biografii, które zamienia się w bardzo kameralne obcowanie z Leonardem.

A on sam? Czym nam współczesnym imponuje? Czym zadziwia? Najbardziej ciekawością świata, któremu podporządkował swoje życie. Dociekliwością badawczą i artystyczną, której dogłębne poszukiwania doprowadziły do wielu nowych odkryć, spostrzeżeń i wniosków. Jego badania nad anatomiczną budową serca oraz sporządzony opis wyprzedziły epokę, w której żył, o kilkaset lat, a dotyczył on odkrycia i opisania działania zastawki aorty.

Jego obrazy urzekały barwami, perspektywą oraz gradacją światła, użytą symboliką i fantastyczną anatomią postaci, którym nadawał ruch, a nie statyczność. Ich epickość wyzwalała w oglądających je „opowieść" o miejscu i człowieku. Przy okazji Isaacson „uczy" w jaki sposób patrzeć na obrazy i odczytywać je.

Walter Isaacson bardzo drobiazgowo opisuje warsztat pracy i metody działania Mistrza. Dodatkowo ilustruje to poprzez ryciny, odręcznie zapisane kartki, szkice. Liczne tłumaczenia co ciekawszych fragmentów odręcznych zapisów Leonarda pozwalają na bezpośrednie obcowanie z tokiem jego myślenia, analitycznym rozumowaniem. Dzięki temu wyobraźnia czytelnika nie ma chwili odpoczynku. A co więcej, czytelnik nie buduje charakteru, osobowości, mentalności Leonarda w sposób odtwórczy na podstawie narracji autora, lecz poprzez jego osobiste zapisy. Na przykład sporządzony preliminarz wydatków związanych z pogrzebem matki. Pieniądze wydane na świece przewyższały kwotę przeznaczoną dla księdza. Czy świece były wówczas takie drogie, czy też zakupił ich aż tyle, by uczcić pamięć zmarłej...

Ale książka ta nie jest tylko rekonstrukcją życia i twórczości artysty. To także niezwykle ciekawa historycznie, obyczajowo i kulturowo panorama ówczesnego życia we Florencji, w Mediolanie, Rzymie i we Francji. To opis mechanizmów walki o władzę, informacje o mecenacie bogatych patronów, finansujących artystów. To opowieść o nieślubnym synu i skomplikowanych relacjach rodzinnych. O ojcu artysty uwikłanego we własne emocjonalne słabości i obowiązujące zasady życia i karierę zawodową. To opowieść o zmaganiach się człowieka z własnymi słabościami – kiedy to Leonardo nie kończył rozpoczętych dzieł, porzucał je i rozpoczynał inne, które oceniał jako ciekawsze i bardziej pasjonujące. To opowieść o tym, jak poszczególne etapy w jego życiu twórczym układające się w jego umyśle oraz w emocjach „stworzyły" portret Mony Lisy; dzieła koronującego jego życie i nieśmiertelną sławę. Jego znak rozpoznawczy.

Zachwyt budzi również i język, jakim została napisana ta biografia. Kiedy autor opisuje szczegółowo pomysły, jakie rodziły się w umyśle Leonarda, a ręka je materializowała, używa określeń z zakresu inżynierii, nauki, i sztuki. Jest on tak charyzmatyczny, że sprawia, iż „czujemy" intencje Leonarda artysty-naukowca, jego sposób myślenia, siłę przeobrażania myśli w słowo. Co więcej, opisując obrazy Mistrza, uczymy się odczytywania intencji autora, celu jego namalowania, a przede wszystkim dowiadujemy się, jaką techniką powstawały. A to szalenie wzbogaca zakres słownictwa i wiedzy, których potrzebujemy, by zrozumieć oglądany na wystawie, obraz. Ileż pojęć ze świata sztuki i nauki tu występuje. Mógłby powstać z nich spory prywatny leksykon.

I stąd, warstwa słowna, tworząca niezaprzeczalny klimat tej biografii zasługuje na więcej uwagi. Jest ona prawdziwym wyzwaniem dla tłumacza, który nie tylko znalazł się w „bezpośredniej konfrontacji" ze słownictwem z zakresu nauki, techniki, inżynierii wojskowej, ale także i ze słownictwem znajdującym się na krańcowej pozycji, a mianowicie z językiem sztuki. I tym ogólnie funkcjonującym w obiegu, ale i tym charakterystycznym dla epoki, w której żył Leonardo, a także w odniesieniu do czasów nam współczesnych. Wielkie brawa dla tłumacza, który wykazał znakomite mistrzostwo sztuki translatorskiej. Za stworzony klimat w rozdziale poświęconym powstaniu „człowieka witruwiańskiego", w którym zharmonizował język nauki z językiem sztuki.

