List aktorów Teatru Lalek "Arlekin" do Prezydenta Łodzi

list do Jerzego Kropiwnickiego

List do Jerzego Kropiwnickiego

Aktorzy Teatru Lalek "Arlekin" w Łodzi 
Do Prezydenta Miasta Łodzi
Jerzego Kropiwnickiego

Jesteśmy aktorami Teatru Lalek "Arlekin" w Łodzi. Do napisania tego listu zmusza nas brak możliwości porozumienia z Dyrektorem Naczelnym i Artystycznym teatru, Panem Waldemarem Wolańskim, oraz jego arogancja w komunikowaniu się z zespołem artystycznym. Wyczerpaliśmy już wszelkie znane nam sposoby załatwienia naszych spraw bez potrzeby angażowania w nie instytucji zwierzchnich. Chcemy wyrazić swoje niezadowolenie z sytuacji panującej w naszym teatrze i prosić Pana Prezydenta o interwencję i pomoc.

Od 13 lat aktorzy, jako jedyna grupa zawodowa w Teatrze "Arlekin", nie są zatrudnieni na umowę o pracę. W 1997 r. dyrektor Wolański zdecydował o zmianie stosunku pracy aktorów "Arlekina" z umowy o pracę na umowę o dzieło. Działo się to w atmosferze silnego sprzeciwu znacznej części zespołu artystycznego - szukaliśmy pomocy w Wydziale Kultury UM, ZASP-ie i PIP-ie. Dyrektor zastosował skuteczny sposób, polegający na zastraszaniu nas podczas indywidualnych rozmów, co niestety doprowadziło do rozbicia jedności w zespole i zakończenia walki porażką. W rezultacie kilka osób odeszło z teatru, a reszta protestujących, z troski o swoją przyszłość i z braku innego rozwiązania, podpisała nowe umowy.

Podstawa prawna naszej pracy to podpisywane co rok umowy o dzieło, od których nie są odprowadzane żadne składki na ubezpieczenia społeczne i zdrowotne. Oznacza to, że od 13. lat teatr nie odprowadza składek na naszą przyszłą emeryturę i długie lata naszej pracy nie zostaną do niej wliczone. Jako nieubezpieczeni nie możemy korzystać z bezpłatnej opieki lekarskiej, a w razie ewentualnego wypadku koszt przyjazdu karetki, hospitalizacji itd. musimy pokryć z własnych kieszeni. Trzeba przyznać, że Pan dyrektor Waldemar Wolański przez kilka poprzednich lat podpisywał z nami dodatkowe umowy - zlecenia (na kwotę 10 zł.), które zapewniały nam ubezpieczenie zdrowotne, ale okazało się, że to jest kwestia uznaniowa. Jak się wyraził sam Pan dyrektor: "Jak nie będziecie podskakiwać, to przedłużę z Wami te umowy". Uznaliśmy, że taką propozycją dyrektor chce zmusić nas do milczenia. Umów nie podpisaliśmy i obecnie nie jesteśmy objęci żadnym ubezpieczeniem zdrowotnym. Nasze zarobki uniemożliwiają nam samodzielne opłacanie wyżej wymienionych świadczeń, a wielokrotne próby podejmowania rozmów z dyrektorem o zmianie stosunku pracy nie przynoszą efektu.

Umowa o dzieło - nazywana szumnie przez dyrektora "kontraktem", pozwala w świetle prawa na negocjowanie jej warunków przez obie strony. W praktyce nie mamy jednak wpływu na żaden paragraf zawarty w umowie, a wszelkie próby negocjowania kończą się stwierdzeniem dyrektora: "Jeżeli Ci się nie podoba, to nie podpisuj", co oznacza natychmiastową utratę pracy.

Zgodnie z treścią naszych umów nie mamy również żadnego zabezpieczenia finansowego w razie choroby. Jeżeli stan zdrowia uniemożliwia nam zagranie spektaklu, nie otrzymujemy żadnego wynagrodzenia, nie wspominając już o tym, że sami pokrywamy koszty leczenia.

Co więcej - w przypadku odwołania spektaklu z powodu choroby jednego z aktorów, zdolna do pracy reszta zespołu również nie otrzymuje żadnego wynagrodzenia.

Ponadto dochodzi do absurdalnych sytuacji, kiedy "gramy" spektakle z zapaleniem płuc, 40-sto stopniową gorączką. Przychodzenie do pracy z chorobami infekcyjnymi powoduje niebezpieczeństwo rozprzestrzeniania infekcji na dziecięcą widownię naszego teatru. Nie wspominając o wzajemnym zarażaniu się pracowników.

