Liber i Antigama w hołdzie powstańcom

rozmowa z Marcinem Liberem

Nie ma już wejściówek na dzisiejszy, premierowy spektakl "Zawiadamiamy Was, że żyjemy. Dubbing 44" w Muzeum Powstania Warszawskiego. Wszyscy, którzy chcieliby zobaczyć sztukę w reżyserii Marcina Libera, wciąż mogą sobie zarezerwować miejsce na przedstawienia w dniach 2-7 sierpnia.

W 2007 roku Liber przygotował dla Muzeum Powstania Warszawskiego multimedialne widowisko „Gwiazdy spadają w sierpniu”. Na potrzeby najnowszego spektaklu, skompilował teksty Doroty Masłowskiej, Małgorzaty Sikorskiej-Miszczuk, Moniki Powalisz, Sylwii Chutnik i Magdaleny Fertacz. W obsadzie: Małgorzata Rożniatowska, Agnieszka Podsiadlik, Anna Sroka, Stanisław Brudny, Mirosław Zbrojewicz i Leon Charewicz.

Na spektakl „Zawiadamiamy Was, że żyjemy. Dubbing 44” składają się teksty pięciu różnych autorek. Czy łatwo było je połączyć i stworzyć jedną spójną całość?


Marcin Liber:
To pozostawiam ocenie publiczności. Dostałem do pracy bardzo ciekawą materię, ponieważ wszystkie te teksty są dla mnie ważne. Znałem je wcześniej i moglem zrobić kompilację z tych dramatów i stworzyć taki „the best of”.

O czym opowiada spektakl?


O pamięci. O micie, który funkcjonuje. O duchach, które się dobijają do nas z prośbą o pamięć i o to, żeby załatwić rzeczy, których one nie zdążyły załatwić za swojego życia. Chcę, żeby był to rodzaj hołdu złożonego wszystkim ludziom, którzy w powstaniu zginęli.

Ciekawa będzie też oprawa muzyczna, bo piosenki na żywo zagra grindcore’owy zespół Antigama.


Jestem ich fanem. Pracowaliśmy wspólnie już wcześniej. Bardzo szanuję ich za bezkompromisowość i ogromną energię, jaka drzemie w tym zespole. Zapraszając do tego projektu Antigamę, budujemy atmosferę na poziomie dźwięku, taką, jaką możemy sobie wyobrazić, że towarzyszyła przez cały czas trwania powstania. A wówczas w Warszawie nie było cicho.

Podobno miał pan zaledwie dwa tygodnie na przygotowanie spektaklu.


Rzeczywiście, ten czas był bardzo krótki i bardzo intensywny. Tak się złożyło, ale ja lubię pracować w ten sposób.

Już drugi raz współpracuje pan z Muzeum Powstania Warszawskiego, gdzie dwa lata temu pokazywał pan „Gwiazdy spadają w sierpniu”. Czy młodym twórcom trudno jest opowiadać o wydarzeniach sprzed ponad pół wieku?


Trudno. Dlatego do tytułu dopisałem podtytuł „Dubbing 44”, ponieważ mam świadomość, że my historię nie z naszego doświadczenia możemy wyłącznie zdubbingować, to znaczy podłożyć głos pod relacje i opowieści osób, które przeżyły tamte wydarzenia. To nie jest nasze doświadczenie. Naszym udziałem jest historia, która pozostała. I o tym też mówimy.

A jakich reakcji spodziewa się pan ze strony powstańców?


Trudno przewidzieć. Traktuję to przedstawienie jako moją autonomiczną wypowiedź i jestem przyzwyczajony do kontrowersji, jakie teatr wywołuje. I podejrzewam, że reakcje na ten spektakl mogą być skrajne.

Czyli na pewno będzie to rzecz kontrowersyjna.


Nie było to naszym założeniem. Ale jeśli znamy literaturę Sylwii Chutnik, to wiemy, że pisząc o postaci pani Marii, opowiada o powstaniu z innej perspektywy, o której nieczęsto się mówi, to znaczy z perspektywy kobiety i Żydówki walczącej w powstaniu.

Kolejne plany teatralne?


Już w czerwcu rozpocząłem próby w Teatrze Dramatycznym. Punktem wyjścia do spektaklu jest „Wilk stepowy” Hermana Hessego. Premierę przewidujemy na 3 października.

Rozmawiała Barbara Bardadyn
Dziennik
1 sierpnia 2009
Portrety
Marcin Liber

Książka tygodnia

Paragon
Wydawnictwo Mamiko
Justyna Nawrocka

Trailer tygodnia