Ale, tak samo jak Mistrz pasjonował się konstrukcją niezwykłych urządzeń technicznych, tak samo interesował się teatrem. Z taką samą pasją projektował dekoracje do okolicznościowych widowisk plenerowych. Podczas pobytu we Francji, da Vinci przygotował dla króla Franciszka I Walezego, w roku 1518 na zamku w Amboise, teatralną inscenizację z okazji chrztu syna Franciszka oraz ślubu królewskiej siostrzenicy. Z taką samą pasją, z którą trzydzieści lat wcześniej przygotował plenerowe przyjęcie z okazji ślubu Giana Galeazza Sforzy z Izabelą Aragońską. Plac zamienił w fortecę z artylerią, która „wystrzeliwała napełnione powietrzem balony, a każdemu wystrzałowi towarzyszyły wielki huk i kłęby dymu". Leonardo projektował też kostiumy oraz dekoracje. Na szczęście zachowało się sporo szkiców obrazujących jego teatralną fantazję.

Ilustracje. Przedstawiające codzienne zapiski Leonarda, szkice do obrazów, projekty machin oblężniczych, konstrukcje rzeźbiarskie, ryciny obrazujące jego wynalazki w zakresie techniki, rysunki obrazujące anatomię człowieka, zadania do wykonania, pytania, na które szukał odpowiedzi; wreszcie jego obrazy, portrety, nie tylko uzupełniają słowo, ale przede wszystkim są materialnym odzwierciedleniem jego zainteresowań, głodu wiedzy, pracy artystycznej. Technicznie są bardzo czytelne, wyraziste, a reprodukcje obrazów Mistrza zachowują oryginalną kolorystykę.

Biografia ta, ma nie tylko swoją wspaniałą narrację, ale także i kompozycję, układającą się tak, jak życie Leonarda. Zamknięte w pętli czasu i miejsc od Florencji poprzez Mediolan i Rzym do Francji. „- Tak jak dobrze spożytkowany dzień przynosi szczęśliwą noc, tak dobrze spożytkowane życie przynosi szczęśliwą śmierć" – zapisał. Odszedł, trzymany w ramionach, przez swego patrona i można rzec, przyjaciela, króla Francji Franciszka I Walezjusza. Chwilę tę uwiecznił na obrazie Jean-Auguste- Dominique Ingres. Natomiast Walter Isaacson, tak kończy swą opowieść o Mistrzu. „- Do życiorysu Leonarda najlepiej podchodzić tak samo, jak on traktował świat: z ciekawością i podziwem dla nieskończonych ziemskich cudów".

Ale to nie wszystko. Ta biografia zawiera dla nas jeszcze jeden, wprost bezcenny element. A jest nim Zakończenie, zawierające przemyślenia związane z zagadnieniem „geniuszu" oraz część z podtytułem „Czego możemy nauczyć się od Leonarda"? I, jak podpowiada autor, „możemy brać z niego wzór i starać się go naśladować". I z tego powodu biografia ta nabiera istotnego znaczenia dla nas współczesnych.Warto zacytować zatem wskazówki dla nas, płynące z życia Mistrza. Oto one (oczywiście skierowane do nas bezpośrednio, tak jak to czynił Leonardo w swoich zapisach):

„- Pielęgnujcie ciekawość. Szukajcie wiedzy dla niej samej. Starajcie się nie stracić dziecięcego zadziwienia światem. Obserwujecie. Zacznijcie od szczegółów. Wyobraźcie sobie to, czego nie można zobaczyć. Nie bójcie się mierzyć z nieznanym. Dajcie się rozkojarzyć. Szanujcie fakty. Pozwólcie sobie na prokrastynację. Pozwólcie, aby lepsze było wrogiem dobrego. Myślcie obrazami. Unikajcie myślenia schematami. Porywajcie się z motyka na słońce. Puśćcie wodze fantazji. Twórzcie dla siebie, nie dla swoich szefów. Współpracujcie. Twórzcie listy zadań. Róbcie notatki, koniecznie na papierze. Otwórzcie się na tajemnice.
Nie wszystko musi być do końca określone".

W tym roku cały świat obchodzi uroczyście 500 rocznicę śmierci włoskiego geniusza. Leonarda z małej miejscowości Vinci. Wydawnictwo „insignis" włączyło się w te obchody. I trzeba powiedzieć, że wybrało najlepszą formę, czyli książkę, rzecz trwałą, nie efemeryczną. A jest ta biografia jedynym w swym rodzaju hymnem napisanym na cześć wielkiego człowieka. I warto od czasu do czasu przypomnieć jego słowa. Także i po to, żeby obudzić w sobie ducha poznawania tajemnic naszego świata.

Ilona Słojewska
Dziennik Teatralny
6 sierpnia 2019
Książki
Leonardo da Vinci

Książka tygodnia

Ze szczytów Alp…Dramat i teatr szwajcarski w XX i XXI wieku
Wydawnictwo Uniwerystetu Łódzkiego
Karolina Sidowska, Monika Wąsik

Trailer tygodnia