Oczywiście, rozumiemy prawa wolnego rynku. Jeżeli nie odpowiadają nam warunki zatrudnienia, możemy poszukać innej pracy. Jednak znalezienie dodatkowego zajęcia, chociażby takiego, które zapewni nam podstawowe świadczenia w naszym wypadku nie jest możliwe. Plan spektakli i prób, ustalony z góry na cały sezon teatralny, uniemożliwia skorzystanie z choćby jednego dnia wolnego w tygodniu. Spektakle gramy codziennie, od niedzieli do piątku włącznie, w soboty zaś mamy próby (często dwie czterogodzinne). Słowem - eksploatowani jesteśmy jak pracownicy etatowi, a z teatrem wiążą nas jedynie umowy o dzieło. Stanowi to dla nas ogromny problem z utrzymaniem jakiejkolwiek stabilności finansowej, ponieważ w tzw. sezonie martwym dla teatru, w okresie od czerwca do września, nie otrzymujemy żadnych wynagrodzeń, a taką podstawę otrzymują aktorzy teatrów zatrudnieni na umowę o pracę.

Nasz list do Pana Prezydenta nie jest podyktowany jedynie potrzebą osiągnięcia podstawowych korzyści, o które zabiegamy. Od kilku sezonów obserwujemy również znaczne obniżenie poziomu artystycznego naszego teatru. Teatr, którego głównym odbiorcą jest dziecko, nie realizuje niestety swoich podstawowych założeń. Edukowanie poprzez sztukę jest tu rzadkością, a coraz częściej teatr oddaje się działaniom czysto komercyjnym. Dobór reżyserów współpracujących z teatrem nosi znamiona kumoterstwa. Jako aktorzy mało kiedy mamy możliwość spotkania się w pracy z wybitnymi twórcami teatru lalek, jakich w Polsce i poza jej granicami przecież nie brakuje. Bardzo rzadko zdarzają się szczęśliwe dla nas chwile, kiedy mamy możliwość pracy z osobowością artystyczną. Tacy twórcy, mimo że ich spektakl odnosi sukcesy i zdobywa nagrody na festiwalach, mimo że zgłaszają chęć dalszej współpracy z naszym teatrem, więcej nie otrzymują propozycji. Na stronie internetowej teatru, w przedmiocie działalności jest mowa o "prowadzeniu działalności kulturalnej z udziałem twórców i wykonawców posiadających odpowiednie kwalifikacje zawodowe". Zdarza się, że w naszym teatrze spektakle reżyserują ludzie bez tytułu reżysera czy chociażby odpowiednich kwalifikacji, którym dyrektor winien jest jakąś przysługę, a sam dyrektor, nie mając w tym kierunku wykształcenia, reżyseruje spektakle o dyskusyjnej jakości artystycznej. Na 16 tytułów w repertuarze teatru, 5 jest w reżyserii Waldemara Wolańskiego.

Jeśli chodzi o aspekt artystyczny naszego zawodu, to dzięki dyrektorowi praktycznie zapomnieliśmy, że taki istnieje. Na co dzień w pracy czujemy się jak wyrobnicy. Nie ma miejsca na spory w dziedzinie sztuki. Praca aktora została zdegradowana do najniższego poziomu. Dyrektor na każdym kroku daje nam do zrozumienia, że na nasze miejsca czekają tłumy chętnych i nie jesteśmy mu tak naprawdę do niczego potrzebni. Czujemy się nieustannie szykanowani i szantażowani. Każdy z nas przyszedł do tego teatru z wiarą w siebie i sztukę, z nadzieją tworzenia. Waldemar Wolański przez lata swojego dyrektorowania pozbawił swoich aktorów wszelkich ambicji i chęci tworzenia, a Teatr "Arlekin" artystycznego ducha. Zrobił z niego fabrykę miernej jakości przedstawień (w większości w reżyserii swojej lub swoich kolegów), zawsze przedkładając swój interes nad interes teatru i ludzi w nim pracujących.

Aspiracje reżyserskie dyrektora są również powodem jego częstych nieobecności w teatrze. Waldemar Wolański reżyseruje spektakle w całej Polsce, a wiadomo, że próby w teatrach trwają około miesiąca lub dłużej. Teatr i jego bieżące sprawy zostają bez opieki dyrektora naczelnego i artystycznego, co ma niemały wpływ na poziom artystyczny przygotowywanych w tym czasie premier. Takie podejście dyrektora pozwala nam wysnuć wniosek, że teatr, w którym jest zatrudniony, jest mu obojętny. W teatrze nie ma Rady Artystycznej lub innego organu, który mógłby czuwać nad jakością przedstawień. Na zgłoszoną przez Zespół Artystyczny potrzebę założenia takiej rady, dyrektor odpowiedział: "Dopóki będę dyrektorem tego teatru, nie dopuszczę do jej powstania, bo to ograniczyłoby moją władzę."

Próby konstruktywnej rozmowy z dyrektorem na wszystkie te tematy podejmowaliśmy wielokrotnie. Mówiliśmy o chęci przejścia na etaty, wyrażaliśmy swoje niezadowolenie z sytuacji w teatrze, proponowaliśmy nowe rozwiązania. Nie widząc możliwości porozumienia z dyrektorem podjęliśmy próbę mediacji poprzez ogólnopolską organizację związkową jaką jest Związek Zawodowy Aktorów Polskich. Kilkugodzinna rozmowa również nie przyniosła efektu - wykazała tylko brak dobrej woli ze strony dyrektora i pozostawiła w pamięci mediatorów druzgocący obraz jego osoby.

Związek zawodowy w naszym imieniu wystąpił do Prezydenta Miasta z prośbą o wyjaśnienie sytuacji w teatrze. W odpowiedzi otrzymaliśmy wymijające pismo z Wydziału Kultury. Po tym wydarzeniu sytuacja w teatrze stała się bardzo dyskomfortowa - dyrektor oskarżył nas o "napisanie donosu". Ewidentnie stwierdził również, że najlepszą odpowiedzią na nasze działania jest akt zemsty. Obecne działania Waldemara Wolańskiego zmierzają do pozbycia się znacznej części zespołu aktorskiego, który od wielu lat tworzy ten teatr. Obecnie dyrektor w tajemnicy prowadzi rozmowy z kandydatami na aktorów, proponując im pracę i przysłowiowe złote góry, najwidoczniej celowo wprowadzając atmosferę strachu i niepewności w zespole artystycznym.

Zdajemy sobie sprawę, że Waldemar Wolański jest postrzegany z zewnątrz, również przez swoich przełożonych, jako dobry i zaradny dyrektor i menadżer Teatru "Arlekin". My pracujemy z dyrektorem na co dzień i odnosimy wrażenie, że są to działania mające na celu jak najdłuższe utrzymanie się na zajmowanym stanowisku. Wielokrotnie słyszeliśmy od dyrektora słowa: "Jak wam się nie podoba, możecie zmienić teatr". Jeżeli to jest dla dyrektora jedyne rozwiązanie, to należałoby się może zastanowić, czy to nie Waldemar Wolański powinien zrezygnować z zajmowanego stanowiska. Dlaczego aktorzy, którzy stanowią o tym teatrze i przez wiele lat tworzyli jego historię mają z niego odchodzić? Świadczy to również o tym, że w sposób nie znoszący sprzeciwu zarządza powierzoną mu przez Prezydenta Miasta Łodzi instytucją kulturalną.

W związku z pogłębiającym się konfliktem, jak również mając na uwadze nasz teatr, nie zgadzamy się na dalszą współpracę z dyrektorem i oczekujemy odwołania Waldemara Wolańskiego z funkcji Dyrektora Naczelnego i Artystycznego Teatru Lalek "Arlekin" w Łodzi, oraz rozpisania nowego konkursu na to stanowisko. Nie będziemy dłużej pracować w takich warunkach. Jesteśmy nie tylko artystami, ale przede wszystkim ludźmi, którym za ich wysiłek należy się szacunek pracodawcy. Nie zamierzamy również odchodzić z tego teatru, gdyż jest on naszym drugim domem, a jego prawidłowe funkcjonowanie oraz rozwój są dla nas bardzo ważne.

Prosimy Pana Prezydenta o niezwłoczne zapoznanie się z naszą sprawą i natychmiastową interwencję, gdyż nasz stosunek pracy wygasa w czerwcu 2010 roku, a w obecnej sytuacji jest więcej niż pewne, że dyrektor nie zechce podpisać umów z niewygodnymi dla niego ludźmi.

Z wyrazami szacunku
Aktorzy Teatru Lalek "Arlekin"

Mieczysław Dyrda
Aleksandra Gałaj
Adam Godlewski
Anna Guzik
Katarzyna Kaleta
Pavel Kryksunou
Ewa Mróz
Marcelina Paniuta- Jankowska
Maciej Piotrowski
Beata Sadkowska
Maria Sowińska
Joanna Stasiewicz
Marcin Truszczyński
Robert Wojciechowski
Anna Zadęcka- Zięba

Aktorzy Teatru Lalek "Arlekin"
Materiał przysłany
9 stycznia 2010

Książka tygodnia

Bieg po linie
Wydawnictwo MANDO
Maria Malatyńska, Jerzy Stuhr

Trailer tygodnia